fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Zdrada po włosku

copyright PhotoXpress.com
Piotr Kowalczuk
Bliska przyjaźń męża z koleżanką z pracy, mimo że w grę nie wchodził seks, wystarczyła sądowi w Treviso do orzeczenia rozwodu na wniosek żony i przyznania jej alimentów.
- Wysoki sądzie, to była tylko przyjaźń – przekonywał Giacomo, który nie chciał rozwodu. Tłumaczył, że małżonki nigdy nie zdradził, a wszystko jest nieporozumieniem, efektem chorobliwej zazdrości i wybujałej wyobraźni Giuseppy.
Obawiając się oskarżeń i podejrzeń, utrzymywał przyjaźń z koleżanką w tajemnicy przed żoną. Zeznał, że owszem, spotykał się z nią czasem prywatnie, a raz nawet - podczas podróży służbowej - dzielili pokój hotelowy, ale wszystko to było zupełnie niewinne, nie łączyło ich nic, co można by nazwać miłością. Zeznania Giacomo potwierdziła jego przyjaciółka. Sąd dał wiarę wyjaśnieniom, że nie doszło do zdrady małżeńskiej w sensie zbliżenia seksualnego, ale i tak orzekł rozwód i zasądził na rzecz niepracującej Giuseppy 750 euro alimentów miesięcznie. W uzasadnieniu wyroku Giacomo usłyszał, że obowiązek wierności małżeńskiej nie polega wyłącznie na powstrzymaniu się od pozamałżeńskich stosunków, ale również na niezdradzaniu wzajemnego zaufania oraz na lojalności, wymagającej od małżonków poświęceń i wyborów, które pozwalają unikać konfliktów i nie burzą perspektyw dalszego wspólnego życia. Zdaniem sądu Giuseppa miała pełne prawo czuć się zdradzona. Zachowanie męża wzbudziło uzasadnione podejrzenia zarówno żony, jak i środowiska, w którym się obracali, co godziło w poczucie godności i honoru Giuseppy i zaszkodziło jej wizerunkowi w oczach znajomych.
Wynika z tego, że we Włoszech można się rozwieść i otrzymać alimenty na podstawie podejrzeń o zdradę, której nie było, zwłaszcza, jeśli sąsiedzi i znajomi wezmą sprawę na języki. Z wyrokiem i jego uzasadnieniem w pełni zgadza się na łamach gazety „La Repubblica” adwokat Annamaria Bernardini De Pace, wybitna specjalistka od prawa rodzinnego. Stwierdza, że w dzisiejszym świecie należy rozumieć zdradę w o wiele szerszym sensie niż ten, który jest jej przypisywany w tradycyjnym odczuciu społecznym. Wymienia przykłady: kupno domu bez wiedzy współmałżonka, kopanie piłki z kolegami w tajemnicy przed żoną czy, jak w przypadku Giacomo i Giuseppy, poświęcanie czasu przyjaźni kosztem rodziny. Pani De Pace idzie dalej: Zdrada w sensie seksualnym to tylko niewiele znaczący szczegół, wisienka na torcie. Ba! Bywają sytuacje, w których skok w bok nie jest wcale zdradą! Jeśli – tłumaczy – mąż napił się za dużo grappy i wylądował w łóżku z obcą kobietą, a potem przyzna się do winy i żałuje, to - jeśli wcześniej zawsze był wobec żony lojalny - nie ma mowy o zdradzie. Podaje inny przykład z własnej kariery adwokackiej. Udało się jej obronić żonę przed zarzutem zdrady, chociaż miała krótką przygodę ze znajomym. Okazało się, że mąż odmówił sypiania z żoną, a w dodatku wpadł w szpony hazardu, czym złamał podwójnie przysięgę małżeńską. Pani De Pace zinterpretowała zdradę jako troskę o własne zdrowie seksualne, do którego kobieta ma pełne prawo. Sąd przyznał jej rację. Wywiad wzbudził ogromne zainteresowanie internautów, którzy na stronie internetowej „La Repubbliki” pytają, czy mogą bezkarnie dopuścić się zdrady, jeśli małżonkę zawsze boli wieczorem głowa. Z kolei „Corriere della Sera”, komentując wyrok sądu w Treviso, pokpiwa, że skoro i tak skończyło się rozwodem, Giacomo niepotrzebnie zachował wstrzemięźliwość. „Wynika z tego - konkluduje dziennik – że grzesząc, warto od razu iść na całość”. Przy okazji włoskie media przypominają przypadek brytyjskiego małżeństwa, które rozwiodło się w zeszłym roku, bo mąż zdradzał żonę wirtualnie z inną kobietą na My Space. W ostatnim dziesięcioleciu we Włoszech zanotowano wzrost liczby rozwodów o 7 procent, a separacji aż o 57 procent. W 85 procent przypadków, aby uniknąć kosztów i zyskać na czasie, rozwody odbywają się za obopólną zgodą bez orzekania winy.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA