Publicystyka

Kłopoty z „panami talibami”

Mariusz Max Kolonko
Forum, Krzysztof Jarosz KJ Krzysztof Jarosz
Ktoś w Białym Domu chyba zrozumiał, że jeśli którykolwiek z więźniów Guantanamo wypuszczonych na wolność popełni jakiś akt terroru, będzie to koniec prezydenta Obamy
[b][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/05/26/mariusz-max-kolonko-klopoty-z-panami-talibami/]skomentuj na blogu[/link][/b]
W ciągu roku więzienie w Guantanamo będzie zamknięte – zapowiedział Barack Obama podczas wizyty w Europie i dostał owację na stojąco. Niespełna cztery miesiące później prezydent USA od tej decyzji odstąpił. Europejskie, a także i polskie media, które z takim współczuciem pochylały się nad losem torturowanych (jak się powszechnie podaje) w kubańskiej bazie więźniów, starają się teraz jak mogą, aby tę informację przemilczeć. Albo ujawniają ją tonem rozczarowująco-niedowierzającym z podającym w wątpliwość znakiem zapytania: „Czy więzienie Guantanamo będzie zamknięte?”. Tu nie ma znaków zapytania. Zapowiadane przez Obamę na styczeń 2010 roku zamknięcie Guantanamo nie nastąpi. Choć nie dlatego, że europejscy sojusznicy Ameryki umywają ręce w kwestii przyjęcia więźniów.
[srodtytul]Terroryści w ogródku [/srodtytul] Kiedy Obama w styczniu podlizywał się Europie, kongresmeni w Ameryce drapali się po głowach. Oto Bush zbudował to więzienie w 2001 roku, opierając się na opinii prawnej swych doradców, z której wynikało, że amerykańska baza na Kubie nie podlega jurysdykcji sądownictwa Stanów Zjednoczonych. Jednak w 2006 roku Sąd Najwyższy USA tę opinię odrzucił. Uznał, że więźniów Guantanamo obejmuje część przepisów konwencji genewskiej o jeńcach wojennych. Stworzyło to możliwość uwolnienia podejrzanych i zaproszenia terrorystów z Kuby do ogródka pana Smitha w New Jersey. Teraz jednak demokraci i republikanie – choć ci pierwsi mówili wiele o konieczności likwidacji bazy – odmówili Barackowi Obamie sfinansowania tej operacji 80 milionami dolarów. Dlaczego? Pewnie na rok przed wyborami nie chcieli mieć gromady rozwścieczonych Smithów, którzy obawiają się inwazji terrorystów na teren USA. Wygląda też na to, że ktoś w Białym Domu zrozumiał, że jeśli którykolwiek z więźniów Guantanamo wypuszczonych na wolność popełni jakiś akt terroru, będzie to koniec prezydenta Obamy. A prawdopodobieństwo jest spore. Nawet liberalny „New York Times”, który zamieścił ponad 50 artykułów krytykujących Amerykę George'a Busha za Abu Ghraib (więzienie w Iraku), podaje, że co siódmy z 534 więźniów zwolnionych z więzienia na Kubie ponownie dołączył do terrorystów. Przeglądając polskie dzienniki i portale internetowe, trudno jednak większość tych informacji znaleźć. Jest za to mnóstwo uproszczeń i dezinformacji. Jeden z portali ma na przykład całą rubrykę pod tytułem „Guantanamo – baza tortur”. Baza tortur? A cóż to znaczy? Byłem w Guantanamo. Przetrzymywano tam wtedy – w Camp X Ray – ponad 300 więźniów schwytanych na polach bitew w Afganistanie. Każdego wyposażono w Koran, koc, mydło i ręcznik. Przysłany specjalnie z Maryland amerykański imam wzywał więźniów kilka razy dziennie na modlitwę. Byli przesłuchiwani – także w nocy – stale jednak podawali na swój temat sprzeczne informacje. Strzegące ich amerykańskie kobiety w mundurach były przez więźniów notorycznie opluwane – że o bardziej obscenicznych atakach nie wspomnę. Mówiłem wtedy w telewizyjnej relacji – i mogę powtórzyć to dziś – iż tylko dlatego mogłem zobaczyć ich i pozostać przy życiu, że oddzielał mnie od nich potrójny płot i wartownicy uzbrojeni w karabiny M14. [srodtytul]Meczet pod Warszawą[/srodtytul] Guantanamo to piękne miejsce. W porównaniu z więzieniem Supermax w Kolorado, gdzie podejrzani o terroryzm mogliby teraz trafić, to piknik. Na Kubie więźniowie mają czas, by się spotkać, chodzić, biegać, grać w piłkę. W Supermaxie, gdzie siedzi słynny terrorysta Ted Kaczynsky (Unabomber), widziałem więźniów zamkniętych w celach przez 23 godziny na dobę. Ich spacer to były dwa kroki do ściany i dwa kroki z powrotem. Przeczytałem na jednym z polskich portali rozmowę z byłym więźniem Guantanamo. Twierdził on, iż cały jego związek z terroryzmem był całkiem niewinny. Przyszedł do niego „pan talib” z kałasznikowem i pokazał, w jaki sposób ma strzelać. „Pan talib”? Może to był ten sam „pan talib”, który rozstrzeliwał kobiety na afgańskich stadionach? A może to ten „pan talib”, który odcinał ręce mężczyznom za kradzież miski zupy? Albo „pan talib”, który zabronił ludziom w Afganistanie tańczyć na weselach, a dzieciom puszczać latawce i który strzelał z armat do zabytkowych posągów Buddy bamjańskiego, niszcząc je dla świata bezpowrotnie? O to dziennikarz, który przeprowadzał wywiad, nawet nie zapytał. Pocieszam się, że w amerykańskich mediach często nie jest lepiej. Pięciu moich kolegów dziennikarzy, żeby pokazać, jak brutalną torturą jest stosowane przez żołnierzy US Army tzw. podtapianie (waterboarding), przywiązało się do deski i kazało polewać się wodą. Szkoda tylko, że afgańscy dziennikarze, dla udowodnienia swoich tez, nie kwapią się do obcinania sobie głów... Jeśli rzeczywiście tak bardzo jesteśmy przejęci tym, co złego zrobili więźniom w Guantanamo Amerykanie, to przyjmijmy tych więźniów. Wybawmy ich. 240 więźniów, z którymi świat nie wie, co zrobić... Przyjmują ich Polacy! Jaki gest! Niech zamieszkają gdzieś pod Warszawą, niech tam zbudują sobie meczet i strzelnicę. Jeszcze lepiej: zaproponujmy Obamie, by wykupił u nas dla nich miejsce. Może po 5 milionów dolarów za głowę. Myślicie, że Obama nie da? Dał na usuwanie tatuaży więźniom w Kalifornii i na rozbudowę parków rozrywki na Florydzie. Kupił bankrutujące banki i upadające koncerny samochodowe. Dlaczego więc nie miałby dać na tak szczytny cel? A Kongres taki akurat wydatek chętnie zaakceptuje – byle zamknąć Guantanamo i pozbyć się kłopotu z „panami talibami”. [ramka] Autor jest dziennikarzem, byłym korespondentem TVP i TVN w USA. Publicysta, prezenter i producent telewizyjny. W Stanach Zjednoczonych od 1988 roku [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL