Media i internet

Twitter się kończy, nim zaczął zarabiać

Fotorzepa, MW Michał Walczak
Gdyby Twitter miał zapłacić za to, że tak wiele się o nim mówi w mediach, musiałby wyciągnąć z kieszeni 50 mln dol. miesięcznie. Na razie nie musi tego robić, ale przywilej korzystania z darmowego marketingu jest nieprzewidywalny i bardzo krótkotrwały.
Twitter, amerykański serwis mikroblogowy to kolejny internetowy projekt, który w branży budzi jednocześnie podziw i wściekłość. Podobnie jak polska Nasza-Klasa.pl czy amerykański MySpace.com, zdobył ogromną popularność, mimo że ani nie jest oryginalny (wiele serwisów oferuje to samo), ani innowacyjny (na długo przed Naszą-Klasą był serwis Classmates.com). Twitter trafił w swój czas, przekroczył nieuchwytną barierę, po której informacje o „nowej, fajnej rzeczy w sieci” zaczynają rozchodzić się same, bez reklam i marketingowej otoczki.
Monitorująca media amerykańska firma VMS wyliczyła, że wzmianki o Twitterze, które w miesiącu poprzedzającym 20 lipca pojawiły się w amerykańskiej telewizji, radiu, Internecie, gazetach i magazynach, były warte ponad 48 mln dol. Tyle trzeba byłoby zapłacić za reklamy, by nazwa firmy czy produktu pojawiała w mediach się z częstotliwością porównywalną do Twittera. Oczywiście Biz Stone i Jack Dorsey, twórcy Twittera, nie muszą się martwić o wydatki, bo ich produkt uwiódł internautów i media. Podobnie wcześniej było choćby z internetową grą Second Life (projekt firmy Linden Lab). Dwa lata temu poważni eksperci zastanawiali się nad psychologicznymi aspektami alternatywnego życia w sieci, zespół U2 grał w Second Life wirtualny koncert, a użytkownicy handlowali wirtualną ziemią i produktami, płacąc prawdziwymi pieniędzmi. Dziś czar przeminął, a do Second Life regularnie loguje się ok. 750 tys. użytkowników, mimo że zarejestrowało się ich ponad 10 milionów. Podobnie wyblakła rodzima Nasza-Klasa.pl, która jeszcze rok temu była najgorętszym tematem polskiego Internetu. Półtora roku temu dzień bez tekstu o N-K na największych portalach, głównie na Gazeta.pl, można było uznać za stracony – niezależnie od tego czy wzmianka dotyczyła bezpieczeństwa danych użytkowników, czy rodziny, która odnalazła się na Naszej-Klasie po latach rozłąki. Maciej Popowicz, twórca Naszej-Klasy.pl wykazał się nie lada refleksem, sprzedając portal estońskiemu funduszowi Forticom w styczniu 2008 r., w apogeum popularności. Dziś liczba zarejestrowanych użytkowników ustabilizowała się na poziomie ok. 14 mln, a Popowicz zapewne nie otrzymałby już tak dobrej ceny jak półtora roku temu (sumy nie ujawniono, analitycy spekulowali o ok. 200 mln zł).
I choć każdy sukces w sieci, od naszego Allegro, przez społecznościowe Grono po amerykański MySpace czy rosnącego w szalonym tempie Facebooka (już ponad 250 mln użytkowników!) został gruntownie przeanalizowany, to główną cechą udanego biznesu w sieci jest jego nieprzewidywalność. – Przypadki, kiedy przedsięwzięcie samo nabiera rozpędu jak kula śnieżna i staje się modne głównie dzięki spontanicznemu zainteresowaniu ludzi, są unikalne. Nie ma niepowtarzalnych reguł na sukces w sieci – przyznaje Rafał Oracz, dyrektor generalny firmy CR Media Consulting. Według niego, nawet największe wydatki na marketing nie zagwarantują takiej promocji marki, jaką zapewni spontaniczne zainteresowanie dziesiątków tysięcy ludzi. - Wykreowanie nowej, rozpoznawalnej marki tylko w polskim Internecie wymagałoby kampanii, która mogłaby kosztować nawet 50 mln zł. Bez żadnej gwarancji sukcesu – zaznacza. W tej sytuacji tym wyraźniejsza staje się skala szaleństwa, jakie ogarnęło media na punkcie Twittera. Co więcej, badanie firmy VMS wykonano na przełomie czerwca i lipca. Suma 48 mln dol. mogłaby być nawet dwukrotnie wyższa, gdyby VMS monitorował wzmianki o Twitterze kilka miesięcy wcześniej, kiedy ekscytowały się nim największe gwiazdy amerykańskiego show-biznesu, z Oprah Winfrey na czele. Jednak założyciele Twittera, Biz Stone i Jack Dorsey, mają o czym myśleć. Serwis wciąż nie znalazł sposobu na spieniężenie ponad 50 mln zarejestrowanych osób (podobne dylematy Facebooka są marnym pocieszeniem). Dodatkowo, mimo że użytkowników przybywa, to wg. badania Nielsen Online, tylko 40 proc. z nich pozostaje aktywna po miesiącu. Reszta porzuca swoje profile po zaledwie kilku wpisach. Co gorsza, wydaje się, że Twittera przesają lubić celebryci – dotychczasowi darmowi ambasadorowie firmy. Kilka dni temu David Letterman, gospodarz popularnego talk show w telewizji CBS gościł w studiu Kevina Spacey, popularnego aktora. Ten próbował objaśnić mu, czym jest Twitter. Po kilku minutach Letterman stwierdził jednak, ze serwis to „strata czasu”. Jeśli to początek nowej mody, polegającej na porzucaniu Twiterra, to prognozy, zakładające że serwis wygeneruje 400 tys. dol. przychodów w trwającym trzecim kwartale, mogą okazać się bardzo chybione. Internetowa kula śnieżna toczy się bardzo szybko.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL