fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Z Rosją na „kursie kolizyjnym”

Józef Piłsudski przy pracy, Belweder 1920 roku
Muzeum Wojska Polskiego
Rosja parła znów w kierunku zachodnim na ziemie dawnej Rzeczypospolitej, a odradzająca się Polska rewindykowała swe terytorium na Wschodzie.
Oba państwa znalazły się, jak to piszą Amerykanie, „on the collision course”. Sprawę granicy z Polską „biali” Rosjanie odsyłali do przyszłej konstytuanty, „czerwoni” zaś obiecywali gruszki na wierzbie, po to tylko, aby zgarnąć całą pulę. A mocarstwa zachodnie kalkulowały, że „biała” Rosja się odrodzi i kwestii granicy z Polską nie chciały podejmować. Musiał to więc zrobić samodzielnie Piłsudski. W tej sprawie stanął wobec Wschodu najzupełniej osamotniony.
Podczas konferencji pokojowej 1919 roku w Paryżu aspiracje polskie przedstawił Roman Dmowski, postulując przyznanie Polsce ziem do granicy II rozbioru na Wschodzie. W sprawie Gdańska, Śląska, Mazur sprzymierzeni zdecydowali o przeprowadzeniu plebiscytów. Natomiast w odniesieniu do ziem wschodnich postanowili 19 marca 1919 roku o wysłaniu do Polski Komisji Międzysojuszniczej.
Nasze prawa do Galicji Wschodniej opierały się na historycznych przesłankach. Oprócz tego większe miasta posiadały polską większość, a w zachodniej części, aż po rzekę Zbrucz silne polskie skupiska. W całej dzielnicy Polacy stanowili 36,3 proc. populacji. Rada Najwyższa Głównych Mocarstw Sprzymierzonych i Stowarzyszonych rozważała dwa rozwiązania problemu: zwrot prowincji w ręce polskie na podstawie poprzedniego władania (od 1340 roku) z autonomią i plebiscytem po upływie 25 lat. Lub podział terytorium pomiędzy Polskę i Ukrainę. Komisja do spraw Polskich na swej sesji 26 kwietnia 1919 r., a Rada Najwyższa na sesji ogólnej 18 i 25 czerwca aprobowały okupację przez Polskę terytoriów po rzekę Zbrucz. Jednocześnie podjęto prace nad statusem autonomicznym Galicji, który to status został zaaprobowany przez Radę Najwyższą 21 listopada tego roku. Petlura porozumiewał się z Piłsudskim na tych samych zasadach, ale bez uciążliwego pośrednictwa Rady Najwyższej, a tym bardziej plebiscytu czy autonomii.
Natomiast interesów Rosji na konferencji pokojowej bronili za kulisami politycy byłej carskiej administracji. Rosja bolszewicka nie była uznana. Pamiętano co prawda na Zachodzie, że polskie terytoria w granicach 1772 roku pozyskała Rosja drogą agresji i gwałtów, ale w roku 1918 i potem nie chciano jej zrażać, oczekując likwidacji rządów bolszewickich. Stąd brak decyzji konferencji pokojowej co do granicy polsko-rosyjskiej. Ale 8 grudnia 1919 Rada Najwyższa wydała deklarację, w świetle której rząd polski posiadał prawa do zorganizowania administracji do linii rzeki Bug.
[wyimek]HONOR I CNOTA Honor, jak ktoś się dowcipnie wyraził, jest surogatem cnoty, jest pozwoleniem na posiadanie ambicji, na wniesienie do służby całego mnóstwa cech indywidualnych. Nie szukajmy obstawiania go mnóstwem artykulików i formalności, za któremi ginie cała treść honoru. - 22 stycznia 1920 roku, przemówienie z okazji wprowadzenia orderu Virtuti Militari[/wyimek]
Dwa więc sygnały wypływające z Paryża musiały deprymować Piłsudskiego. Pierwszy o tymczasowej, autonomicznej administracji Galicji i drugi potwierdzający prawa Rzeczypospolitej jedynie do linii Bugu. Mocarstwa zachodnie nie były gotowe zagwarantować niczego poza linią Curzona. Dla Naczelnika Państwa oznaczało to konieczność porozumienia się z Rosją bądź rozsądzenia sporu na polu walki. Równanie, które musiał rozwikłać, posiadało kilka niewiadomych. Czynnikami podstawowymi była „biała” Rosja reprezentowana przez Armię Ochotniczą gen. Antona Denikina, walcząca na południu Rosji, oraz Rosja „czerwona” ze swoimi planami światowej rewolucji. Obie nie traktowały Polski podmiotowo. Pierwsza nie dopuszczała koncesji terytorialnych, druga traktowała nas jako pomost do przerzucenia rewolucji na Zachód Europy.
Była też i „trzecia” Rosja, demokratyczna, reprezentowana przez znanych rewolucjonistów Borisa Sawinkowa, Fiodora Rodiczewa, Nikołaja Czajkowskiego i Dymitra Mereżkowskiego. Ta była w stanie uznać niepodległość Rzeczypospolitej i szukała jej współdziałania, ale była też najsłabsza z wymienionych. Tak jak karta białoruska była dla polityki federacyjnej Piłsudskiego ostatnim asem w rękawie, tak Sawinkow był ostatnim atutem na wypadek załamania polityki wobec dwóch głównych nurtów rosyjskiego życia politycznego.
[srodtytul]Między „białymi” i „czerwonymi”[/srodtytul]
Najmniej zaufania żywił Piłsudski wobec „białych” i niewiele się po nich spodziewał, jakkolwiek do współpracy z tym nurtem namawiali go najpierw Anglicy, a potem także i Francuzi. W lecie 1919 roku, w czasie największych powodzeń „białej” armii gen. Antona Denikina, przyjechał do Warszawy generał Tom Briggs, szef angielskiej misji wojskowej przy Denikinie. Gen. Carton de Wiart, który był brytyjskim attache wojskowym w Warszawie, zaprowadził go do Belwederu. Briggs starał się namówić Piłsudskiego do współdziałania z Denikinem, lecz Piłsudski nie dawał się wciągnąć w tę rozmowę. Po wyjściu Briggsa Piłsudski powiedział Cartonowi de Wiartowi, że pochód Denikina nie uda się i że będzie on odrzucony do Morza Czarnego. To wówczas wydawało się kompletną fantazją, lecz Carton de Wiart zaraportował opinię Piłsudskiego do Ministerstwa Wojny w Londynie. Gdy wkrótce potem sam Carton de Wiart przyjechał do Londynu, sekretarz wojny Winston Churchill zaprosił go na lunch i znowu polecił mu skłonić Piłsudskiego do współdziałania z Denikinem. Tam po raz kolejny de Wiart powtórzył opinię Piłsudskiego.
Po kilku tygodniach Denikin był w pełnym odwrocie w kierunku Morza Czarnego.
[i][Carton de Wiart, Happy Odyssey. The Memoirs, London 1951, s. 117 – 119.][/i]
Sondowanie intencji bolszewików odbywało się pod płaszczykiem rozmów Czerwonego Krzyża o wymianie jeńców i uciekinierów. Na przełomie lipca i sierpnia 1919 roku odbyły się wstępne rozmowy w Baranowiczach, które prowadzili ze strony polskiej Aleksander Więckowski i Michał Kossakowski, z sowieckiej – Julian Marchlewski. Po paru dniach polscy delegaci złożyli sprawozdanie w Belwederze. Jak wspomina Kossakowski, „zapalił się Naczelnik, gdy mówił o naszym braku wiary we własne siły, o naszej trwodze, nieustannym strachu, czy ktoś się nie zagniewa, czy komuś się nie narazimy. Tak polityki prowadzić nie można. Jak to, mamy takie nieocenione chwile, taką wspaniałą okazję dokonania na Wschodzie wielkich rzeczy, zajęcia miejsca Rosji, tylko z odmiennymi hasłami, i wahamy się. Boimy się dokonać czynów śmiałych, choćby wbrew koalicji, podczas gdy tą drogą możemy sobie dać radę wobec takich wrogów, jakim jest Republika Sowiecka. Potrzeba nam więcej wiary w nasze siły i więcej odwagi, inaczej zginiemy i nie zdołamy spełnić naszego zadania – odgraniczyć Polskę od wrogów, żeby mogła wielkość swą wypisać nie drogą rewolucji i strasznych eksperymentów Wschodu, lecz drogą ewolucji”. W końcu Piłsudski powierzył obu zorganizowanie zjazdu Czerwonych Krzyży polskiego i sowieckiego.
[i][M. Kossakowski, Diariusz, Biblioteka Narodowa w Warszawie, akc. 6797; A. Nowak, Polska i Trzy Rosje. Studium polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego (do kwietnia 1920 roku), Kraków 2001, s. 323 – 326.][/i]
2 listopada 1919 roku Piłsudski udzielił instrukcji kpt. Ignacemu Boernerowi udającemu się do Mikaszewicz. Nakazał zakomunikować Marchlewskiemu, że nie wyda rozkazu posuwania się poza linię zajmowaną w chwili obecnej. Proponuje utworzenie neutralnej strefy o szerokości 10 km i żąda przerwania komunistycznej propagandy, nieatakowania Petlury przez bolszewików i oddania Dyneburga Łotwie. Poza tym Boerner miał od siebie zakomunikować Marchlewskiemu, że Polska nie chce być żandarmem Europy. Podtrzymywanie Denikina w walce z bolszewikami nie może być naszą racją stanu, a polskie uderzenie na Mozyrz mogłoby pomóc Denikinowi, możliwe nawet, że w decydujący sposób. Lecz Polacy tego nie dokonali.
[srodtytul]Polacy muszą bolszewików „trzasnąć po łapach”[/srodtytul]
Bolszewicy liczyli na niemożność porozumienia się Polaków z Denikinem i ani myśleli pozostawić Ukrainę w spokoju. Rozmowy w Mikaszewiczach traktowali jako zyskanie na czasie w celu przygotowania się do walnej rozprawy. Chodziło im o przeniesienie rewolucji na Zachód, czemu Polska stała na przeszkodzie. Piłsudski był tego świadom. Mówił o tym w połowie grudnia 1919 roku do Bogusława Miedzińskiego. Uważał, że nie należy przeceniać Trockiego, który jest raczej typem zawodowego agitatora niż przywódcy i organizatora. „Człowiekiem naprawdę groźnym jest Lenin. Lenin jest człowiekiem przebiegłym i przy całym swoim marksizmie niezwykle elastycznym, potrafi iść na przejściowe kompromisy, umie się cofać, umie czekać. Wydaje się, że Lenin wybrał drogę rozprawienia się z „białymi” i wewnętrznego urządzenia Rosji, a potem dopiero szukania szansy dla rewolucji światowej. Polska więc musi się przygotować do „trzaśnięcia po łapach” w najkrótszym czasie, dopóki łapy te są jeszcze słabe. W ostatnim półroczu dużo się zmieniło i Zachód zaczyna się przyzwyczajać, że Polska może być siłą wykonawczą wspólnej polityki na Wschodzie Europy, a nie kłopotem i ciężarem. Ale jeśli chodzi o akcję na Rosję, „sam pan Lloyd George gotów jest pobłogosławić mnie do marszu na Moskwę”. Tylko to już należy pozostawić Piłsudskiemu. Może mógłby on pójść za pięć czy sześć miesięcy na Moskwę i wypędzić bolszewików. I co potem? Wszyscy w Czerwonej Armii znają strategię Kutuzowa. […] Nie przez Moskwę droga. Bolszewików trzeba pobić i to niedługo, póki jeszcze nie są silni, i „sprać ich tak, aby ruski miesiąc popamiętali”. Czuły ich punkt to nie Moskwa, lecz Kijów – Ukraina. Bez Ukrainy Rosja będzie zagrożona głodem, a groźby niepodległej Ukrainy nie będą mogli zaryzykować i będą musieli pójść na walną rozprawę”.
[i][B. Miedziński, Wspomnienia, mps, s. 588 – 590, dodatek 4, s. 34 – 39][/i]
Wciąż jednak szukał Piłsudski zrozumienia na Zachodzie. Na przełomie lat 1919/1920 sondaż ministra Stanisława Patka w Paryżu i Londynie nie wypadł pomyślnie. Anglia i Francja, a także Stany Zjednoczone (w lutym 1920 r.) uchyliły się od żyrowania jakiejkolwiek polityki polskiej w stosunku do Rosji. Nieoficjalnie jednak namawiano Piłsudskiego do współpracy z Denikinem. Ten jednak w liście do Piłsudskiego z 29 listopada 1919 roku gniewnie wyrzucał, iż Rosja zapamięta, kto był jej przyjacielem w czasie próby.
[i][List A. Denikina do J. Piłsudskiego z 29 listopada 1919, w: Janusz Cisek, Sąsiedzi wobec wojny 1920 roku, Londyn 1990, s. 42 – 43][/i]
Denikin oczekiwał zajmowania terytoriów poza Bugiem w imieniu swego rządu, zaprowadzania administracji rosyjskiej, a także prawa wybierania rekruta do swej armii. Anglicy przymykali na to oczy, co potwierdziła wizyta wysłannika rządu angielskiego do kwatery Denikina Halforda Mackindera w Warszawie
(15 grudnia 1919 r.). Piłsudski powiedział mu, że Polska nie może obecnie zawrzeć pokoju z bolszewikami, gdyż to byłoby jedynie zawieszeniem broni. Nie wierzy żadnym zapewnieniom Sowietów. Sprawę wschodnich granic pozostawia plebiscytowi na tych ziemiach. Anglicy chcieli doprowadzić do współdziałania z Denikinem, ale za cenę cofnięcia przez nas poparcia dla niepodległościowych aspiracji Ukrainy. Planowali spotkanie Piłsudskiego i Denikina w Warnie, a w lutym 1920 roku wyjazd Denikina incognito do Czerniowiec na rozmowy z Naczelnikiem. Żaden z wymienionych projektów nie został zrealizowany.
[srodtytul]Stawia na „trzecią” Rosję[/srodtytul]
Możliwość zajęcia przez Rzeczpospolitą miejsca Rosji na wschodzie Europy pokazywała śmiałość koncepcji Piłsudskiego, ale i onieśmielała, na domowym i międzynarodowym podwórku. Dlatego też wdrożenie tych planów musiało się rozstrzygnąć w klasycznym pojedynku dwóch rywali rozegranym na scenie rozpostartej od Bałtyku po Morze Czarne. Istotnie, od przełomu lat 1919/1920 polski wywiad notował przybycie nowych jednostek, które bolszewicy ściągali z frontu przeciwko Denikinowi. Oferty rozpoczęcia rozmów o zawieszeniu broni roztaczali na użytek propagandowy, po raz pierwszy 28 grudnia 1919 roku, kolejny raz w styczniu 1920 roku. Piłsudski świadom był, iż jest to gra na czas, i sam poszukiwał sojuszników. Obok Ukrainy postawił na tak zwaną trzecią Rosję.
16 stycznia 1920 roku odbył trzygodzinną rozmowę z Sawinkowem i Czajkowskim, delegatami Komitetu Narodowego Rosyjskiego. Piłsudski wyraził gotowość udzielenia pomocy siłom antybolszewickim, jeśli powstanie w Rosji rząd demokratyczny, który będzie dążył do „mądrej odbudowy państwa”. Rosja powinna zrezygnować z granicy 1914 roku, a Polska z 1772. Na terytorium Litwy i Białorusi muszą się odbyć plebiscyty pod kontrolą komisji alianckiej. Piłsudski wyraził także zgodę na formowanie w Polsce oddziałów rosyjskich, które wezmą udział w wojnie przeciwko bolszewikom.
Jeśli kwestia granic wschodnich na terenie Małopolski Wschodniej nie wywołała zastrzeżeń ze strony Sawinkowa i Czajkowskiego, to jednak przypuszczali oni, że sprawa Wileńszczyzny i Wołynia będzie trudna do przyjęcia przez prawicowe grupy rosyjskie. A samodzielność Ukrainy wywołałaby największe trudności. Grupy te stały na stanowisku, że Ukraina musi pozostać w ścisłej unii z Rosją, może co najwyżej otrzymać autonomię narodową i kulturalną.
Piłsudski potwierdził, że odrzuca kwestionowanie praw Polski do Wileńszczyzny i Wołynia, i przypomniał swą odezwę wileńską z 1919 roku. Nie zamierzał też zmieniać swego stanowiska w sprawie niepodległości Ukrainy. Sawinkow i Czajkowski obiecali postarać się, by przełamać opory prawicowego skrzydła ich obozu i emigracji w Paryżu.
[i][B. Miedziński, Wspominając Sawinkowa, „Zeszyty Historyczne”, nr 32, Paryż 1975; A. Juzwenko, Polska a „biała” Rosja (od listopada 1918 do kwietnia 1920), Wrocław 1973, s. 254 – 256; J. Cisek, Sąsiedzi wobec wojny 1920 roku, Londyn 1990, s. 92 nn.; A. Nowak, Polska i trzy Rosje. Studium polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego (do kwietnia 1920 roku), Kraków 2001, s. 466 nn.][/i]
18 stycznia odbyła się kolejna rozmowa z Sawinkowem i Czajkowskim, po której obaj politycy udali się do Paryża i Londynu, gdzie poszukiwali poparcia dla idei współpracy rosyjsko-polskiej skierowanej przeciwko bolszewikom. Te rozmowy pokazały, że są Rosjanie gotowi do kompromisu. Piłsudski dał im zielone światło do rozbudowy ich Komitetu w Warszawie, a z czasem i dla formowania oddziałów rosyjskich, które rekrutowały się z jeńców i uciekinierów z frontu.
[srodtytul]„Francja, Anglia mogą czekać, kombinować...”[/srodtytul]
Pod koniec stycznia 1920 roku stawało się coraz bardziej oczywiste, że zbliża się czas rozprawy zbrojnej z bolszewikami. W kolejnej rozmowie z Miedzińskim Piłsudski przeanalizował swoje opcje. „W tej chwili w Rosji jest głód, nędza i bałagan, toteż Lenin będzie bardzo pokojowy i hojny. Gotów jest częstować nas Mińskiem czy Kamieńcem Podolskim. Ale to jest „pieredyszka”. Lenin potrzebuje jeszcze kilku lat. Jest on wierny jednemu z najbardziej dziwacznych i wątpliwych dogmatów Marksa – dyktaturze proletariatu. Czy Lenin w to wierzy, czy nie, będzie jednak to stosował, bo to jest taktycznie mu dogodne. Jeśli do tego dodać kierownictwo z góry, będziemy mieli do czynienia w Rosji po prostu z dyktaturą personalną Lenina. Czas będzie grał na rzecz Lenina, a nie na naszą. Toteż nie mamy wiele czasu, nie więcej niż rok lub półtora, kiedy przewaga jest jeszcze po naszej stronie. Lenin jest zajęty „białymi”, „zielonymi” i doprowadzeniem kraju do ekonomicznej produkcji. Teraz nasze siły stale się polepszają. Największą troską […] jest to, w jaki sposób doprowadzić do przyjęcia walnej rozprawy z Leninem, zanim on będzie do niej gotów”.
[i][B. Miedziński, Wspomnienia, mps, dodatek, s. 41 – 50.][/i]
Mając świadomość nadciągającej burzy, zainicjował ofensywę medialną. Udzielił wywiadu korespondentowi dziennika paryskiego „Echo de Paris”, ogłoszonego 12 lutego. Stwierdził, że „Francja, Anglia mogą czekać, kombinować, Polacy zaś są bezpośrednimi sąsiadami Rosji. Musimy się zdecydować na pokój lub wojnę. Nie możemy dłużej czekać”. Skrytykował stan armii bolszewickiej, której nie uważa za bardzo groźną dla Polski. Mówiąc o Litwie, Białorusi i Ukrainie, stwierdził: „Wola krajów, przez nas okupowanych, jest dla mnie jedynym czynnikiem decydującym. Za nic w świecie nie chciałbym, żeby Polska posiadała wielkie przestrzenie, zamieszkane przez ludność wrogo usposobioną […]. Na bagnetach niesiemy tym krajom wolność bez zastrzeżeń […]. Przyniesienie wolności ludom, z nami sąsiadującym, będzie chlubą mego życia jako męża stanu i żołnierza”.
[i][Pisma Zbiorowe, t. V, 145 – 147.][/i]
15 lutego 1920 roku w wywiadzie dla paryskiego „Matina” powiedział: „Polska proponuje koalicji swą pomoc w ciężkim zadaniu […]. Opracowujemy więc obecnie plan mający na celu stworzenie legalnego stanu rzeczy na wschodzie Europy. Na wpływy bolszewickie Polska jest najzupełniej odporna. Nie trzeba, żeby strach przed bolszewikami stał się pretekstem do tego, żeby nic nie robić”.
[i][Pisma Zbiorowe, t. V, 148 – 149.][/i]
[srodtytul]Plan kampanii ukraińskiej[/srodtytul]
Na początku grudnia 1919 roku rozpoczęła w Warszawie pracę Sekcja Wojskowa Ukraińskiej Misji Dyplomatycznej w Polsce. Opracowano wytyczne, które 26 lutego wręczone zostały Józefowi Piłsudskiemu. Ten obiecał ścisłą współpracę. W tym samym czasie odbywała się w Warszawie konferencja państw bałtyckich sąsiadujących z Rosją (Finlandia, Estonia i Łotwa). Piłsudski wyjaśnił, iż nie chciał wszczynać rokowań pokojowych z Rosją, nie znając zdania tych państw. Mógł liczyć na przychylność Łotwy, która dzięki wojskom polskim odzyskała w styczniu 1920 roku Dyneburg, niechętna pozostawała Litwa, wyczekujące stanowisko zajęły Estonia i Finlandia. Wszystkie te państwa obawiały się bolszewików i oczekiwały współdziałania Rzeczypospolitej. Obawiały się jednak formalizowania tych oczekiwań.
[i][Pisma, V, 149 – 152; P. Łossowski, Stosunki polsko-estońskie, 1918 – 1939, Gdańsk 1992, s. 15 – 18.][/i]
Nadciągająca wiosna umożliwiła podjęcie ważnej z punktu wojskowego akcji zbrojnej. Między 5 a 7 marca wojska polskie opanowały ważne węzły kolejowe Mozyrz i Kalenkowicze, co odseparowało armie bolszewickie frontu południowego (na południe od Prypeci) od armii frontu północnego.
27 marca Polska odpowiedziała na noty bolszewickie, proponując zacząć rokowania 10 kwietnia w Borysowie, gdzie obowiązywać będzie lokalne zawieszenie broni. Bolszewicy zgodzili się na datę, lecz nie zgodzili się na Borysów, proponując szereg innych miast. Nie zgodzili się także na lokalne zawieszenie, lecz pragnęli rozszerzenia go na cały front, na co Piłsudski się nie zgodził. Nie chciał bowiem krępować możliwości operacyjnych wojsk polskich wobec stałego zasilania frontu sowieckiego przez nowe jednostki. Gdy 1 stycznia 1920 roku na froncie polskim były zaledwie cztery dywizje sowieckie i jedna brygada, to 1 kwietnia siły te wzrosły do 14 dywizji i trzech brygad, a w przededniu wyprawy kijowskiej do 20 dywizji i pięciu brygad.
[i][W. Jędrzejewicz, Rokowania borysowskie w 1920 roku, „Niepodległość”, t. III, Londyn 1951, s. 53 – 54.][/i]
W planie strategicznym Piłsudskiego leżało szybkie rozprawienie się z Armią Czerwoną na froncie południowym i po jej rozbiciu przesunięcie wojsk polskich na front północny, skąd, jak przypuszczał, mogło wyjść główne uderzenie bolszewików. Bieg swych myśli Piłsudski streścił po wojnie w rozmowie z prezydentem Mościckim: – Przede wszystkim przygotowanie ofensywy bolszewickiej na całej rozciągłości frontu było dla Polski groźne, chodziło mu więc o to, aby pokrzyżować plany sowieckie przez zaskoczenie ich uderzeniem polskim. Przewidywał różne ewentualności, od najlepszych do najgorszych. Gdyby mu się udała największa dywersja, jaką byłoby utworzenie niepodległego państwa ukraińskiego, to spodziewał się przez uderzenie na południe spowodować przesunięcie sił bolszewickich z północy i odciążenie tym samym naszego frontu północnego. Chciał przy tym zniszczyć możliwie wielką część sił bolszewickich. Przewidywał również najgorszą możliwość, a mianowicie, że nieprzyjaciel, unikając spotkania, wycofa się bez walki na lewy brzeg Dniepru. Nawet i tę najgorszą ewentualność uważał przez ujęcie inicjatywy przez Polaków za lepsze wyjście, aniżeli bierne wyczekiwanie na uderzenie bolszewików.
[i][I. Mościcki, Autobiografia, „Niepodległość”, t. XIII, Nowy Jork 1980, s. 52 – 54.][/i]
[srodtytul]Pułk go pokochał miłością absolutną...[/srodtytul]
17 kwietnia Piłsudski wydał rozkaz uderzenia na Wołyniu i Podolu z zadaniem rozbicia XII Armii sowieckiej i stojącej przed naszym frontem części XIV Armii. Zatrzymał dla siebie kierownictwo nad całością operacji. Jak wspomina gen. Julian Stachiewicz, szef oddziału operacyjnego sztabu ścisłego naczelnego wodza, „cały plan operacji i jej przygotowanie były osobistym dziełem Naczelnego Wodza; do współpracy przy jej układaniu nie był powołany żaden z dowódców armii”.
[i][J. Stachiewicz, Działania zaczepne 3. Armii na Ukrainie. Studia operacyjne do wojny 1920, t. I, Warszawa 1930, s. 16.][/i]
21 kwietnia podpisano umowę polsko-ukraińską, w której rząd polski uznał prawa Ukrainy do samodzielnego życia państwowego i rząd Ukraińskiej Republiki Ludowej z atamanem Petlurą na czele. Umowa ustalała granicę między Polską a Ukrainą: rzeka Zbrucz, linia na wschód od Równego i Sarn i dalej na wschód rzeką Prypeć. W tym samym czasie przygotowano odezwę do narodu ukraińskiego, oraz konwencję wojskową. Ta ostatnia została podpisana 24 kwietnia 1920 roku, a to oznaczało, że moment wystąpienia jest bliski. Piłsudski był od 21 kwietnia w sztabie naczelnego wodza, który zorganizowano w Równem. Początek ofensywy na Kijów przewidziano na 25 kwietnia.
Moment rozpoczęcia ofensywy wspomina Franciszek Skibiński: „Przy końcu kwietnia jechałem przed świtem w szpicy pierwszej pułkowej czaty. Nocny mrok jeszcze się nie rozjaśnił, przed mostem na Słuczy stała grupka ludzi. Schyliłem się na Minasa, dużego konia pełnej krwi, żeby zobaczyć, kto to taki, a tam – nastroszone brwi, opadający wąs, maciejówka. Marszałek wypuszczał swoje wojsko na Koziatyń. Dałem komendę: – Baczność! Na prawo patrz! A on tylko: – Jazda, chłopcy, jazda!
Tym kupił nasz »biały« pułk, który go nie kochał. Znaliśmy jego rewolucyjną przeszłość, wiedzieliśmy, że należał do ścisłego kierownictwa PPS. Był dla nas »czerwonym« facetem. W moim słynnym pułku ułanów jazłowieckich służyła wówczas głównie młodzież inteligencka ziemiańskiego pochodzenia, a dowódcami byli po równie sławnym Konstantym Plisowskim pułkownik hrabia Wielopolski, a następnym Kocio hrabia Przeździecki. Dowódcą jednego szwadronu był baron, a drugiego kniaź. Ale oczywiście o żadnym działaniu »przeciwko« nie mogło być mowy. Polska była najważniejsza, on był Naczelnikiem Państwa, a my mieliśmy robić co do nas należy, czyli słuchać rozkazów, walczyć, gdy będzie trzeba. Wojsko starało się być apolityczne, a my wyznawaliśmy zasadę: moc huzarska, a służba cesarska.
Piłsudski był po prostu nie nasz, ale od tamtej nocy z 24 na 25 kwietnia pułk go pokochał miłością absolutną. Mógł robić z nami, co chciał. Wojsko wierzyło mu bezgranicznie – mieliśmy przecież wtedy po dwadzieścia lat. Pamiętam, że w 1922 roku, gdy zamordowano prezydenta Narutowicza, młodsi oficerowie naradzali się, czy siadać na koń i jechać na pomoc Dziadkowi. Ostatecznie obyło się bez naszej pomocy”.
[i][F. Skibiński, Historia nie zaczyna się od czerwonej kreski, w: A. Basta, Na stos rzucili. Relacje legionistów, powstańców, ochotników 1920 roku, Warszawa 2000, s. 66 – 67.][/i]
[srodtytul]Mocny cios – wyprawa na Kijów[/srodtytul]
Piłsudski miał swe wojsko, ale już niekoniecznie społeczeństwo. Nie miał też – wyjąwszy Ukraińców Petlury – sojuszników. Cały rok 1919 próbował wdrożyć swoje plany federacyjne, całą wiosnę 1920 roku próbował dodatkowo wysondować opinię Zachodu na ten temat. Do tego równania z kilkoma niewiadomymi wprowadził rzecz jasna także Rosję, a raczej kilka Rosji. Był też czynnik czasu: był świadom, że czas działa na niekorzyść Rzeczypospolitej. Jego upływ pomniejszał nasze szanse na zwycięstwo i wzmacniał reżim bolszewicki w Moskwie. Nakazywał więc szybkie działanie.
Wynik tych wszystkich doświadczeń nie był zachęcający. Paryż i Londyn nie chciały angażować się w wojnę z bolszewikami, szczytem ich politycznej przebiegłości było zakulisowe wspieranie „białych”, także rękoma Piłsudskiego. Mało tego, nie chciały uznać praw Rzeczypospolitej do ziem poza linią Bugu. W warunkach nowoczesnej wojny była to odległość niewiele większa od dwu dni marszu od Warszawy.
Bolszewicy i „biali” nie byli szczerzy w kontaktach z Polską: ani jeden, ani drugi nurt nie był gotowy uznać niepodległości i pretensji terytorialnych Rzeczypospolitej. A czas nakazywał „trzaśnięcie po bolszewickich łapach”, zanim okrzepną. Wiosną 1920 roku mógł to uczynić Piłsudski, posiadając tylko ograniczone instrumentarium. Pozostawał wobec Wschodu osamotniony, a mimo to uznał, że w interesie Rzeczypospolitej konieczne jest wyjście na środek ringu i zadanie decydującego ciosu. Tym ciosem miała być wyprawa na Kijów i odbudowanie niepodległości Ukrainy.
[ramka]List Borysa Sawinkowa do Józefa Piłsudskiego
[b]Samotność "trzeciej Rosji"[/b]Ażeby nalegać na przymierze z Polską wobec istnienia rosyjskiego, chociażby niewielkiego terytorium, chociażby słabej rosyjskiej armii i słabego rządu, trzeba się zdecydować pójść przeciwko silnemu antypolskiemu prądowi z jednej strony i silnemu półbolszewickiemu z drugiej. Ale żeby wejść w układ z Panem wtedy, kiedy nie ma ani rosyjskiego terytorium, ani rosyjskiej armii, ani rosyjskiego rządu, trzeba zawczasu być przygotowanym na gwałtowne i prawie powszechne potępienie.
Naturalnie, że nie należy nadawać zbyt wielkiego znaczenia tego rodzaju nastrojowi. Będzie ono podyktowane przez słabość, kłótnie, małoduszność i rzeczywiście zmieni się przy pierwszych większych Waszych powodzeniach. Ale lekceważyć ich nie można. Osoby, które w tak wyjątkowych okolicznościach pójdą razem z Panem w pierwszym okresie wojny, będą pozbawione podpory w rosyjskim emigracyjnym społeczeństwie.Czy znajdą tę podporę w Rosji, u ludzi znajdujących się obecnie pod władzą bolszewików? Mocno wierzę, że tak.
[i]List Borysa Sawinkowa do naczelnika państwa, Paryż, 29 marca 1920. Instytut Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku, Adiutantura Generalna Naczelnego Wodza, T. 22, t. 1, dok. 3055, mnps. niepag., tłum. z ros.][/i][/ramka]
[i]Janusz Cisek, www.januszcisek.pl jcisek@muzeumwp.pldyrektor Muzeum Wojska Polskiego. W latach 90. dyrektor Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku. Autor m.in. „Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego” (wspólnie z Wacławem Jędrzejewiczem) oraz albumu „Józef Piłsudski”. Profesor w Instytucie Europeistyki UJ[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA