Sztuka

Dokumenty z życia czy psychologia

John Coplans „Palce”, 1999 (Kunsthalle Wiedeń)
Rzeczpospolita
W Wiedniu trwają trzy wielkie wystawy pokazujące ludzi zwykłych i sławnych – w zwyczajnych sytuacjach
„Portret. Fotografia jako teatr” w Kunsthalle; w tej samej galerii, na górze – retrospektywa Thomasa Ruffa; w Albertinie – pokaz „Body & Language”. Trzy komplementarne ekspozycje, które uświadamiają, że… przestaliśmy patrzeć na ludzi. Znamy tylko fizjonomie celebrytów.
Czy na pewno? Nawet w to można zwątpić, oglądając w Albertinie wielką serię „Twarzy” autorstwa Gottfrieda Helnweina. Od prawie 20 lat portretuje sławy. Bez pochlebstw i upiększeń. Na dużych czarno-białych zdjęciach jego bohaterowie wcale nie są atrakcyjni. Brutalne, mocne światło wydobywa każdy mankament ich urody. Keith Richards o twarzy jak przepuszczonej przez wyżymaczkę, Charles Bukowski z naroślami i nosem-truskawą, spocony Andy Warhol, Michael Jackson jak sztuczna lala… [wyimek]Jak wiele mówi twarz o ludzkim charakterze, świadczą wiedeńskie pokazy zdjęć[/wyimek]
Ciało wiele mówi o człowieku – przypominają twórcy wystawy „Body & Language”, zestawiając fotoprace siedmiorga artystów, w tym nieżyjących Helmuta Newtona i Johna Coplansa. Pierwszego reprezentuje m.in. „But”, wrzynający się w piętę modelki. Tortura w imię piękna. Z kolei Coplans fotografował własne ciało zmaltretowane w sposób naturalny – starością. [srodtytul]Kosmos w twarzy[/srodtytul] Do ekspozycji „Portret…” w Kunsthalle zaproszono 32 artystów z różnych krajów. Na wejście – wielkoformatowe zdjęcia Thomasa Ruffa, topowego niemieckiego artysty. Oglądamy gigantyczne twarze w legitymacyjnych ujęciach. Są statyczne i pozbawione ekspresji. Co w nich ciekawego? Wszystko – oczy, nos, włosy. Powiększając podobizny do ponadludzkiej skali, autor manifestuje, że każda fizjonomia jest unikalną kreacją natury. Składa się z niepowtarzalnych form, odcieni, faktur. Ruff w ubiegłym roku skończył pięćdziesiątkę i rozpoczął nowy etap twórczy: przerzucił się na kompozycje astronomiczne. Mają premierę w górnych salach galerii. „Cassini” to cykl złożony z obrazów Saturna i jego księżyców, „Zycles” jest serią zapisów elektromagnetycznych fal. Na pozór tym pracom bliżej do abstrakcji niż portretów. Tymczasem Ruff uważa kosmiczne kompozycje za konsekwencję poprzednich: wszechświat jest wszędzie, od źrenicy do gwiazd. [srodtytul]Ryzyko zawodu[/srodtytul] Dla Barbary Klemm, nestorki (rocznik 1939) niemieckiej fotografii prasowej, mistrzem był Cartier-Bresson. Jak on stara się wyczuć „decydujący moment” sytuacji. Przykładem – Angela Merkel w noc, kiedy CDU wygrała wybory (2002 rok). Przyszła pani kanclerz stoi drętwo przed mikrofonem, jakby nie dowierzając triumfowi, podczas gdy przewodniczący partii i jego żona są w euforii. Kontrast reakcji podkreśla charakter Merkel. Holender Anton Corbijn (ur. 1955 r.) stara się oddać na zdjęciach kwintesencję osobowości gwiazd. Poszukuje anonimowych scenerii, żeby „grały” poza i mimika – Davida Bowiego widzimy półnagiego, owiniętego na biodrach chustą. Nerwowe dłonie, napięta twarz, niepatrzące na nic oczy. Koncentruje się przed występem czy odreagowuje stres? Nie wiadomo, lecz widać, że sława sporo go kosztuje. Przeciwnie Tom Waits – wyluzowany, rozleniwiony. Natomiast Leonard Cohen, choć wyciągnięty na łóżku, nie odpręża się, lecz czai do akcji. Robert Mapplethorpe, zmarły na AIDS w 1989 roku amerykański twórca, zyskał sławę skandalisty, fotografując nagich modeli. Dla tego artysty nie psychologia, lecz wymowa postaci była ważna. Oto dwa wizerunki z zamkniętymi oczyma: piękny gładkoskóry Murzyn Ken Moody i Alice Neel, pomarszczona staruszka z tragicznie otwartymi ustami. Dwie ludzkie maski; jedna symbolizuje życie, druga – śmierć. Nan Goldin, inna gwiazda amerykańskiej fotografii (ur. 1953 r.), od ćwierćwiecza prowadzi swoisty wizualny pamiętnik. Obraca się w środowisku narkomanów, nie stroni od używek, wiąże się z podejrzanymi typami (dowodem – słynne autoportrety z twarzą mocno uszkodzoną przez kochanka). Dzięki temu ma wstęp w zakazane rewiry. Jej modele nie mają przed nią tajemnic. Pozwalają fotografować się podczas załatwiania fizjologicznych potrzeb czy w momencie dawania w żyłę. [srodtytul]Fascynacja rodziną[/srodtytul] Sally Mann, dziś 58-letnia Amerykanka, pstrykała zdjęcia trójce swych dzieci, wychowywanych na farmie w Virginii, w niespokojnym i gorącym pejzażu południowych stanów. Z czasem dzieciaki polubiły pozowanie, zaczęły przygotowywać się do sesji. Ujawniły się ich narcyzm, nawet pewna perwersja. Matczyna pasja stała się dokumentem z seksualnego dojrzewania. Dla niemiecko-szwajcarskiego fotografa Andreasa Madera (rocznik 1960) najciekawszym tematem jest zwyczajne życie przyjaciół. Uwiecznia ich od lat w sytuacjach codziennych, żenująco banalnych. Oto Udo tuż po domowym strzyżeniu owinięty w zakłaczony fartuszek i serwetkę. Na innej fotce Heike bierze kąpiel, na kolejnej – Eva spaceruje z malutką Hervevą. Te same bohaterki widzimy cztery lata później, też gdzieś w plenerze. Kim są ci ludzie? Nieistotne. Po prostu – nasi bliźni. [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki [mail=m.malkowska@rp.pl]m.malkowska@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL