Moja Emerytura

Bankier ofiarą gangu emerytów

Fot. sindesign
Flickr
Grupa niemieckich emerytów, która straciła 3,3 miliona euro oszczędności, porwała i torturowała swojego doradcę inwestycyjnego. Desperatom grozi 15 lat więzienia
56-letni amerykański bankier James Amburn został uprowadzony pod koniec czerwca sprzed domu w bawarskim Speyer. 74-letni Roland K. i 60-letni Willi D. rzucili się na niego, gdy opuszczał mieszkanie. – Gdzie są nasze pieniądze! – krzyczeli. – Przykro mi, mamy kryzys, wszystko przepadło – odpowiedział Amburn. Takie tłumaczenie nie zadowoliło emerytów. Jeden z nich uderzył go głową we framugę okna, drugi związał taśmą. Potem wrzucili miotającego się jeszcze mężczyznę do bagażnika audi A8 i odjechali.
Zatrzymali się w domu Rolanda K. i jego 79-letniej żony w wiosce Hart nad jeziorem Chiemsee w pobliżu austriackiej granicy. Tam rozebrali bankiera i półnagiego przywiązali łańcuchami do ściany piwnicy. Przez następne cztery dni bili go nogą od krzesła, przypalali papierosami i głodzili. – Bili mnie tak mocno, że złamali mi dwa żebra. Krew ciekła mi z nosa, oczu i uszu – opowiedział Auburn niemieckiemu dziennikowi „Der Westen”. Ponieważ bankier mimo tortur wciąż twierdził, że nie jest w stanie odzyskać straconych pieniędzy, do porywaczy dołączyła para emerytowanych lekarzy z sąsiedztwa. Małżeństwo F., w wieku 63 i 66 lat. – Zaostrzyli metody przesłuchania. Grozili, że mnie zabiją. Byłem pewien, że nie wyjdę stamtąd żywy – wspomina bankier. [srodtytul] Uciekł w samych majtkach [/srodtytul]
W końcu podjął próbę ucieczki. – Poprosiłem, by dali mi zapalić papierosa. Wyprowadzili mnie na dwór do ogródka. Wtedy się wyrwałem i uciekłem – relacjonuje Amburn. Ubrany w same majtki bankier próbował dotrzeć na posterunek policji. Jego oprawcy przez dziesięć minut gonili go samochodem wąskimi uliczkami miasteczka. Choć mężczyzna błagał o pomoc, mieszkańcy uwierzyli emerytom, że jest on niebezpiecznym włamywaczem. Złapali go więc i oddali w ręce swych „miłych i spokojnych sąsiadów”. Mężczyzna uratował się w końcu dzięki sprytnemu zabiegowi. Wmówił emerytom, że może sprzedać aktywa w Szwajcarii, jeśli pozwolą mu wysłać faks do banku. W treść faksu wplótł prośbę o zawiadomienie policji. Następnego ranka pracownik szwajcarskiego banku zauważył zaszyfrowane błaganie o pomoc i zawiadomił niemiecką policję. Kilka godzin później 40 antyterrorystów uwolniło przerażonego doradcę inwestycyjnego. Emeryci trafili do aresztu. Grozi im do 15 lat więzienia za porwanie, tortury i ciężkie uszkodzenie ciała. [srodtytul]Majątek ze skromnej renty? [/srodtytul] „Gangowi geriatryków” – jak nazywają porywaczy niemieckie media – grozi też dodatkowa kara pięciu lat pozbawienia wolności za oszustwa podatkowe. Amburn zainwestował dla nich w sumie 3,3 miliona euro w nieruchomości na Florydzie. – Kiedy wybuchł kryzys, rynek nieruchomości się załamał i pieniądze przepadły. Oskarżeni chcieli je odzyskać. Problem w tym, że oficjalnie żyli tylko ze skromnej renty i nie są w stanie wytłumaczyć, skąd mieli taką fortunę. Na pewno nie zadeklarowali pieniędzy fiskusowi – podkreśla prokurator rejonowy w Traunstein Volker Ziegler. Żaden z emerytów nie był wcześniej karany. Uchodzili wręcz za wzorowych obywateli. Amburnowi, który stracił ich oszczędności życia, nie grozi za to żadna kara. Niemieckie media nazywają go jednak „bawarskim Madoffem”. Według nich amerykański finansista świadomie oszukał emerytów. „Wiedział, że nie opłaca się już inwestować w amerykański rynek nieruchomości. Jednak dalej właśnie tam lokował pieniądze swych klientów” – pisze „Der Westen”. [srodtytul] Stracili wiarę w system [/srodtytul] Czy uzasadnia to użycie przemocy? – Nie. Ale zachowanie tych ludzi jest w pewnym sensie zrozumiałe. Osoby starsze posiadają na ogół bardzo silną wiarę w system sprawiedliwości. Mają konserwatywne poglądy i wierzą w prawo. Kiedy system odwraca się nagle do nich plecami i nie chce im pomóc, czują się straszliwie oszukani. Im większa wiara w system, tym większe rozczarowanie – tłumaczy „Rz” psycholog kliniczny z Uniwersytetu w Bonn prof. Rainer Banse. Według niego, kiedy ludzie tracą zaufanie do systemu, przestają przestrzegać jego reguł. – Uważają, że zostali oszukani przez banki, policję, sędziów. Po co przestrzegać prawa, jeśli ono nas nie chroni. To może doprowadzić spokojnych ludzi do popełnienia najgorszych zbrodni – uważa prof. Banse. Jego zdaniem przypadek ten jest tym bardziej niepokojący, że nie jest odosobniony. W maju 66-letni emeryt i jego 59-letnia żona z bawarskiego Starnberg uprowadzili 83-letniego byłego notariusza z domu i przetrzymywali tydzień w piwnicy swojego domu. Ten miał zostać przejęty przez urząd podatkowy z powodu długów. Przy pomocy zakładnika emeryci chcieli zmusić urząd do wstrzymania eksmisji. Teraz grozi im, oprócz utraty domu, osiem lat więzienia. – Szantaż jest ostatnią bronią bezradnych. Kiedy wszystkie inne możliwości się wyczerpały. Kryzys doprowadził wielu ludzi do granic wytrzymałości – podkreśla prof. Banse. Także we Francji poszkodowani przez kryzys próbowali dociec swego drogą przemocy. W wielu fabrykach, którym groziło zamknięcie, pracownicy porwali menedżerów i trzymali ich jako zakładników. A to pewnie nie koniec.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL