Polityka

Palikot, wakacje i blog

Janusz Palikot
Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Wypoczynek posła. Wieś to antyparlament – pisze w blogu Janusz Palikot. Zauroczony Suwalszczyzną spędza tam każde lato. Czy po to, by ocieplić wizerunek?
"Owoce zrywane z krzaka (...). Borowiki na skraju lasu – smażone na patelni i podawane na grzance, czereśnie z białym winem na pomoście nad jeziorem. Kwiaty cukinii smażone w białku, poziomki leśne (...). Zioła, sielawa, sieja, dziki sandacz z Wiżajńskiego Jeziora" – kulinarnych specjałów w okolicach suwalskiej posiadłości Janusza Palikota jest bez liku, o czym poseł PO donosi w niedawnym wpisie w blogu.
Przysmaki serwowane na wsi nie pierwszy już raz stały się głównym motywem jego twórczości. I to w podobnej konfiguracji. "Śniadanie na zewnątrz – jak zawsze przez całe lato. Dziś jajecznica z kurkami. W sklepie w Suwałkach jest świeża sielawa, więc na obiad ryby w głównej roli, a przed tym kwiat cukinii opiekany w białku. Do tego białe wino" – pisał w lipcu 2007 r. [srodtytul]Zobaczyć milionera z bliska [/srodtytul]
To właśnie dobre jedzenie "u milionera" najbardziej pamiętają mieszkańcy Dzierwan, gdzie od siedmiu lat Palikot regularnie przyjeżdża odpoczywać. Wspominają, jak niegdyś zaprosił ich na poczęstunek z okazji poświęcenia kapliczki na terenie swojej posiadłości. Cała wieś przyszła. Z ciekawości. – Grzech nie skorzystać, jak taki światowiec częstuje smakołykami i dobrymi napitkami. Pycha. Do tego uprzejmy był, zagadał z każdym, dopytywał, jak się nam tu żyje. Pierwszy raz milionera z bliska zobaczyliśmy – opowiadają w Dzierwanach. To niewielka wieś położona nieopodal najgłębszego w Polsce jeziora Hańcza. Nie prowadzi do niej żadna droga asfaltowa. Względnie dobre warunki do jazdy samochodem kończą się w Smolnikach (ok. 25 kilometrów na północ od Suwałk). Potem do pokonania jest jeszcze półtorakilometrowy odcinek drogi gruntowej do rozciągniętych na wszystkie strony Dzierwan. W centrum wsi sołtys prowadzi Bar pod Klonem, ciasny drewniany domek, w którym z trudem mieszczą się trzy wyciosane z szerokich pni stoliki. Na ścianie skalp dzika. Na zewnątrz kilka prowizorycznych ławek. Bar przyciąga spragnionych wczasowiczów, a dla mieszkańców jest najpopularniejszym miejscem spotkań. Jedni zaglądają tam, wracając z pracy, inni wstępują w drodze do miasta. – Taka nasza wiejska agora – śmieją się. W Dzierwanach ludzie utrzymują się głównie z niewielkich gospodarstw i pracy w lesie. Z każdym pokoleniem wieś się wyludnia. – 16 adresów, 72 osoby uprawnione do głosowania… no to chyba koło setki wszystkich mieszkańców teraz mamy. Ale sami starzy zostali, dzieci garstka, młodzież uciekła – mówi sołtys Jacek Mikielski, nalewając piwo. Posła widuje sporadycznie. – Czasem, jak przejeżdża obok, machnie ręką na powitanie, kiwnie głową – opowiada. [srodtytul] Ucieczka do krów i szerszeni [/srodtytul] Palikot spędza w Dzierwanach kilka miesięcy w roku. Przyjeżdża głównie latem. – Ucieka od miasta, polityki i mediów – mówi Piotr Sawicki, asystent posła. – Ma tam wszystko, czego mu trzeba: wiejską chałupę, piękny krajobraz, ciszę i spokój. Palikot spokoju nie ma bowiem nawet w Lublinie, gdzie mieszka w odrestaurowanej kamienicy na Starym Mieście. Latem na sąsiadującym z domem posła placu regularnie odbywają się duże i głośne koncerty. Dla Palikotowego ucha – jak podkreśla w blogu – dużo lepsze jest brzmienie szerszeni, dudnienie kopyt końskich, wiatr, krzyk orlików w południe, żurawi o zmierzchu i o świcie, świergoty ptaków i ciche muczenie krów w oddali. "Wieś to antyparlament" – konkluduje poseł PO. [srodtytul]Niedostępne panisko [/srodtytul] Dotarcie do ostatniego numeru we wsi, Dzierwany 16, wymaga półgodzinnego spaceru leśną drogą. Dwukilometrową trasę kończy drewniany szlaban z tabliczką "Teren prywatny". Z odległości kilkudziesięciu metrów można dostrzec zaledwie dachy kilku budynków położonych w jakby specjalnie uformowanej na potrzeby takiej posiadłości niecce. Nad chatą unosi się dym. Poseł Palikot przyjechał odpocząć od wielkiej polityki. Tubylców już jednak nie zaprasza. – Jak przywoziliśmy zamówione przez niego drzewo, to zrzucaliśmy je przed szlabanem. Dalej jechać nie wolno. Teren pilnie strzeżony – kamery, strażnicy, alarmy – mówią pracownicy pobliskiego tartaku. Proboszcz parafii św. Anny w Smolnikach ks. Ryszard Łąpieś: – W kościele go nie widuję. Pojawia się czasami w okolicy, gdy na schodach przed kościołem wywiadów dla telewizji udziela. Poza tym z naszym kościołem niewiele ma wspólnego. Sołtys: – Częściej go widzimy w Polsat News, bo w telewizji na okrągło go pokazują. Mamy więc okazję obejrzeć i posłuchać do woli naszego posła. – Co za cholera z tego Palikota! – zagadnięta o posła starsza kobieta doglądająca przydrożnej kaplicy natychmiast się ożywia. – W telewizorze wydurnia się jak dzieciak, a u nas spokojny, kulturalny, elegancki. Takie niedostępne i poważne panisko robi się z niego, jak tu przyjeżdża. Józef Laskowski, wójt gminy Wiżajny, na terenie której leżą Dzierwany: – Słyszałem, że jest mieszkańcem naszej gminy, ale dotąd żywego go nie widziałem. [srodtytul]Być jak Miłosz [/srodtytul] "Woda ma kolor turkusowy, jak w Morzu Śródziemnym. W dotyku przypomina jedwab (…). Najbardziej niezwykłe jest to, że brzeg jest całkowicie dziki, żadnej architektury" – pisał Palikot dwa lata temu o położonym niedaleko Dzierwan jeziorze Jaczno. Ostatnio znów wspomniał o urokach kąpieli w deszczu. "Spacer dnem rzeki i potem skok do jeziora" – donosi z rozpoczętych niedawno wakacji. Znajomi posła sugerują, że zafascynowanie Suwalszczyzną Palikot "wyczytał" u Czesława Miłosza, który przez pewien czas tam mieszkał i poświęcił regionowi kilka wierszy. – I pewnie stąd te poetyckie opisy – mówią. W 2006 r. wydawnictwo słowo/obraz terytoria, w którym udziały ma Palikot, wydało nawet książkę poświęconą związkom Miłosza z Suwalszczyzną. Na okładce przedrukowano zdjęcie z lat 30. XX wieku, na którym widać kąpiącego się w jeziorze Hołny noblistę. W 2007 r. podobne zdjęcie, tylko ze sobą w roli głównej, Palikot umieścił w swoim blogu. [srodtytul]Przemyślana strategia?[/srodtytul] Eksperci są zgodni: choć poseł twierdzi, że na wieś ucieka od polityki, również wakacje wykorzystuje w celach politycznych. Jak? By w ten sposób budować swój wizerunek. – W komunikacji politycznej nie ma przypadku – uważa Eryk Mistewicz, specjalista od marketingu politycznego. Wyjaśnia, że osoby aspirujące do bycia arystokratami polityki, jak właśnie Palikot, lubią pokazywać się w swoich dworkach, w otoczeniu dzieł sztuki lub w miejscach, w których bywali wielcy artyści. Dlatego fotografują się pod drzewem, gdzie przesiadywał wybitny poeta, czy na koniu, jak popularny prezydent Francji Nicolas Sarkozy. – Chcą zaświecić w świetle odbitym od prawdziwych sław – mówi Mistewicz. – To może być przemyślana strategia – ocenia dr Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Blog jest elementem budowania wizerunku polityka i sposobem na kontaktowanie się z wyborcami. Gdy nie ma tematów politycznych, działacze próbują pokazać im inną twarz czy emocje związane z kontaktem z naturą. Trudno zweryfikować, czy są one autentyczne, czy kreowane dla poprawy wizerunku.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL