Koszykówka

Orlando Magic o jedną wygraną od finału NBA

Marcin Gortat
AP
Po dramatycznym meczu i dogrywce zespół z Florydy pokonał Cleveland Cavaliers 116:114 i w rywalizacji do czterech zwycięstw prowadzi już 3-1
Jedyny Polak w NBA Marcin Gortat, który we wtorkowym spotkaniu grał 3 minuty i 54 sekundy, zdobył dwa punkty, miał cztery zbiórki w obronie i popełnił dwa faule, staje wraz z zespołem Magic przed olbrzymią szansą awansu do wielkiego finału.
Można ją określić na 95,6 procentu, gdyż w dotychczasowej historii play-off w NBA drużyna, która prowadziła po czterech spotkaniach 3-1, wygrywała serię w 182 na 190 takich przypadków. Internauci typujący wynik tej rywalizacji na stronie telewizji ESPN dają więcej szans najlepszej drużynie sezonu zasadniczego – około 25 procent głosujących wciąż wierzy, że Cavaliers wygrają trzy kolejne spotkania i jednak zagrają w finale.
Piąty mecz odbędzie się w nocy z czwartku na piątek w Cleveland (transmisja na żywo w Canal+ Sport o 2.30). Ewentualne kolejne spotkania w sobotę w Orlando i w poniedziałek w Cleveland. Dla Magic, obchodzących w tym roku dwudziestolecie klubu, byłby to drugi awans do finału od 1995 roku. Czwarty mecz w hali Amway Arena pokazał, że zespół trenera Stana Van Gundy'ego jest na najlepszej drodze do uczczenia jubileuszu takim właśnie sukcesem. W pomeczowych analizach komentatorzy znów wiele miejsca poświęcają LeBronowi Jamesowi, który zdobył 44 punkty, miał 12 zbiórek i siedem asyst. Najlepszy koszykarz sezonu zasadniczego nie był jednak bohaterem tego spotkania. Wprawdzie celnymi wolnymi na pół sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry doprowadził do remisu 100: 100 i dogrywki, ale nie trafił, tak jak w meczu numer 2, rzutu w ostatnich sekundach, który dałby Cleveland drugie zwycięstwo. W decydujących momentach popełniał błędy, a w całym spotkaniu miał osiem strat. Trzeci raz w tegorocznym play-off James zdobył powyżej 40 punktów, ale każde z tych spotkań jego drużyna przegrała, ponieważ w ataku nie potrafili go wesprzeć partnerzy. W drużynie Orlando wprost przeciwnie, gdy w pierwszej fazie meczu nie wpadały rzuty asom zespołu, potrafił ich zastąpić Rafer Alston, który tylko w trzeciej kwarcie zdobył 15 ze swoich 26 punktów, trafiając sześć razy za trzy punkty. W odpowiednim momencie koszykarze Magic przypomnieli sobie, że są mistrzami rzutów z dystansu. W całym meczu trafili aż 17 (z 38) razy za trzy punkty, ustanawiając klubowy rekord w play-off. Kluczową akcję wykonał Rashard Lewis, dając drużynie prowadzenie 100: 98, gdy do końca pozostawały 4 sekundy. W dogrywce bezbłędny był Dwight Howard, zdobywca dziesięciu z 16 punktów zespołu w tym okresie gry. Środkowy Orlando uzyskał w tym meczu 27 punktów, miał 14 zbiórek i cztery asysty. W ostatnich 15 latach tylko Shaquille O'Neal, Tim Duncan i właśnie Howard zdobywali średnio powyżej 20 pkt i mieli więcej niż dziesięć zbiórek w play-off, w których rozegrali przynajmniej dziesięć spotkań. Dobra wiadomość dla Orlando jest taka, że Shaq i Duncan zdobyli wówczas ze swoimi zespołami mistrzostwo NBA.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL