Film

Dziecko jest w każdym z nas

Trójka młodych przyjaciół: Ron (Rupert Grint), Hermiona (Emma Watson) i Harry (Daniel Radcliffe)
AFP
Reżyser David Yates o wyzwaniach, jakie stwarza praca nad adaptacją słynnej powieści.
[link=http://www.rp.pl/galeria/9146,1,337983.html]Zobacz fotosy z filmu[/link]
[b]Rz: Jako to się stało, że reżyseruje pan cztery kolejne filmy o Harrym Potterze?[/b] [b]David Yates:[/b] To pytanie raczej do producenta. Po pracy nad piątym filmem z cyklu, „Harry Potter i Zakon Feniksa”, poczułem się zaszczycony, że zaproponowano mi „Księcia Półkrwi”. Jestem fanem szóstej księgi i podoba mi się, że pojawia się w niej tyle romantycznych wątków. Dowiadujemy się też sporo o przeszłości Lorda Voldemorta, a ta odciśnie swe piętno na dwóch kolejnych filmach. Główne postacie stają się z czasem bardziej skomplikowane. Widać to szczególnie w przypadku Draco Malfoya, Rona i Hermiony. W bohaterach buzują hormony – przestali być dziećmi.
[b]Przed jakimi wyzwaniami staje teraz Harry Potter?[/b] Powrót Lorda Voldemorta jest źródłem nowych napięć w Hogwarcie. Zadaniem Harry’ego jest odkrycie pamięci Voldemorta, bowiem w jej DNA znajduje się klucz do ostatecznego pokonania go. Dlatego w całym cyklu ten film jest wyjątkowo istotny. Harry zbliża się do profesora Dumbledore’a, jest już nie tylko jego uczniem; staje się wybrańcem, który ma do wypełnienia odpowiedzialną misję obrony czarodziejskiego świata przed ciemnymi siłami. Dumbledore szykuje go na swojego następcę. Teraz ciemne siły w postaci Śmierciożerców otwarcie atakują i sieją zniszczenie nie tylko w świecie magii, ale i w samym Londynie. [b]W obsadzie pojawia się kolejny wielki angielski aktor Jim Broadbent.[/b] Praca z Jimem to prawdziwa przyjemność. Jest bardzo wszechstronny, potrafi być zabawny i przerażający; wiedziałem, że doda postaci profesora Slughorna zarówno tajemniczości, ekscentryczności, jak i swoistej bezbronności. Slughorn staje się kluczem do zagadki, bo w przeszłości uczył młodego Toma Riddle’a, który był jego pupilem. Teraz staje się nim Potter. [b]Jak rozwijają się wątki romantyczne, o których pan wspominał?[/b] Wprawdzie Harry miał w poprzednim filmie swój pierwszy pocałunek na ekranie z Cho, ale teraz poświęca więcej uwagi Ginny, siostrze Rona. To nieco komplikuje sprawy sercowe, bo Harry nie chce, by to uczucie miało wpływ na jego przyjaźń z Ronem. Sam Ron staje się obiektem westchnień Lavender Brown, która się z tym nie kryje. To oczywiście denerwuje Hermionę, która podkochuje się w Ronie. Całe szczęście, że Rupert Grint, który gra Rona, ma zdolności komediowe, więc z przyjemnością bawił się rolą, a ja nie miałem problemów z reżyserią. [b]Jak radzi pan sobie z wielką presją, jaką jest zrobienie kolejnych czterech odcinków?[/b] To olbrzymie wyzwanie. Szczerze mówiąc, podoba mi się i tym teraz żyję. Są jednak momenty, gdy czuję napięcie. Muszę się przed tym chronić. Założyłem, że nie jest to sprint – tylko maraton. Dlatego ważne są rozłożenie sił i praca w odpowiednim tempie. [b]Mam wrażenie, że wchodząca na ekrany szósta część przygód Pottera to film ponury, choć obecne są w nim także humor i romanse. Co było dla pana najważniejsze podczas realizacji?[/b] Zestrojenie tych wszystkich tonacji w jedno, aby żadna nie dominowała. [b]Czy nie obawia się pan, że narastająca groza może spłoszyć najmłodszych?[/b] Sfilmowaliśmy kolejny tom książki, a tak się składa, że J.K. Rowling daje nam teraz bardziej dojrzałych bohaterów. Zadawałem sobie pytanie, czy młodsi widzowie nie poczują się zagubieni i nie stracą zainteresowania filmem. Jednak niedawno odbył się dla nich specjalny pokaz i z radością zobaczyłem, jak wychodzą po seansie zachwyceni, z płonącym wzrokiem. Nie czuli się pouczani ani prowadzeni za rękę. Dzieci lubią sięgnąć trochę dalej, lubią w kinie troszkę się bać. [b]W filmach o Potterze jest masa efektów specjalnych. Nie wszyscy reżyserzy je lubią. Jak jest z panem?[/b] Traktuję je jak dobrą zabawę. Te filmy są uzależnione od nowoczesnych technologii. Na szczęście mam świetnego fachowca Tima Burke’a. Sprawia, że wszystko wydaje się proste i łatwe do zrobienia. Nie poraża mnie wiedzą naukową, tylko stara się zrozumieć potrzeby ekranu. Wiadomo, że publiczność czeka na efekty specjalne. Staram się, by nie istniały same dla siebie, tylko jak najlepiej służyły postaciom i akcji. [b]Patrząc na kolejnego „Pottera” pana autorstwa, mam wrażenie, że siedzi w panu dziecko, które samo się tym wszystkim bawi.[/b] Myślę, że w głębi duszy jestem 15-latkiem. Bawię się i jeszcze mi za to płacą! Zawsze powtarzam aktorom, że jesteśmy szczęściarzami: spotykamy się, by razem się bawić. I mamy to robić jak najlepiej, bo publiczność płaci, by to obejrzeć. [b]Czy na planie jest pan wymagający i trzyma się scenariusza, czy też pozwala aktorom na swobodę?[/b] Moim zadaniem jest im pomóc, by mogli dać z siebie to co najlepsze. Każdy jest inny i w różnych sytuacjach wymagane jest inne podejście. Najważniejsze, by aktorzy czuli się pewnie i bezpiecznie. [b]Jak pracuje się na planie z tak różnymi aktorami? Z jednej strony Michael Gambon czy Jim Broadbent, z drugiej – dzieciaki. Jak łączy pan te dwa światy?[/b] Oba tak samo lubię. Dzieciaki, a może raczej już teraz młodzież, wnoszą na plan entuzjazm i energię. Starsi mają za to masę doświadczeń. [b]Co może pan powiedzieć o dwóch ostatnich częściach?[/b] Będziemy je kręcili do wiosny 2010 r. Premiera pierwszej – w listopadzie 2010 roku. Bardzo się cieszę, że producent zdecydował, by z ostatniego tomu zrobić dwa filmy. Zawsze zostawało dużo dobrych scen, które się nie mieściły... A fakt, że to są ostatnie obrazy z Harrym Potterem, sprawia, że wszyscy pracują z jeszcze większym zapałem i poświęceniem. [i]rozmawiał Roman Rogowiecki[/i] [ramka][b]David Yates - reżyser, scenarzysta, producent[/b] 46-letni Yates zdobył uznanie jako reżyser ambitnych seriali. Cykl o Potterze jest dla niego szansą na karierę w kinie.[/ramka] [ramka][b]Dorastający czarodziej, zły lord i buzujące hormony[/b] Wiadomość, że David Yates przygotowuje „Harry’ego Pottera i Księcia Półkrwi”, nie wróżyła najlepiej. Reżyser był już twórcą „Harry’ego Pottera i Zakonu Feniksa” – statycznej, przegadanej, najmniej udanej spośród dotychczasowych ekranizacji cyklu J. K. Rowling. Tymczasem mamy miłą niespodziankę. Na potoczystość fabuły wpłynął na pewno powrót scenarzysty Steve’a Klovesa, nieobecnego przy „Zakonie”, choć dłużyzn, mimo koniecznych cięć literackiego pierwowzoru, i tak nie udało się uniknąć. Fanom książek to nie przeszkadza, bo fabułę znają i w kinie jej nie szukają. Tym, którzy nie czytali ani nie widzieli wcześniejszych części cyklu, jest wszystko jedno, bo i tak nie wiedzą, o co chodzi. „Harry Potter i Książę Półkrwi” zaczyna się niezwykle dynamicznie atakiem Śmierciożerców Lorda Voldemorta na londyński Millennium Bridge i znajdujących się na nim Mugoli. Potem jest na przemian trochę mroczno, trochę śmieszno. Akademia czarów Hogwart przestała być miejscem bezpiecznym. Jej rektor profesor Dumbledore (Michael Gambon) ma tego pełną świadomość. Wie, że walka z Voldemortem jest nieuchronna. Robi więc wszystko, by przygotować Harry’ego Pottera (Daniel Radcliffe) do końcowego pojedynku. Nawet salę jadalną szkoły, niegdyś tętniąca radosnym gwarem, owiewa smutek, po kątach czai się groza. Mecz quidditcha, niegdyś wyłącznie zabawa i przyjemność, teraz przypomina grożące okaleczeniem zawody wolnoamerykanki. A sekwencja wyprawy Dumbledore’a i Harry’ego po horkruks mogłaby się stać ozdobą niejednego horroru. Antidotum na atmosferę grozy jest inne niebezpieczeństwo: szalejące młodzieńcze hormony. Trójka przyjaciół – Harry, Hermiona (Emma Watson) i Ron (Rupert Grint), koleżanki i koledzy z ich akademickiego rocznika mają już po 17 lat. Mniej już interesują ich lekcje magii, a bardziej płeć odmienna. Miłości, randki, zazdrości, zauroczenia i pierwsze uczuciowe zawody – zabawne perypetie zakochanych rozjaśniają mroczne barwy całości. Tylko Harry nie poddaje się erotycznym nastrojom. On wie, że zbliża się tragedia, po której Hogwart nigdy już nie będzie taki jak dawniej. [i]Marek Sadowski[/i][/ramka] [i]„Harry Potter i Książę Półkrwi”. W. Brytania, USA 2009, reż. David Yates. Dystrybucja w Polsce: Warner Bros. Entertainment Polska[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL