Świat

Kirgizja na krawędzi kolejnej rewolucji

Rzeczpospolita
Ubiegający się o reelekcję prezydent Kirgistanu Kurmanbek Bakijew prowadzi w głosowaniu. Opozycja uznała wybory za nielegalne.
Jeszcze wczoraj rano eksperci przepytywani przez rosyjską telewizję Russia Today zapewniali, że będą to najspokojniejsze wybory od czasu rozpadu ZSRR. Mylili się. Dawny sojusznik, a teraz rywal prezydenta Kurmanbeka Bakijewa w wyborach prezydenckich oskarżył go o fałszerstwa.
– Z powodu niespotykanych dotąd fałszerstw na masową skalę uznaję głosowanie za nielegalne – oświadczył Ałmazbek Atambajew, były premier, który stanął na czele opozycyjnej koalicji Zjednoczony Ruch Ludowy. Zapowiedział, że w czwartek wieczorem poprowadzi masową demonstrację pod państwową komisję wyborczą. Władze zapowiadały, że użyją wszelkich dostępnych środków w granicach prawa, aby nie dopuścić do zamieszek. Zdaniem opozycji służby bezpieczeństwa brutalnie rozpędziły już demonstrację około tysiąca osób w miejscowości Bałykczi, używając pałek i oddając strzały w powietrze. Oprócz Atambajewa wybory zbojkotował jeszcze jeden z sześciu kandydatów. Ale eksperci od dawna przepowiadali, że i tak nikt nie byłby w stanie zagrozić ubiegającemu się o reelekcję prezydentowi. – Miał do dyspozycji media, a poza tym opozycja w wyborach nie wystawiła jednego kandydata. Każdy z jej liderów poszedł w swoją stronę, co znacznie osłabiło obóz przeciwników władzy – mówi „Rz” Aida Ałymbajewa, szefowa Centrum Badań Społecznych Kirgiskiej Akademii Nauk.
Opozycja uważa, że Bakijew sprzeniewierzył się ideałom rewolucji tulipanów, która obaliła poprzedni reżim. W 2005 roku po wyborach parlamentarnych, które organizacje międzynarodowe uznały za sfałszowane, wybuchły gwałtowne protesty, a prezydent Askar Akajew oskarżany o korupcję i nepotyzm uciekł do Moskwy. Nowym przywódcą, z 90 procentami poparcia, został Bakijew. Początkowo wydawał się liberalnym przywódcą na tle innych krajów Azji Środkowej. Zdaniem opozycji jego rządy również zżera korupcja, klanowa lojalność i skłonność do łamania zasad demokracji. Sytuację w kraju śledzą Rosja i USA, które utrzymują swoje bazy wojskowe w zamieszkanej przez muzułmanów Kirgizji. Władze w Moskwie i Waszyngtonie chciałyby zwiększyć swoje wpływy w strategicznie położonym kraju. W lutym Kirgizja otrzymała 2 miliardy dolarów kredytu od Rosji. Władze w Biszkeku kazały Amerykanom opuścić bazę, ale po podwyższeniu opłat uiszczanych przez USA zmieniły zdanie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL