Historia

Agent o sile dywizji

Jerzy Szajnowicz-Iwanow przed wojną pływak i piłkarz wodny, potem twórca i dowódca greckiej siatki wywiadowczo-dywersyjnej pracującej dla wywiadu brytyjskiego
Archiwum „Mówią Wieki"
Jerzy Szajnowicz-Iwanow: Polak w angielskiej służbie bohaterem greckiego ruchu oporu
Nad Morzem Egejskim zapada mglista jesienna noc. U greckich brzegów w pobliżu Maratonu wynurza się na powierzchnię, po tygodniu rejsu z Aleksandrii, brytyjski okręt podwodny. „Thunderbolt” ma na pokładzie kilku tajemniczych pasażerów. Do przycumowanej przy burcie gumowej łodzi jako pierwszy – dźwigając zalutowaną blaszankę po konserwach, w której ukryty jest nadajnik radiowy – schodzi atletycznie zbudowany niebieskooki blondyn. Nie wygląda na Greka. Ale komandorowi Crouchowi, dowódcy okrętu, zwierzył się, że czuje się w tych stronach jak w domu. Wcześniej komandor dowiedział się od jednego z szefów wywiadu w Egipcie, że to jego najważniejszy pasażer – „agent numer jeden na Bałkany”.
Łódź z „Thunderbolta” dobija do brzegu po północy. Jeszcze tego samego dnia wieczorem „agent numer jeden”, od tej chwili Nikolaus Tsenoglu, dociera do Aten. Wkrótce na kolei peloponeskiej w pobliżu greckiej stolicy dochodzi do groźnego wybuchu. Wśród pasażerów jest również pan Tsenoglu z Krety. Uważnie ogląda uszkodzoną lokomotywę. Angielski „cardiff”, kawałek sztucznego węgla z ładunkiem wybuchowym, wrzucony do węglarki, rozsadził palenisko parowozu. W ciągu niespełna roku od tej chwili angielski „agent numer jeden” miał się stać najgroźniejszym wrogiem państw Osi na Bałkanach i bohaterem greckiego ruchu oporu. Alianccy dowódcy przyznawali po wojnie, że jego działalność „odpowiadała dokonaniom bojowym dywizji”. Syn carskiego pułkownika i Polki Jerzy Iwanow urodził się w Warszawie w 1911 r. Parę lat później jego matka Leonarda Szajnowicz wyszła ponownie za mąż za zamożnego greckiego kupca Jana Lambrianidisa. Chcąc, by „Irek” zachował związki z Polską, pozostawiła go do 1925 r. w Warszawie pod opieką rodziny, gdzie uczył się u ojców marianów na Bielanach i zdobywał pierwsze harcerskie sprawności. Do nauki we francuskim liceum w Salonikach niezbyt się przykładał. Całe dnie spędzał na pływaniu i żeglowaniu po Zatoce Salonickiej i wkrótce jego nazwisko zaczęło się coraz częściej pojawiać na stronach sportowych greckich dzienników. W 1938 r. ukończył agronomię w Louvain w Belgii i szykował się do wyjazdu do Konga. Jednocześnie spędzał każde wakacje w Polsce, grając w piłkę wodną. W latach 30. był podporą drużyny AZS i jednym z najbardziej znanych polskich waterpolistów.
Po ataku Niemiec na Grecję w 1941 r. Jerzy Szajnowicz-Iwanow dotarł do Hajfy i zgłosił się w punkcie zbornym Brygady Karpackiej. Ale polskim oficerom jego świeżej daty obywatelstwo, uzyskane z niemałym trudem w 1935 r., i biografia nie trafiły do przekonania. Z ulgą odkomenderowano go do dyspozycji Brytyjczyków, którzy w osobie władającego sześcioma językami sportowca od razu dostrzegli szansę na wzmocnienie wywiadu i akcji sabotażowej w Grecji, skąd szła lwia część posiłków i zaopatrzenia dla walczących w Afryce wojsk niemieckich i włoskich. W owym czasie grecki ruch oporu dopiero się formował. Iwanow musiał więc improwizować i ryzykować. Współpracował z oficerami marynarki, studentami, policjantami i greckimi patriotami z kilkunastu innych powstających w konspiracji grup. Ale najważniejsze akcje sabotażowe, wbrew instrukcjom, nakazującym mu skupienie się na organizowaniu wywiadu, nie tylko obmyślał, ale i wykonywał sam. Przez kilka dni pracował np. w fabryce lotniczej Malziniotti w Nowym Faleronie. Stworzona przez niego siatka dywersyjna umieszczała w silnikach lotniczych „fasolki” powodujące rozkład oleju – w efekcie rozbiło się ponad 400 maszyn Luftwaffe. Zatrudniony jako robotnik w stoczni Skamaranga, Szajnowicz-Iwanow ukry- wa się w kadłubie starej motorówki. O północy dociera wpław do remontowanego okrętu podwodnego U-133, bazy włoskich nurków przygotowujących się do ataku na brytyjskie okręty w portach. W pobliżu steru głębokości umieszcza minę magnetyczną. Potem przez cztery godziny płynie na drugi brzeg zatoki Eleusis. Zanim do niego dotrze – słyszy daleki wybuch. W podobny sposób udaje mu się zatopić przejęty przez Kriegsmarine grecki niszczyciel „Król Jerzy”, włoski ścigacz i hiszpański statek transportowy. Latem 1942 r. o wyczynach tajnego agenta huczy w całej Grecji. Ze zdjęcia w rozplakatowanych listach gończych znają go wszyscy – w tym co najmniej pół setki ludzi, z którymi się bezpośrednio styka. Aresztowany we wrześniu w wyniku zdrady, po śledztwie i torturach gestapo staje przed okupacyjnym sądem. Wyjaśnia: „wysłali mnie Anglicy. W rzeczywistości jednak jestem wysłannikiem tej Polski, która nigdy nie ustanie w walce z waszym najazdem”. Skazany na śmierć wraz z sześciorgiem najbliższych współpracowników próbuje w styczniu 1943 r. ucieczki z miejsca kaźni na dziedzińcu koszar Kesariani. Ranny, ginie od kul plutonu egzekucyjnego. Stanisław Strumph-Wojtkiewicz, „Agent numer 1” [i]Grzegorz Łyś, dziennikarz „Rzeczpospolitej”popularyzator nauki, autor m.in. licznych publikacji z zakresu turystyki historycznej[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL