Teatr

Ani z marmuru, ani z żelaza

„(A)pollonia”
Fotorzepa, Bartosz Sadowski BS Bartosz Sadowski
Dziś w Pałacu Papieży zostanie pokazana „(A)pollonia” Krzysztofa Warlikowskiego z Teatru Nowego w Warszawie
To największe wyróżnienie, jakie może spotkać artystów w teatralnym świecie. Wcześniej żaden z naszych reżyserów i zespołów nie został poproszony o przygotowanie spektaklu na główną scenę najważniejszej europejskiej imprezy teatralnej.
Tylko Andrzej Seweryn zagrał tu Don Juana w barwach Komedii Francuskiej. Wszystkie media zapowiedziały przyjazd Polaków, których spektakl powstał kosztem 1 miliona zł jako współprodukcja siedmiu teatrów i festiwali. Portret Warlikowskiego był planowany na okładkę “Teleramy”, wysokonakładowego, prestiżowego tygodnika kulturalnego. W ostatniej chwili zastąpił go Michael Jackson. – Nie martw się, Beckett też miał pecha. Gdy zmarł, ważniejsze okazało się pokazanie egzekucji Ceaucescu – pocieszał polskiego reżysera Georges Banu, prowadzący debaty na festiwalu.
[srodtytul]Zapomniane tematy[/srodtytul] – Myślę, że kiedy pierwszy raz zjawiłem się w Awinionie, byłem jednym z wielu artystów byłego bloku wschodniego dopuszczonych do zachodniego koryta dzięki pobocznemu projektowi theorem. Nie miałem tu wyrobionego nazwiska – mówi bez sentymentów Warlikowski. – Teraz powracam jako reżyser współtworzący festiwal, który stawia ważkie pytania współczesności i jest najbardziej płodnym teatralnym miejscem na świecie. Wcześniej Warlikowski pokazał tu “Hamleta” z Jackiem Poniedziałkiem, “Oczyszczonych” i “Anioły w Ameryce”. Z powodu strajku francuskich ekip technicznych w 2003 r. nie doszło do premiery “Dybuka”. Rozmawiamy w Cloitre Saint-Louis, gdzie pięć lat temu w dramatycznych okolicznościach odwołano festiwal. – Oczywiście, że przeżyłem zawód – przyznaje Warlikowski. – Ale dzięki temu doświadczeniu musiałem nabrać dystansu wobec tego, co dzieje się wokół mnie, nauczyć się niezależności i opanować głód sukcesu. Kiedy rok temu Festiwal Awinioński zaproponował reżyserowi przygotowanie spektaklu w Pałacu Papieży – odmówił. Argumentował, że woli kameralne miejsca, gdzie można nawiązać intymny kontakt z widzami. – Przyjąłem zaproszenie, kiedy uzmysłowiłem sobie, że widowiska na głównym dziedzińcu przypominają początki greckiej demokracji, gdy społeczność Aten rozmawiała o swoich najważniejszych problemach w teatrze – mówi artysta. – Przypomniałem sobie też okoliczności, w jakich Jean Vilar zorganizował w 1947 r. festiwal w Awinionie: chciał wywołać dyskusję o przyczynach katastrofy, jaką przeżyła Francja podczas II wojny światowej. Nasze doświadczenia są inne. Po 1945 r. głębszą refleksję o czasach okupacji uniemożliwiła ekstaza wyzwolenia. Potem nastał komunizm i poważna, szczera debata o naszej historii była niemożliwa. Chcę ją po latach sprowokować. [wyimek]Potrafimy stawiać tylko krzyże. Ciągle rozliczamy się z historią, co blokuje myślenie o przyszłości Krzysztof Warlikowski [/wyimek] “(A)pollonia” jest spektaklem o akcie ofiary. Głównymi postaciami są antyczna Alkesta, która zdecydowała się na śmierć, żeby ratować męża, a także Apollonia Machczyńska, Polka przechowująca Żydów podczas II wojny światowej. Niemcy chcieli darować jej życie pod warunkiem, że poświęci się za nią ojciec. Odmówił. Machczyńska osierociła dzieci. Pośmiertnie została nagrodzona medalem Yad Vashem. Historię opisała Hanna Krall. [srodtytul]Intymne wyznanie[/srodtytul] – Ważniejsze od samej ofiary są dla mnie jej konsekwencje. Zastanawiam się, czy heroizm jest nam potrzebny jako wzór wychowawczy dla kolejnych pokoleń Polaków, czy może czas najwyższy uznać go za siłę destrukcyjną w naszej historii – mówi reżyser. – Osobiście uważam fenomen polskich bohaterów narodowych za jeden z naszych grzechów głównych. Przez cały XIX i XX wiek nie można było o tym mówić. Do dzisiaj potrafimy stawiać tylko krzyże. Ciągle rozliczamy się z historią, co blokuje nasze myślenie o przyszłości. Pytam reżysera, czy sam byłby gotowy na akt ofiary. – Może warto zapytać o jej rodzaj – odpowiada. – Proszę zwrócić uwagę, że zanim opowiadam o Apollonii Machczyńskiej, pokazuję Alkestę. Nie jest bohaterką narodowej sprawy. O ofiarę z życia prosi ją mąż. Polak może być zaskoczony takim postawieniem sprawy. Reżyser podkreśla wagę osobistej perspektywy widzenia świata. Odnalazł ją w wydarzeniu tegorocznego festiwalu w Awinionie, jakim jest “Le Livre d’or de Jan” Huberta Colasa. – To najlepsze przedstawienie, jakie oglądałem – zachwyca się Warlikowski. – O rozstaniu, podobnie jak “Oczyszczeni” Sary Kane, ale dojrzalsze, zrobione z perspektywy 40-letniego mężczyzny. Intymne wyznanie w teatrze zawsze będzie dla mnie ważniejsze od poprawnej politycznej gadki na temat przyszłości planety, ginących zwierząt i dziury ozonowej. Pytam, dlaczego w spektaklu o ofierze Warlikowski odwołuje się do bohaterów mitów greckich, a pomija Jezusa Chrystusa. – Ale przecież pada stwierdzenie, że Żydzi zabili Pana Jezusa! – ironizuje Warlikowski. – Urodził się po to, by zostać zgładzony przez naszą nienawiść. Żebyśmy ją sobie uświadomili. To bardzo pouczające. Nagle reżyser wybucha: – Myślę, że dla Polaków najwygodniejsze byłoby mówienie o ofierze Maksymiliana Kolbego w sposób przyjęty w czasach komunizmu i zaakceptowany przez Kościół. Wolimy wspominać o poświęceniu ojca Kolbego niż o antysemityzmie, jaki uosabiał przed wojną Niepokalanów. Irytuje się po raz drugi, gdy pytam o wątek ślepego losu wyrażony w “(A)pollonii” przez postać izraelskiego żołnierza: syn kobiety ukrywanej przez Machczyńską nie ma skrupułów, strzelając do palestyńskich cywilów. – Ci, którzy nie przeprosili za Jedwabne, nie mają prawa krytykować Izraela – mówi Warlikowski. [srodtytul]W Bastylii i Odeonie[/srodtytul] Na miesiąc przed awiniońską premierą “(A)pollonii” nasz reżyser wystawił w paryskiej operze Bastille “Króla Rogera”. Publiczność go wybuczała. – Zawsze tak reaguje na moje spektakle – śmieje się. – Bardziej zaniepokoił mnie odbiór polskiej krytyki. Zastanawiała się, jaka jest rola w inscenizacji Joe D’Alessandro, przyjaciela Andy’ego Warhola, który był modelem pornograficznych filmów i prostytuował się na ulicach Nowego Jorku, a nie wspomniała, że przez łóżko Jarosława Iwaszkiewicza, autora libretta opery, przeszło wielu polskich prozaików – nim debiutowali. Wyciąga się brudy z jednej strony, a utrzymuje tabu z drugiej. Kult herosa bez skazy to dla mnie policzek. Nikt nie jest z marmuru ani z żelaza. Tylko Polacy lubią tak widzieć ludzi. Szymanowski i Iwaszkiewicz na pewno tacy nie byli, a mimo to Europa ich zaakceptowała. Na 4 lutego w paryskim Odeonie zaplanowana jest premiera kolejnego spektaklu Warlikowskiego – “Tramwaju zwanego pożądaniem” z Isabelle Huppert i Andrzejem Chyrą w rolach głównych. – Z Tennessee Williamsem jest jak z Szekspirem: bywa autorem niegrywanym – mówi. – Zacząłem w nim szperać i czuję, że mogę pokazać go inaczej, niż robiono to do tej pory. Mamy wiele wspólnych tematów. Ale nie wiem jeszcze, czym konkretnie się zajmę. Na pewno ciekawie zapowiada się duet Huppert – Chyra. – To jedna z tych propozycji, które wybijają z rutyny i uśpienia – powiedział mi Andrzej Chyra. – Czekam na tłumaczenie. [ramka]Kulisy ludzkiego życia Scenografia „(A)polonii” została zaprojektowana z myślą o scenie w Pałacu Papieży, która jest szeroka na blisko czterdzieści metrów i głęboka na siedemnaście. Jej autorkę, Małgorzatę Szcześniak, francuscy krytycy okrzyknęli „papieżycą”. — Zbieram tytuły. W Polsce znajomi nazywają mnie cesarzową. Papieżyca w Awinionie brzmi dobrze — śmieje się. — Jestem zwolennikiem teatrów greckich, amfiteatralnych. Moim marzeniem jest zaprojektowanie scenografii w Epidauros. Awinion je przypomina. Szerokość sceny pozwala pokazać nasz fresk i wydobyć symultaniczność zdarzeń. Boksy prezentują przestrzeń bardziej kameralną. Tak, jak dzięki zoomowi — mamy szeroki i bliski plan. Małą i dużą skalę. Projektuję do spektakli Krzysztofa miejsca prywatne i intymne jak łazienki, toalety i prysznice, bo zawsze opowiada o ludzkich tajemnicach. Trochę jak u Edwarda Hoppera, podglądamy te sytuacje, w których można zobaczyć prawdziwą, nieupozowaną twarz człowieka. Wydobywamy na światło dzienne kulisy życia. Tego nie da się zrobić w typowej scenografii — w salonie albo w przestrzeni metaforycznej.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL