fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

140 znaków irańskiej rewolucji

Podczas gdy irańskie władze cenzurują media, Irańczykom udaje się przełamać blokadę informacyjną dzięki portalom takim jak YouTube, Facebook, Flickr czy Twitter
„Rewolucji nie ma w telewizji, ale jest w twitterze. Śledź @change_for_iran. Trzymajcie się. Walczcie do końca” – cieszy się użytkownik Neo44 na Twitterze. To serwis społecznościowy, który umożliwia wysyłanie i otrzymywanie informacji (tzw. mikroblogów), nieco krótszych nawet od standardowego esemesa (140 znaków).
Właśnie dzięki Twitterowi, gdy władze blokują sieci komórkowe i wysyłanie tradycyjnych esemesów, internauci w ciągu kilku minut mogli znaleźć najświeższe informacje od zwolenników opozycji, szybko aktualizowane dane o starciach ze służbami bezpieczeństwa, liczbę rannych i zabitych. „Mój przyjaciel widział, jak dziewczyna przewróciła się na ulicy, a stojący za nią strażnicy postrzelili ją w nogę (na ul. Jenah)” – pisał wczoraj łamaną angielszczyzną KentaKahar. Z kolei Persiankiwi donosił: „Gangsterzy na motocyklach, z pałkami w rękach atakują. Strzelają w powietrze. W całym mieście płoną ulice. Drogi zamknięte”.
– Oczywiście, nie wszystkie informacje podawane za pośrednictwem Twittera są godne zaufania, ale w sytuacjach blokady informacyjnej portal jest nieoceniony. W przypadkach, gdy nawet zagraniczne media nie mogą relacjonować wydarzeń, dziennikarstwo obywatelskie to jedyne źródło informacji – mówi „Rz” Alan Stevens, brytyjski ekspert ds. komunikacji, i dodaje, że to, co teraz dzieje się w Iranie, może być pierwszą prawdziwą cyberrewolucją.
Użytkownicy Twittera wysyłają też ostrzeżenia, które ulice blokują służby bezpieczeństwa, i apele wzywające do protestu w konkretnym miejscu (np. na placu Wolności) czy włożenia symbolicznego ubrania (wczoraj miał obowiązywać kolor czarny). Do wiadomości często dołączane są linki do amatorskich lub profesjonalnych zdjęć czy krótkich filmików z protestów i starć. Są też głosy wsparcia dla demonstrantów i wiele różnych rad. „Poruszajcie się w dużych grupach! I przed zmrokiem wróćcie w bezpieczne miejsce” – ostrzega adobecity. Zaawansowani użytkownicy radzili innym, by dla własnego bezpieczeństwa nie podawali prawdziwych nazwisk. Choć są i tacy, którzy, nie bacząc na zagrożenie, piszą: „Jestem z Teheranu. Chodźcie po mnie”.
Dominują wiadomości w języku angielskim i perskim, choć są też wpisy po niemiecku czy francusku. – Nie bałbym się w tym wypadku prozachodniej propagandy. Irańczycy chcą pokazać światu, co naprawdę dzieje się w Iranie, a najlepiej zrobić to właśnie po angielsku – tłumaczy Alan Stevens.
Na prośbę Departament Stanu USA właściciel portalu Twitter przesunął przerwę konserwacyjną, tak aby wypadła w godzinach nocnych czasu irańskiego.
[i]Strona serwisu Twitter [link=http://www.twitter.com]www.twitter.com[/link][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA