Świat

Krwawa niedziela w Sinkiangu

Zdjęcie dwóch młodych kobiet rannych podczas starć w Urumczi, uchwyconych przez kamerzystę chińskiej CCTV, obiegło świat
AP/CCTV/APTN
Zdławiony bunt Ujgurów. W ciągu kilku godzin zginęło ponad 156 osób, a blisko 900 jest rannych. Aresztowano 1400. To najkrwawsze starcia w Chinach od masakry na placu Tiananmen
Po niedzielnych zajściach Urumczi, stolica prowincji Sinkiang (ang. Xinjiang), w której Ujgurzy stanowią 40 procent mieszkańców, wyglądała jak pole bitwy. W mieście nie działały telefony komórkowe, siadły łącza internetowe. Ulicami krążyły czołgi i wozy opancerzone. Na każdym rogu stali uzbrojeni żołnierze.
Chińska telewizja od rana pokazywała zakrwawione ciała, demonstrantów rzucających kamieniami w milicyjne samochody i kopiących ludzi leżących na ulicy. Płonące sklepy, auta, latarnie. Zmaltretowane twarze zabitych, które z trudem można było rozpoznać. Atakującymi mieli być Ujgurzy – wyznawcy islamu oskarżający chińskie władze o prześladowanie. Ofiarami – Chińczycy z grupy etnicznej Han. [srodtytul] Strzelali do dzieci [/srodtytul]
Wszystko zaczęło się od sporu w fabryce zabawek w Shaoguan na południu Chin. W czerwcu ujgurscy pracownicy pokłócili się tam z Hanami. W wyniku starć zginęło dwóch Ujgurów. Na znak protestu w ostatnią niedzielę na ulice Urumczi wyszły tysiące ludzi. Ich protest miał być pokojowy. Według świadków do krwawych zamieszek nigdy by nie doszło, gdyby do akcji nie wkroczyła milicja. Widać to zresztą na filmach nakręconych telefonami komórkowymi, które krążą po Internecie. Ulicami miasta spokojnie idą ludzie. Grupkami lub pojedynczo. Są bardzo rozproszeni. Niektórzy przechodzą po pasach na zielonym świetle. Inni idą tak, jakby szli na spacer, z rękami założonymi z tyłu. Nie niosą żadnych transparentów. – Chińskie władze nie przejmują się przestrzeganiem praw człowieka. Milicja strzelała do kobiet i dzieci. Bez różnicy, czy na ulicy znaleźli się, by protestować, czy też przypadkiem – mówi „Rz” Erkin Alptekin, jeden z szefów Światowego Kongresu Ujgurów. Sam, jako Ujgur, uważa, że władze w Pekinie chcą odizolować jego naród od reszty świata i pozbawić jakichkolwiek praw. – Tak traktowali nas przez ostatnie 60 lat. I w przyszłości to się nie zmieni. Ujgurzy nadal będą demonstrować, a władza będzie ich gromić, wtrącać do więzień albo zabijać – mówi. [srodtytul]Kim są Ujgurzy?[/srodtytul] Sinkiang to obok Tybetu najbardziej niespokojny region Chin. Zamieszkany przez około 20 milionów ludzi. Ujgurów – turecki lud, który osiedlił się w Azji i w IX wieku przyjął islam – jest około 8 milionów. Armia komunistycznych Chin wkroczyła tu 1w 949 roku. Dla Ujgurów rejon ten do dziś jest Turkiestanem Wschodnim. „Naród Turkiestanu Wschodniego to nie Chińczycy. To Turcy Azji Środkowej” – podkreśla na stronie internetowej Światowy Kongres Ujgurów. O tym, że naród ten jest prześladowany, od lat grzmią organizacje praw człowieka. W ubiegłym roku w wyniku zamieszek w Sinkiangu zginęły 33 osoby. – Ujgurzy nie mogą używać swojego ojczystego języka. Nie mogą podejmować pracy w innych regionach Chin, bo zostaną odesłani do Turkiestanu. Ale Chińczycy bez problemu znajdują zatrudnienie w Sinkiangu. Bezrobocie wśród Ujgurów sięga już 19 procent – wymienia Alptekin. Ujgurzy skarżą się też, że w ramach walki z islamem w kwietniu tego roku władze zakazały młodym ludziom wchodzenia do meczetów. W świątyniach, gdzie umieszczono kamery, mogą się modlić tylko najstarsi. – Chińskie władze dyskryminują nas, ponieważ się nas boją. Pamiętają świętą wojnę, jaką mudżahedini wypowiedzieli Sowietom, kiedy ci okupowali Afganistan. Z całego świata zjechali się wówczas muzułmanie. Teraz Chiny się boją, że wesprą nas islamiści z Kazachstanu, Kirgizji, Uzbekistanu i rozpoczną świętą wojnę przeciwko Chinom. Ale my nie jesteśmy fundamentalistami – zastrzega Alptekin. [srodtytul]Walka o gaz i ropę[/srodtytul] W sporze nie chodzi tylko o religię. Cała prowincja zajmuje 1,65 mln km kw. i znajduje się w strategicznym miejscu, graniczy m.in. z Rosją i Afganistanem. – Sinkiang jest niezwykle bogaty w ropę i gaz. Dlatego Chiny zrobią wszystko, aby go mieć pod kontrolą. Trwa niezwykle intensywny proces zasiedlania tych terenów. Ujgurzy, którzy kiedyś byli większością, już stanowią mniejszość – mówi „Rz” Mehmet Binay, turecki dziennikarz i dokumentalista (Turcy podkreślają swoje związki etniczne i religijne z Ujgurami). Ale podkreśla, że Chiny chcą być jednorodnym etnicznie i wyznaniowo krajem i starają się wchłonąć mniejszości etniczne. – Tak robią z Tybetańczykami i tak robią z Ujgurami. To prowadzi do napięć i protestów – mówi. Tym razem o wszczynanie zamieszek chińskie władze oskarżyły Światowy Kongres Ujgurów i jego główną przywódczynię Rebiję Kadir, która w chińskim więzieniu spędziła ponad pięć lat, a dziś żyje na uchodźstwie w USA. Kongres zaprzecza. Ale jego członkowie uważają, że Ujgurzy sami powinni zdecydować o swojej przyszłości. – Nasz kraj był niezależny, zanim zaczęli nas okupować. Teraz najlepszym rozwiązaniem byłoby przeprowadzenie referendum – uważa Alptekin. O szybkie ukaranie winnych do Pekinu zaapelowały wczoraj tureckie władze. [b]Komentarz Wojciecha Lorenza[/b]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL