Świat

Jak przetrwać wakacje w Rzymie

Fontanna Di Trevi w Rzymie
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Japońska para zapłaciła za kolację w rzymskiej restauracji niemal 700 euro. W Rzymie na turystów czeka wiele zasadzek, więc trzeba się mieć na baczności.
Japończycy stołowali się w znanej restauracji „Il Passetto” przy Via Zanardelli tuż koło Piazza Navona, w samym sercu historycznego centrum miasta. Jeśli wierzyć rachunkowi, zjedli 12 ostryg na przystawkę, kluski na pierwsze danie, a potem homara, krewetki, morskiego okonia, porcję prawdziwków, truflę i owoce, popijając wszystko białym winem. Menu bardzo wytworne, ale żeby to wszystko zjeść, potrzeba gargantuicznego apetytu, lub co najmniej czterech głodnych osób. Najbardziej zaskakująca była jednak wysokość rachunku: 579,50 euro plus 115,50 napiwku. Japończycy zapłacili, ukłonili się i popędzili na policję. Policjanci uznali, że właścicielowi restauracji trzeba również wystawić rachunek i najechali na „Il Passetto” w towarzystwie inspektora sanitarnego – postrachu wszystkich restauratorów. Naturalnie okazało się, że ceny na rachunku były sporo wyższe niż w jadłospisie, a napiwek wyłudzony bezprawnie. Inspektor sanitarny, co wobec surowości przepisów jest niesłychanie łatwe, stwierdził szereg nieprawidłowości i zamknął restaurację. Burmistrz Rzymu domaga się odebrania właścicielowi licencji.Ten na razie zwrócił już Japończykom napiwek, ale czeka go sprawa w sądzie.
[srodtytul]Szalbierskie triki kelnera [/srodtytul] Tym razem dla turystów sprawa zakończyła się w miarę szczęśliwie. Jednak podobne oszustwa, choć nie takiej skali, zdarzają się w Rzymie nagminnie. Zazwyczaj ofiary nie zdają sobie sprawy z szalbierstwa, a jeśli nawet się zorientują, nie chcą sobie psuć urlopu awanturą z udziałem policji. Zwłaszcza jeśli chodzi o 20-30 euro. Najczęściej jednak turyści padają ofiarą psychologicznej pułapki. Uśmiechnięty, rozśpiewany, rzucający komplementami i żartami kelner w jednej chwili staje się przyjacielem, a na dodatek na koniec częstuje darmową grappą i likierem. Większość turystów uznaje, że w takiej sytuacji przeciw wysokości rachunku protestować po prostu nie wypada.
Innym trikiem kelnera, na który nie można się skarżyć na policji, jest zatroskana twarz przy przyjmowaniu zamówienia. Ma z tego wynikać, że nasz wybór nie jest najlepszy, bo na przykład krewetki są mrożone, a nie świeże, argument, że „tego z tym się nie je”, albo że właśnie przyjechała dostawa świeżutkich, jeszcze ruszających się krewetek. To samo dotyczy win. Często bywa, że kelner nawet nie podaje menu z cenami, a reklamuje, co dziś najlepsze i najświeższe. Co najmniej połowa turystów daje się na to nabrać, nie pyta o cenę i zmienia zamówienie kierując się sugestiami kelnera. Zazwyczaj ułożony w ten sposób jadłospis kosztuje majątek. Dlatego zawsze trzeba te propozycje konfrontować z cenami w menu. Osobnym polem oszustw są morskie stwory. Siłą rzeczy cena zależy od wagi ryby czy homara. Rzadko przestrzeganym obowiązkiem kelnera jest poinformowanie klienta po zważeniu, ile jego danie będzie go kosztować, więc warto się zawczasu spytać. [srodtytul]Do Koloseum tylko z kanapkami[/srodtytul] Inną zasadzką są horrendalne ceny przekąsek i napojów w barach i restauracjach koło miejsc szczególnie nawiedzanych przez turystów, np. Koloseum czy Fontana di Trevi. Jedynym praktycznym wyjściem jest zwiedzanie Rzymu z własnym prowiantem. Mało kto wie, że w małych sklepach spożywczych można kazać sobie zrobić kanapki. Warto przy okazji kupić butelkę wody mineralnej. Inaczej, gdy strudzeni turyści zasiądą w ogródku baru na Piazza Navona albo przed Panteonem, a na dodatek nie spojrzą na ceny w menu, za dwie kawy espresso, wodę mineralną i porcję lodów z bitą śmietaną mogą zapłacić nawet 50 euro. Sam jeden półlitrowy kufel piwa kosztuje aż 9 euro. Jak ognia warto też unikać barów-furgonetek pod Koloseum czy na Placu św. Piotra. Tam wszystko jest 2-3 razy droższe niż w barze w nieco mniej atrakcyjnej turystycznie okolicy. [srodtytul] Nieuczciwi taksówkarze kontra kieszonkowcy [/srodtytul] Osobnym rozdziałem są taksówki. Jadąc z lotniska trzeba przed podróżą koniecznie uzgodnić cenę, przynajmniej orientacyjnie. Ostatnio od włoskiego dziennikarza, który udawał Węgra, za kurs, który normalnie kosztuje 40 euro taksówkarz zażądał pięć razy więcej. Przeprowadzona dwa miesiące temu przez policję inspekcja wykazała, że co czwarty rzymski taksówkarz oszukuje. Lepiej więc korzystać z metra i autobusów. Tyle, że wtedy trzeba się trzymać za portfel, uważać na aparat czy kamerę (też na Placu św. Piotra), bo łatwo paść ofiarą kieszonkowców. A jeśli dojdzie do nieszczęścia, trzeba od razu głośno krzyczeć. Wśród kłębiącego się tłumu turystów są bardzo sprawni policjanci w cywilu. Poza tym Rzym to bardzo piękne i gościnne miasto. Jeśli zachować ostrożność, nie musi być bardzo drogi.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL