Kultura

Śladami Zapasiewicza

Zbigniew Zapasiewicz (1934 – 2009) 
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Zamknięty w sobie, powściągliwy, wybrał aktorstwo – jak mówił – by przełamać nieśmiałość. Poza sceną cenił prywatność. Dlatego na mapie jego stolicy najważniejsze są teatry i Żoliborz, gdzie się wychował i mieszkał
[srodtytul]Plac Teatralny 3 [/srodtytul]
W Teatrze Narodowym przez ostatnie lata powstawały wspaniałe role grającego gościnnie Zbigniewa Zapasiewicza. Takie jak finezyjny, cyniczny i zaskakujący Leon w „Kosmosie” Gombrowicza, wyreżyserowanym przez Jerzego Jarockiego. Obaj już rozmawiali o rozpoczęciu we wrześniu prób do „Tanga” Mrożka. Tu też powstała niezwykła, skupiona, rozgrywająca się w przestrzeni saloniku w holu na trzecim piętrze adaptacja „Żaru” Sandora Maraia. Rola generała Henrika, rozpamiętującego przez niemal całe życie ból zdrady ze strony żony i najlepszego przyjaciela, zapadała w pamięć każdemu. To w „Żarze” pojawił się ostatni raz na scenie w ubiegły czwartek w Gdyni. – Zaraz po przedstawieniu Zbyszek wyjechał na Hel, następnego dnia miał wracać do Warszawy. Sam prowadził samochód, a wcześniej miał ogromny monolog, którego wygłoszenia nie mógłby się podjąć żaden aktor w Polsce – mówi Ignacy Gogolewski, który grał też w tym spektaklu. – Kiedy zobaczyłem tytuły w gazetach, przeżyłem szok. Ładnie powiedział reżyser Jarocki, że nie przyjmuje do wiadomości, iż Zapasiewicza nie ma. Ja też tego nie przyjmuję. 
– Jestem ogłuszony tą wiadomością – mówi reżyser przedstawienia Edward Wojtaszek. – Profesor miał taką zasadę, nigdy nie przenosić swoich problemów osobistych do teatru, więc rozstaliśmy się, życząc sobie udanych wakacji. Moja praca z nim przy tym spektaklu była przede wszystkim nauką i staraniem się, żeby przy takich osobowościach, jakie w nim się pojawiły, niczego nie zepsuć. [srodtytul]Miodowa 22/24 [/srodtytul] Przez całe niemal życie Zbigniew Zapasiewicz pojawiał się w Akademii Teatralnej, łącząc karierę aktorską z pracą pedagogiczną. Wykładowcą, wtedy jeszcze Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, został w 1959 roku. W latach 1981 – 1984 był dziekanem Wydziału Reżyserii, w 1992 roku został mianowany profesorem zwyczajnym uczelni. Zajęcia z nim były inspirujące dla studentów, którzy nawet jeśli buntowali się przeciwko jego metodom, zawsze mówili o nim z szacunkiem. [wyimek]Kiedy zobaczyłem tytuły w gazetach, przeżyłem szok. Ładnie powiedział Jerzy Jarocki, że nie przyjmuje do wiadomości, Zapasiewicza nie ma. Ja też nie - Ignacy Gogolewski[/wyimek] – Miał w sobie niezwykłą energię i rzetelność, które udzielały się nam – opowiada Przemysław Stippa, aktor Teatru Narodowego. – Wiedział o tym zawodzie wszystko, chciał nam to przekazać, a jego zaangażowanie powodowało, że my staraliśmy się nigdy go nie zawieść. Stworzone podziały między „starym” a „nowym” teatrem, w których pokazywano go jako przedstawiciela szkoły konserwatywnej, były sztuczne. Mimo swoich lat był młody i pozostawał na młodych otwarty. – To ukochany profesor wielu roczników szkoły teatralnej, aktorów już dzisiaj wybitnych, doświadczonych, którzy mimo osiągniętej pozycji nadal uważają go za niedościgły wzór: kunsztu aktorskiego i stylu aktorstwa, w którym pozostawał niezłomny – dodaje Michał Żebrowski. – Kiedyś, na korytarzu szkoły teatralnej, wziął mnie pod rękę i powiedział: „Wiesz, Michał, ja postanowiłem być wierny”. Jako młodemu aktorowi sformułowanie to wydało mi się dosyć górnolotne. Ale, gdy później obserwowałem jego wieloletnią wewnętrzną walkę z idiotyczną estetyką, jaka nastała; widziałem, jak nie naginał się do mód, zrozumiałem te słowa. [srodtytul]Mokotowska 13 [/srodtytul] Z Teatrem Współczesnym na stałe Zapasiewicz związany był dwa razy. W 1959 roku dołączył do zespołu stworzonego przez Erwina Axera. Dla niego, jak sam mówił, była to druga szkoła aktorska, u boku takich osobowości jak Halina Mikołajska czy Tadeusz Łomnicki. Rola Andrzeja Prozorowa w wyreżyserowanych przez Axera „Trzech siostrach” Czechowa przyniosła mu pierwszą aktorską nagrodę na festiwalu w Katowicach. Na deski Współczesnego powrócił w 1993 roku. Pojawił się tutaj w „Miłości na Krymie” jako Zachedrynski, rosyjski inteligent, początkowo żywcem z Czechowa, potem stopniowo pogrążający się w kolejne historyczne szaleństwa kraju. Zagrał szalonego Stomila w koncertowym aktorsko „Tangu” Mrożka, które cieszyło się ogromną popularnością wśród widzów Współczesnego. Za tę rolę w 1998 roku otrzymał Nagrodę im. Aleksandra Zelwerowicza. [srodtytul]Plac Defilad 1 [/srodtytul] To właśnie Teatr Dramatyczny ukształtował osobowość Zapasiewicza, a Zapasiewicz ukształtował legendę tej sceny. Związany z nią przez 17 lat, występował u Ludwika René, Macieja Prusa, Jerzego Jarockiego, Kazimierza Dejmka. Stworzył tutaj postać buntownika – inteligenta sprzeciwiającego się ograniczeniom reżimu. I choć przez lata Zapasiewicz uciekał od etykietki takiego bohatera, uparcie twierdząc, że to jego warunki zewnętrzne powodują obsadzanie go w takich rolach, to jednak z nich również zapamiętała go najlepiej publiczność teatralna. Przez cztery lata pełnił w Dramatycznym funkcję dyrektora naczelnego i artystycznego, tutaj również rozpoczął swoją pracę reżyserską. W duecie z Gustawem Holoubkiem zagrał w „Królu Learze”. Stworzył wybitne role w „Pieszo”, „Rzeźni”, „Mordzie w katedrze”, wreszcie legendarną kreację Pijaka w „Ślubie”, dzięki którym zyskał sobie miano aktora Jerzego Jarockiego. [srodtytul]Zamoyskiego 3 [/srodtytul] Król Ignacy, potem Pan Cogito, wreszcie ostatnia rola, w której mogliśmy oglądać Zbigniewa Zapasiewicza: Willy Clark w farsowych „Słonecznych chłopcach”. W Teatrze Powszechnym w latach 80. narodził się też bohater wierszy Zbigniewa Herberta w spektaklu przygotowanym przez aktora „Pan Cogito szuka rady”. To, obok jego ról filmowych i teatralnych, kolejne wcielenie Zapasiewicza – mistrza słowa, który jak nikt inny potrafił przekazać widzom i słuchaczom intelektualny dyskurs Herberta. – Herbert w żartach, z przekąsem stwierdzał, że nie lubi, jak Zapasiewicz mówi jego wiersze, bo wygląda to tak, jakby sam te wiersze napisał – przypomina Michał Żebrowski. Aktor, podobnie jak Pan Cogito, całe życie pozostawał wierny zasadom zawodu aktorskiego, które coraz częściej uważane były współcześnie za staroświeckie. [srodtytul]Krasińskiego 12[/srodtytul] Prywatnie najsilniej związany był z Żoliborzem. Tu ostatnie lata mieszkał przy ulicy Potockiej. Wrócił z okolic Starego Miasta. Z sentymentu. Z Żoliborzem wiązała się jego młodość – tu mieszkał wraz z matką i rodziną Kreczmarów do lat 60. Dziś jednak do kamienicy z adresem Krasińskiego 12 nie ma już nawet wejścia. Zmieniła się numeracja domów. O dawnym układzie przypomina tylko stara tabliczka na ścianie. [srodtytul]Kępa Potocka[/srodtytul] Aktor lubił spacerować z psem. Można go było spotkać od czasu do czasu w „Arabie” na Kępie Potockiej. To jedno z nielicznych miejsc, do których można przyjść z psem. – Taki mały ten piesek, spokojny – wspomina jedna z klientek. Niezwykle spokojny był też jego pan. – Przychodził kilka razy w sezonie, ale był mało rozmowny. Myślę, że szukał tu przede wszystkim wyciszenia – mówi Tomasz Drela, który prowadzi tu grilla. Czy podczas spacerów, czy w drodze do pracy też niechętnie zagajał – nawet znajomych. – Nie życzył sobie, żeby się mu kłaniać – wspomina sąsiad Mirosław Rosa. – Przez szacunek okazywaliśmy mu oczekiwany przez niego dystans. Zdaniem jego sąsiada Mariana Głogowskiego, wraz z Zapasiewiczem odeszło specyficzne aktorstwo: – Nikt już tak jak on nie dba o dykcję, nie mówi tak czysto i wyraziście. Właśnie te konkretne wypowiedzi przywiązywały mnie do sztuk, w których występował. [srodtytul]Podwale i Nowy Świat[/srodtytul] – Odwiedzał nas regularnie od 20 lat – wspomina Maciej Nawrocki, właściciel remontowanej właśnie kawiarni Marcinek na Podwalu. – Lubił przychodzić rano. Cała obsługa była na to przygotowana, z myślą o nim dbała o to, by otwierać punkt dziesiąta.  Zapasiewicz zawsze zajmował to samo miejsce – stolik w rogu, na parterze. Choć wokół zwykle kręcili się jego studenci, niechętnie wdawał się z nimi w dłuższe rozmowy. Chyba, że specjalnie tam z nimi przychodził – bo i tak bywało. Zazwyczaj, jeszcze przed zamówieniem kawy, brał do ręki gazety i krzyżówki.  – Uwielbiał je rozwiązywać! – wspomina Nawrocki. – Czasami zastanawiałem się, dlaczego – nawet już po tym, jak przeprowadził się na Żoliborz – właśnie tu lubił z nimi zasiadać. Przez ostanie 25 lat krzyżówki rozwiązywał też w innej – od niedawna nieistniejącej już – kawiarni Bajka na Nowym Świecie. Najczęściej bywał tam w weekendy. Zamawiał kawkę z mleczkiem. Czasami spotkał Franciszka Starowieyskego czy Tadeusza Konwickiego. współpraca jgz
Źródło: Życie Warszawy

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL