Polityka

To nie ja zrobiłem z tego aferę polityczną

Jacek Krawczyk, były prokurator z Katowic, obecnie adwokat
[b]Rz: „Gazeta Wyborcza” napisała, że zeznał pan w prokuraturze, iż ktoś podrobił pański podpis pod postanowieniem o wszczęciu postępowania, w którym pojawiło się nazwisko Blidy.[/b]
Jacek Krawczyk: Wówczas odmówiłem rozmowy. Tymczasem oni napisali, że ja twierdziłem, iż ktoś podrobił mój podpis. [b]Napisali, że pan tak zeznał.[/b]
W zeznaniach mówiłem tylko o tym, że podpis pod rękopiśmiennym projektem postanowienia i pod samym postanowieniem nie jest mój. [b]Czyli nie powiedział pan śledczym, że podrobiono pański podpis?[/b] Nie. Nic takiego nie mówiłem. Podczas zeznań nawet zastanawiałem się, czy ten zygzak przy podpisie to nie jest tzw. wuzetka, czyli podpis „w zastępstwie”. Do protokołu oświadczyłem jedynie, że postanowienie nie jest napisane moją ręką, a parafka nie jest moją parafką. Przy czym zaznaczam, że nie było to postanowienie w sprawie Barbary Blidy, tylko korupcji funkcjonariuszy publicznych. Wbrew temu, co się pisze, to postanowienie wcale nie skutkowało zatrzymaniem Blidy. To postępowanie szło nie tylko w tym kierunku, a decyzja o zatrzymaniu Blidy zapadła dopiero rok później. [b]Jak pan się dowiedział, że to podpis Jarosława Wilczyńskiego?[/b] Z wtorkowej prasy. [b]Prokurator Wilczyński często podpisywał się za pana? [/b] Wiem, że to się zdarzało również w innych sprawach. Mieliśmy to w zakresach naszych obowiązków, że on zastępuje mnie, a ja jego. [b]Jak to możliwe, że nie rozpoznał pan pisma kolegi?[/b] Ostatni raz charakter pisma Wilczyńskiego widziałem trzy lata temu. Ta „wuzetka” to taki bohomaz. Trudno, bym po upływie takiego czasu pamiętał, jaką parafę miał Wilczyński. Przy czym rękopiśmienny projekt postanowienia przypominał moje pismo. Trzeba było się przyjrzeć, by stwierdzić, że to nie ja pisałem. Do głowy mi nie przyszło wtedy, że mógł to napisać Wilczyński. [b]Skąd więc „Gazeta Wyborcza” wzięła informację o rzekomym fałszerstwie?[/b] Nie wiem. Może było to związane z kolejnością zdarzeń. Nic nie mówiłem o podrobieniu podpisu. Możliwe, że ktoś, kto przekazywał tę informację gazecie, uznał, że skoro podpis nie jest mój, to został podrobiony. To nie ja zrobiłem z tego aferę polityczną. [b]Ale nie protestował pan po tej publikacji.[/b] Dziennikarzom mówiłem jedynie, że to nie mój podpis. Nie przesądzałem, że doszło do fałszerstwa. Mówiłem tylko, że dopiero, kiedy zostanie rozstrzygnięte, kto to napisał, wtedy będzie można mówić, czy było to fałszerstwo. [b]Czy prokurator Wilczyński przekroczył uprawnienia, przygotowując to postanowienie i podpisując je za pana „w zastępstwie”?[/b] Błędem było to na pewno. [b]Uważał pan za słuszną decyzję o wszczęciu postępowania w sprawie Barbary Blidy?[/b] Po decyzji o wyłączeniu tego wątku z innego śledztwa nie było możliwości podjęcia innego postanowienia. [b]Czyli jednak prokurator Wilczyński nie popełnił błędu?[/b] Błędem było jedynie to, że sporządzając rękopiśmienny projekt postanowienia w moim imieniu, nie zaznaczył, że to on przygotował projekt. Nie jest to jednak błąd kardynalny. Nie mam o to do niego pretensji.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL