Biznes

Japońska Barbie z Tychów

Różowe fiaty 500 przygotowane do wyjazdu do japońskich salonów
fap
Poniedziałek 6 lipca to dla pracowników Fiata data kluczowa. Wtedy fabryka powinna otrzymać srebrny medal World Class Manufacturing. Takie wyróżnienie mają tylko dwie fabryki
Brązowy już mają, bo w kompleksowej ocenie zdobyli 56 punktów. Na srebro, które w grupie Fiata mają tylko dwa zakłady: w tureckiej Bursie i włoskim Melfi, trzeba zdobyć od 60 do 70 pkt.
Drastyczną poprawę jakości wymusił na wszystkich fabrykach Fiata Sergio Marchionne, kiedy pięć lat temu objął stanowisko prezesa grupy. Fiat Auto miał wtedy mnóstwo problemów, a najbardziej dokuczliwe to brak gotówki i jakość. Teraz z gotówką jest lepiej, a jakość dla pracowników Fiata to kwestia honoru. W przeszłości na liście najlepszych fabryk Fiata turecki Tofas wymieniał się z fabryką w Tychach. Srebrna jakość dała Tofasowi oszczędności w wysokości 14 mln euro. W Tychach wiedzą, że nie będzie łatwo, bo wyrok wyda Japończyk, wyjątkowo skrupulatny profesor Hajime Yamashina z Uniwersytetu w Kioto. [srodtytul]Amerykanom się podoba[/srodtytul]
Ale już teraz pracownicy tyskiej fabryki Fiata pękają z dumy. To właśnie takie samochody, jakie produkują, mają ratować amerykańskiego Chryslera. Chętnie pojadą do Ameryki albo Meksyku, gdzie „amerykański brat” ma swoje fabryki, pokazać, jak się robi dobre małe samochody, które palą tyle co nic. Do Stanów pojechał już były szef tyskiego Fiata Olgierd Andrycz, który wcześniej kierował fabryką koncernu w Cassino i znany był z tego, że potrafił po włosku opowiadać śląskie dowcipy. Amerykanie byli w Tychach dwukrotnie, oglądali fabrykę, o której prezes Fiata mówi, że to jego ulubiona w koncernie. – Ludziom z Chryslera podobały się hale produkcyjne, że tak jasno i czysto, i tyskie wkrętaki, którymi dokręca się śruby w samochodach – mówi Krzysztof Rosołowski, szef działu montażu. Są bezprzewodowe, a nie jak w innych fabrykach – uczepione długich wysięgników, które plątały się i groziły wypadkiem. To tyskie rozwiązanie, jedno z kilkudziesięciu tysięcy ulepszeń zgłaszanych przez pracowników – dodaje Rosołowski. – Albo pytali: Ile macie gejtów jakościowych, gdzie kontrolerzy sprawdzają produkcję? Nie wiedzieli, o czym Amerykanie mówią. Jakość sprawdza się nieustannie i zaczyna od „prześwietlenia” komponentów, które do fabryki przyjeżdżają od poddostawców. Każdy pracownik na taśmie ma swoją pieczątkę, więc dokładnie wiadomo, kto co zrobił. – Nie ma co się łudzić, że będziemy eksportować „500” do Ameryki – studzi euforię pracowników dyrektor fabryki Zdzisław Arlet. – Jeśli już, to auta przyjadą na rynek amerykański z fabryki Chryslera w Meksyku lub USA. „500”, która już zadebiutowała na salonie samochodowym w USA, musi zostać odpowiednio dostosowana do wymagań amerykańskich. [srodtytul]Chopie, potrafisz![/srodtytul] Chcesz być dyrektorem? – zapytał Arleta w 1994 roku włoski szef Fiata w Polsce. Arlet był wtedy dyrektorem Zakładu Karoserii Fiat Auto Poland SA w Bielsku-Białej. – Nie wiem, czy potrafię – odpowiedział. – Chopie, potrafisz – namawiali koledzy. – Muszę zapytać żonę – odpowiedział szefowi. Myślał kilka dni, zapytał żonę. Alicja Arlet była tego samego zdania. – No to powiedziałem, że chcę. Kiedy Marchionne kazał się poprawić jakość, Arlet wiedział, że trzeba wyznaczyć konkretny cel, czyli wprowadzenie Total Quality Management – totalnego zarządzania jakością. – Chopy, damy radę – teraz on przekonywał. Już w 2006 roku stanął na scenie w Budapeszcie razem z dyrektorem fabryki pracującej dla BMW. Obydwaj wprowadzali TQM i razem odbierali certyfikaty. Arlet nie ukrywa, że zdarza mu się krzyknąć i porządnie objechać, kiedy ktoś popełnia głupie błędy. Albo kiedy słyszy, że czapki chroniące włosy niszczą fryzury zatrudnionych w fabryce elegantek. – Codziennie w którejś z hal produkcyjnych przemawia do setki ludzi. – Czasami trzeba krzyknąć – przyznaje. – No i ma rację – zgadzają się pracownicy spawalni. I dodają: – To Ślązak i jeszcze góral. Tacy się szybko denerwują . Kiedy najbardziej się wścieka? Gdy ktoś mówi źle o jego fabryce. – To dlaczego pracują tutaj dziadkowie, rodzice, dzieci i wnuki, a za bramą jest taka długa kolejka chętnych? – Nasi pracownicy z każdej zmiany pracują siedem godzin i pięć minut z ośmiu godzin. Reszta to przerwy na wypoczynek i posiłki. Żeby nie chodzili daleko do stołówki, to jadalnie są w każdej z gigantycznych hal, w których pracuje po kilkaset osób. Posiłki są dofinansowywane przez firmę. Jest własna przychodnia – tłumaczy. [wyimek]Ludziom z Chryslera podobały się tyskie hale produkcyjne, w których jest jasno i czysto, i nowatorskie wkrętaki, którymi dokręca się śruby w samochodach [/wyimek] I jeszcze denerwuje go stały spór z Polskimi Kolejami Państwowymi, które uparcie odmawiają pociągnięcia przyzwoitych torów od fabryki do głównego szlaku kolejowego. – Rocznie płacę PKP 41 mln złotych, remont torów to wydatek 5 mln, PKP mówi, że może wydać na ten cel 100 tysięcy złotych, bo tory do Fiata to dla nich droga drugiej kategorii – wścieka się Arlet. – Drugiej kategorii! Ja codziennie tamtędy wywożę eksport wart 10 mln złotych. O nieszczęsnych torach rozmawiał już z wicepremierem Waldemarem Pawlakiem, kiedy przyjechał do Tychów na uruchomienie produkcji nowego modelu Forda Ka. Premier obiecał i powiedział, z kim dalej ma o tym rozmawiać. Te rozmowy schodziły na coraz niższy szczebel, wreszcie usłyszał, że nie jest to możliwe. Więc pociągi dalej jeżdżą z prędkością do 20 kilometrów na godzinę, wzdłuż torów ustawiają się złodzieje, dla których odkręcenie wszystkich czterech kół w nowiutkiej „500” to żaden problem. – A my nie możemy rozstawić sokistów wzdłuż całych torów na 24 godziny na dobę – znów się złości. Co robi, żeby odpocząć? Nie mówi o tym, ale czyta Tuwima dzieciom ze Szkoły Podstawowej nr 10 w Tychach. Najchętniej „Lokomotywę”. [srodtytul]Mężowi nie powiem[/srodtytul] Stanisława Lichota pracuje w Fiacie na montażu od roku. Przedtem w Valeo, ale tutaj po pierwsze zarabia lepiej. Oprócz samej pensji Fiat płaci także różne dodatki, np. w czerwcu wszyscy dostali po 1200 złotych na wakacje, przed Bożym Narodzeniem też będzie dodatkowa wypłata. Po drugie dyrekcja dopłaca jeszcze do kolonii dzieci, które wyjeżdżają także do Włoch, gwarantuje opiekę zdrowotną z prawdziwego zdarzenia. Za bardzo dobre wyniki w nauce dla dzieci pracowników są nagrody. Najlepszym maturzystom i magistrom, których rodzice pracują w fabryce FAP, czeki, opiewające na kwoty z trzema zerami wręcza John Elkann, wnuk założyciela Fiata Giovanni Agnelliego i prezes holdingu IFIL – większościowego właściciela Fiata Auto. Stasia Lichota zastanawia się nad wstąpieniem do któregoś ze związków zawodowych, ale przyznaje, że na razie nie bardzo widzi tego sens. – Bo o co miałaby się spierać z zarządem? Uzwiązkowienie w tyskim FAP to ok. 40 procent, a ostatnio akcje protestacyjne wyraźnie wygasły, ale przed głównym wejściem od lat powiewają trzy flagi „Solidarności”. Niektóre z kobiet pracujących w tyskim Fiacie nie przyznają się mężom, ile zarabiają. Jeśli pracują na taśmie w produkcji dziesięć lat, to jest to najczęściej ok. 4,5 tysiąca złotych. Ich mężowie pracują przeważnie w innej firmie motoryzacyjnej, też na Śląsku. Ale tam nawet nie ma co marzyć, żeby tyle zarobić. Żadna nie chce podać nazwiska. Ireneusz Skiba jest zatrudniony w Fiacie 27 lat. Należy do związku zawodowego metalowców i pracuje teraz w spawalni. Jego żona już 20 lat przepracowała w fiatowskiej lakierni. Czy nie narzekają, że pracują także w soboty? – Coś za coś. Zarabiamy przyzwoicie, a za te soboty dostajemy dodatkowo po dobrych kilkaset złotych miesięcznie – podkreśla. Na urlopy jeżdżą do Hiszpanii. Tomasz Kotliński ze spawalni był w Turynie, kiedy przygotowywano wprowadzenie produkcji pandy. – Fajne te Włochy. Można było coś zobaczyć – mówi. I wszyscy zaklinają rzeczywistość. – Mamy pracę, nie ma mowy o zwolnieniach, nawet przyjęto niedawno 200 osób, które straciły pracę w Powertrainie, gdzie Fiat jest udziałowcem. Tyski FAP jest jedynym dużym zakładem w okolicy, gdzie jeszcze można znaleźć zatrudnienie. Żeby tylko kryzys do nas nie przyszedł – dodaje Kotliński. Ale na „500” nadal czeka się kilka tygodni po zamówieniu. Jeden z parkingów tyskiej fabryki po brzegi zastawiony „500” w kolorze ostrego różu. To model Barbie z kierownicą po prawej stronie i różową skórzaną tapicerką. Auta są gotowe do wysłania do Japonii. Polska eksportuje auta do Japonii? Koniec świata! Wracam do Warszawy. Droga dojazdowa do fabryki jest fatalna, wąska. Zdarza się, że lawety z autami stoją tam zderzak w zderzak. Na wyświetlaczu mojej komórki pojawia się napis: „Tychy. Dobre miasto”...
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL