Biznes

Rapid z Zuradu poluje na piratów drogowych

Fotorzepa, Dariusz Majgier DM Dariusz Majgier
Producent fotoradarów i wideorejestratorów w kryzysie zwolnił obroty. Nie na długo – zapewniają szefowie Zuradu z Ostrowi Mazowieckiej
– Skreślono niemal wszystkie zamówienia – narzeka Zbigniew Sztabik, dyrektor ds. techniki i produkcji w spółce. Fabrykę zatrudniającą 120 osób trzeba było przestawić na wolniejsze obroty. Aby nie zwalniać ludzi, do września wszyscy zgodzili się pracować w firmie na pół etatu.
Ograniczenia wprowadzono akurat w momencie, gdy jedyny krajowy producent fotoradarów po wprowadzeniu nowych wersji urządzeń szykował się do żniw. Zurad liczył zwłaszcza na szybszy start krajowego automatycznego systemu nadzoru ruchu drogowego, którego projekt przewidywał zwiększenie liczby fotoradarów o ok. 200 urządzeń. W tym roku sytuację ratują jedynie samorządy kupujące urządzenia dla straży miejskiej. Zakład Urządzeń Radiolokacyjnych Zurad, spółka zależna warszawskiego potentata radarowego Radwaru, do tej pory sprzedał ponad 150 fotoradarów i ok. 1200 samych masztów. Policja wymaga, by były ogrzewane, klimatyzowane, odporne na przestrzelenie z broni krótkiej. Dlatego maszt z pełnym wyposażeniem może kosztować nawet 18 tys. zł.
Sercem najnowszego fotoradaru Rapid CM jest uruchamiany radarem system optyczny (aparat Nikona) połączony z komputerem, który może zarejestrować ok. 100 tys. kolorowych zdjęć. Fotorapid CM mierzy nie tylko prędkość zbliżania się pojazdu do urządzenia, ale równocześnie rejestruje też oddalanie się wozu. Informacje zawarte na twardym dysku można przegrywać, wykorzystując port USB, ale obraz da się też transmitować do terminala w zaparkowanym nieopodal radiowozie. Cały zestaw kosztuje nawet 150 tys. zł, jeśli kupowany jest ze specjalnym fleszem, komputerową aparaturą do obróbki zdjęć i urządzeniami do drukowania mandatów. Zurad robi też policyjne wideorejestratory. Do tej pory firma sprzedała ok. 200 urządzeń. Nowy Viderapid 2 może filmować drogowego pirata jadącego przed autem patrolowym, a także za nim. Każde urządzenie kosztuje 25 – 30 tys. zł. Postrachem piratów będzie już wkrótce testowany właśnie nowy produkt ostrowskiej fabryki – laserowy następca radarowej „suszarki”. Promień lasera wyłowi szarżujący pojazd z odległości 700 metrów.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL