Wiadomości

Wielu endeków pomagało Żydom

Fotorzepa, Dominik Pisarek Dominik Pisarek
Nie ma wątpliwości, że aby ratować Żydów w okupowanej Polsce, trzeba było mieć cnoty heroiczne – mówi polityk i dyplomata w rozmowie z "Rz".
[b]Rz: Czy, jak twierdzą niektórzy, „przesyceni endecką i katolicką propagandą” Polacy pomagali Niemcom w dokonaniu Holokaustu?[/b]
Absurd! Niemal wszyscy dzielni ludzie, którzy wykazali tak wiele poświęcenia i ofiarności w ratowaniu Żydów, byli ochrzczeni. Byli członkami Kościoła katolickiego. Wielu z nich było ludźmi nie tylko wierzącymi, ale i praktykującymi. Jeżeli zaś chodzi o endeków, to miałem i mam wielu przyjaciół wywodzących się z obozu narodowego. Na przykład Wiesława Chrzanowskiego, Aleksandra Halla czy Stefana Niesiołowskiego. To ludzie szlachetni, niemający nic wspólnego z antysemityzmem. Również w mojej szkole przed wojną wśród nauczycieli było wielu endeków i jakoś nie wychowali mnie na antysemitę. [b]Wielu endeków podczas wojny chyba zmieniło swoje poglądy?[/b]
Oczywiście! Wielu ludzi z tego środowiska – podobnie jak ze środowiska ziemiańskiego, które było bardzo proendeckie i bliskie Kościołowi – pomagało swoim żydowskim sąsiadom. I to, że przed wojną najbardziej radykalna część obozu narodowego głosiła antysemicką demagogię, nie miało wielkiego znaczenia. Zresztą nie wszyscy endecy tak myśleli. Przecież tacy ludzie, jak profesor Władysław Konopczyński czy profesor Stanisław Pigoń, takich rzeczy nie pisali. [b]A jak to wyglądało podczas wojny?[/b] Te tendencje się uspokoiły. Endecy doszli do wniosku, że nawet jeżeli przed wojną nie lubili się z Żydami, to teraz należy te resentymenty odłożyć na bok. Żydzi stali się bowiem celem brutalnych ataków bezwzględnego i okrutnego okupanta, który wcześniej dokonał akcji likwidacyjnej polskiej inteligencji na Pomorzu czy w Gdańsku, okupanta, który niszczył polski Kościół i stworzył obóz w Auschwitz – najpierw przeznaczony do wyniszczania Polaków. To miało wielki wpływ na stosunek Polaków do Żydów i wielu endeków zmieniło swoje poglądy. Gdy na terenach okupowanej Polski zaczął się Holokaust, nie spotkało się to z poparciem okupowanego narodu. Oczywiście znalazły się jednostki, które myślały inaczej. Ale tacy ludzie znajdą się zawsze. Także dziś są ludzie, którzy cieszą się z cudzego nieszczęścia. Do tego wcale nie trzeba być endekiem. [b]Czyli polski naród podczas wojny zdał egzamin solidarności z Żydami?[/b] Przed wojną Polaków były 22 miliony. Z tego 11 milionów to dzieci. Zostaje nam więc 11 milionów dorosłych ludzi, z których znaczna część uciekła z Polski, była prześladowana lub siedziała w obozach. Warunki, w jakich działali Polacy, były bardzo trudne. W tej sytuacji nie powiedziałbym, że to tak bardzo źle, jeżeli na 11 milionów ludzi dokonano tak wiele tysięcy heroicznych czynów. Kościół katolicki w uznaniu heroicznych zasług beatyfikuje kilka osób co kilka lat. A chodzi przecież o społeczność liczącą miliard ludzi na całym świecie! Nie ma zaś wątpliwości, że aby ratować Żydów w okupowanej Polsce, trzeba było mieć właśnie cnoty heroiczne. [b]Czy łatwiej było uratować Polaka czy Żyda?[/b] Oczywiście, że Polaka! Bo za to nie groziło wymordowanie całej rodziny. Polak nie był obrzezany, Polak niczym się nie różnił od innych Polaków, łatwiej mu było wtopić się w otoczenie. Poza tym ukrywanie Żyda łączyło się z olbrzymimi kłopotami natury logistycznej. To mogło trwać kilka lat, bo nie wiadomo było, kiedy skończy się wojna. Tego człowieka trzeba było przez cały ten czas żywić, leczyć, gdy zachoruje, a gdy umarł – pogrzebać. Wszystko to po kryjomu, ryzykując życie. Bardzo trudno wymagać od ludzi, żeby robili coś takiego dla obcych osób. A przecież w Polsce uratowano wielu Żydów! [b]A co z pogromami?[/b] Oczywiście, że pogromy były. Nie ma co tego ukrywać czy się tego wypierać. Ale przecież to nic dziwnego, że w społeczności liczącej 11 milionów dorosłych ludzi zdarzą się takie karygodne incydenty. To był jednak całkowity margines. Dziś w Polsce też codziennie czyta się o zabójstwach dzieci, konkubentów czy sąsiadów. Ale czy przez to Polacy są narodem morderców? Jedwabne jest faktem, ale przecież w Polsce były tysiące podobnych wsi i osad. Jakoś nic takiego się w nich nie działo. Polacy nie utworzyli państwa Vichy, nie zaciągali się do legionów SS, tak jak Norwegowie, Duńczycy, Holendrzy czy Belgowie. Nie można takich rzeczy porównywać! [b]Czy niepokoją pana głosy dochodzące z Niemiec, które przedstawiają Holokaust jako „projekt europejski”? Według tej tezy Niemcy tylko rzucili iskrę na nasycone antysemityzmem społeczeństwa Europy.[/b] Niemcy nie rzucili żadnej iskry. Niemcy użyli dziesiątków tysięcy wyspecjalizowanych ludzi, którzy wykorzystywali zaawansowane struktury logistyczne, z komorami gazowymi na czele, do eksterminacji całego narodu żydowskiego. Niemcy nie założyli obozów zagłady przy pomocy Polaków. Zakładali je wbrew Polakom. A Polacy siedzieli w nich jako więźniowie. [ramka]Władysław Bartoszewski, polityk, dziennikarz, działacz społeczny i historyk. We wrześniu 1939 r. uczestniczył w cywilnej obronie Warszawy. Od września 1940 r. więzień obozu koncentracyjnego Auschwitz, z którego został zwolniony w kwietniu 1941 dzięki działaniom Polskiego Czerwonego Krzyża. Potem walczył w Armii Krajowej, był działaczem Polskiego Państwa Podziemnego, uczestnikiem powstania warszawskiego. Od września 1942 angażował się w działalność Rady Pomocy Żydom „Żegota”. W 1946 r. aresztowany przez UB pod fałszywym zarzutem szpiegostwa. Skazany na osiem lat więzienia. W wolnej Polsce był dwukrotnie ministrem spraw zagranicznych, jest sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w rządzie Donalda Tuska. Kawaler Orderu Orła Białego, honorowy obywatel Państwa Izrael[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL