Świat

Niemiecki katolik nie płaci na Kościół

Wieża Kościoła Mariackiego w Berlinie
Flickr
Emerytowany niemiecki profesor Hartmut Zapp wystąpił z Kościoła, by nie płacić podatku kościelnego. Równocześnie zastrzegł sobie na drodze sądowej prawo do pozostania członkiem wspólnoty katolickiej. Władze Kościoła są oburzone.
Hartmut Zapp, do 2004 roku wykładowca prawa kościelnego na uniwersytecie we Fryburgu, w lipcu 2007 roku wystąpił, na mocy formalnej deklaracji złożonej w urzędzie stanu cywilnego, z Kościoła katolickiego. Jego uzasadnienie: niechęć do płacenia podatku kościelnego, który obowiązuje wszystkich katolików (podobnie jak protestantów).
Według deklaracji wydanej w 2006 roku przez niemiecką konferencję biskupów wystąpienie z Kościoła automatycznie pociąga za sobą ekskomunikę. Albo jest się katolikiem i płaci podatek, albo nie płaci się podatku i nie jest się katolikiem. Zapp z punktu widzenia Kościoła przestał nim być. Z tym nie chce się jednak pogodzić. Poprosił urząd stanu cywilnego, by dopisał do złożonej przez niego deklaracji, że występuje on wyłącznie z Kościoła jako instytucji prawa publicznego, a nie z katolickiej wspólnoty religijnej. Wywołało to wielkie oburzenie we fryburskim arcybiskupstwie, które złożyło skargę do sądu administracyjnego.
„Nie wyrzekłem się wiary” – Nie można dzielić Kościoła na instytucję prawa publicznego i wspólnotę religijną. Państwo nie ma też prawa decydować, kiedy należy się do Kościoła, a kiedy nie – oświadczył oburzony wikariusz arcybiskupstwa Fridolin Keck. Zapp temu stanowczo zaprzecza. – Z Kościoła można wystąpić tylko przez wewnętrzną decyzję, taką jak odejście od wiary. Kościół nie powinien ekskomunikować wiernych za to, że nie chcą płacić podatków. Ja nie wyrzekłem się wiary, wręcz przeciwnie. Mimo to zostałem wykluczony z Kościoła. Przecież to perwersja, że ludzie, których nie stać na płacenie podatku kościelnego, są zmuszeni do wystąpienia z Kościoła – argumentował Zapp. Wczoraj, po dwóch latach procesu, sąd przyznał mu rację. Oznacza to, że emerytowany profesor dalej jest katolikiem, choć niepłacącym. Przerażone arcybiskupstwo już przygotowuje apelacje. Biskupi obawiają się, że decyzja sądu doprowadzi do masowych wystąpień z Kościoła. Wielu niemieckich katolików skarży się na finansowe obciążenie wywołane podatkiem kościelnym. Ze strachu przed ekskomuniką większość z nich stroni jednak od formalnego opuszczenia Kościoła. To może się teraz zmienić. Widmo bankructwa – To, co zrobił mój kolega, jest niebezpieczne. Wszyscy wiemy, że gdyby podatek nie istniał, mało kto w Niemczech przeznaczyłby choćby grosz na Kościół – tłumaczy w rozmowie z „Rz” wykładowca prawa kanonicznego na oddziale teologii Uniwersytetu w Trewirze prof. Peter Krämer. Według niego podatek służy zapewnieniu środków na realizację zadań Kościoła, które służą wszystkim, także niekatolikom. Nie wszyscy się z tym zgadzają. Wielu teologów uważa, że państwo nie powinno pobierać podatków w imieniu Kościoła, bo powstaje wrażenie, że jest on instytucją państwową. Ich zdaniem powiązanie z podatkiem dochodowym prowadzi do tego, że kryzys w gospodarce oraz ulgi w opodatkowaniu automatycznie zmniejszają dochód Kościoła. W 2007 roku Kościół katolicki zebrał łącznie 4,8 miliarda euro, a ewangelicki łącznie 4,2 miliarda euro z podatków. W 2008 roku dochód obu Kościołów spadł o około 20 procent. Na Kościół przekazuje się od 8 do 9 procent podatku od dochodu. Od Islandii po Austrię Podatek na Kościół nie jest jednak obowiązkowy tylko w Niemczech, ale także w Austrii, niektórych kantonach Szwajcarii, Danii, Szwecji, Finlandii i Islandii. – W Szwajcarii podzielonej na kantony prawo dotyczące płacenia podatków na rzecz Kościoła jest zróżnicowane – tłumaczy „Rz” Pauli Rantanen ze Światowej Luterańskiej Federacji w Genewie. Podkreśla, że w niektórych regionach opłaty na rzecz Kościoła są po prostu częścią podatków płaconych państwu. Kto w Austrii nie chce płacić na Kościół, jest automatycznie wykreślany z rejestru wiernych i traci prawo do przyjmowania sakramentów. W krajach skandynawskich, takich jak Finlandia czy Szwecja, z Kościołem można negocjować w sprawie podatków. – Kiedy wierny znajduje się w trudnej sytuacji finansowej, może przestać płacić na rzecz Kościoła – przekonuje Rantanen. – W innym razie musi zrezygnować z członkostwa we wspólnocie. To co innego niż ekskomunika nakładana przez Kościół katolicki. Według eksperta opodatkowanie przynależności do Kościoła jest w pełni uzasadnione. – Kościół oferuje przecież swoje usługi: pogrzeby, śluby, msze, koncerty. Musi się z czegoś utrzymywać – uważa. Inaczej w Wielkiej Brytanii. – Jedynie w przypadkach ślubu czy pogrzebu wymagane są opłaty. Datki są też mile widziane, chociażby podczas niedzielnej mszy. Nie jest to jednak kwota ustalona w żaden sposób odgórnie – tłumaczy „Rz” Harry McGregor z The Canon Law Society of Great Britain and Ireland. W USA pierwsza poprawka do konstytucji zakazuje odprowadzania podatków na rzecz Kościoła.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL