Moja Emerytura

Bogdan mówi: za mało na Hawaje

Flickr
Dziś mija dziesięć lat od momentu, gdy do otwartych funduszy emerytalnych wpłynęły pierwsze składki Polaków. Obecnie nikt już nie wierzy, że za emeryturę z II filaru będzie co roku spędzał wakacje na Hawajach. To trudna lekcja także dla naszych emerytalnych marzeń
– Pamiętam spotkanie z zarządem ZUS, które się odbyło, zanim dostaliśmy pierwsze składki. Było to późnym wieczorem w kwietniu 1999 r. Tego dnia rozpętała się w Warszawie burza, która spowodowała ograniczenie przesyłu prądu do budynku. Przez 30 minut rozmawialiśmy po ciemku. Przedstawiciele ZUS zapowiadali, że wszystko pójdzie dobrze – wspomina Krzysztof Lutostański, wieloletni prezes Bankowego PTE.
Zmiana systemu emerytalnego była jedną z czterech wielkich reform przeprowadzonych przez gabinet premiera Jerzego Buzka. Składka emerytalna została od tej chwili podzielona. Część wciąż trafia do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (12,22 proc.), a reszta do specjalnych otwartych funduszy emerytalnych (7,3 proc.). Mija dziesięć lat od momentu, gdy do funduszy emerytalnych trafiły pierwsze składki klientów. Natomiast pierwsza wycena wartości jednostek rozrachunkowych, na które przeliczane są wpłacane składki (gdy startowały, ich wartość wynosiła 10 zł), nastąpiła 20 maja 1999 r.
Czy negocjacje po ciemku w ZUS były sygnałem, że mało co pójdzie gładko? Okazało się, że ZUS miał spore opóźnienia w przekazywaniu składek do funduszy, a bessa spowodowała, że w 2008 r. po raz pierwszy zakończyły one rok na minusie. W 1999 r. winny całego zamieszania był system informatyczny tworzony przez firmę Prokom Software. A w ubiegłym roku sprawcą zamieszania okazał się globalny kryzys finansowy wywołany upadkiem rynku nieruchomości w USA. Konkurencja między funduszami emerytalnymi od początku była ostra. Wojna toczyła się na początku na reklamy, później orężem była też siła przekonywania akwizytorów. Kto wynajmie bardziej rozpoznawalnego aktora, czyj film reklamowy o słodkim losie polskiego emeryta lepiej zapadnie w pamięć? Na marketing wydano ogromne pieniądze. Ale w tym czasie narosło wiele mitów, które negatywnie ciążą nad rynkiem funduszy emerytalnych do dziś. Życie pod palmami, czyli nadzieja na wysokie świadczenia z OFE, nigdy nie miało prawa się ziścić. I znów nie udało się niewielkim kosztem wykupić recepty na bogactwo. Od tego roku wypłacane są pierwsze świadczenia z nowego systemu emerytalnego. Ich wysokość z części inwestowanej w II filarze waha się od 15 do niecałych 100 zł miesięcznie. Ta niska kwota wynika z tego, że osoby te krótko oszczędzały w systemie. Z roku na rok kwota ta będzie coraz wyższa. Ale uczy to pokory i warto pamiętać, że pieniądze z OFE to tylko część świadczenia emerytalnego. Zdecydowanie za mało, by co roku wypoczywać na Hawajach. Efektem intensywnych działań marketingowych funduszy była dużo większa liczba osób, które zdecydowały się na OFE, niż spodziewał się rząd. Szacunki mówiły o 3, maksymalnie o 5 mln. Tymczasem ostatecznie do końca 1999 r. do funduszy zapisało się prawie 10 mln Polaków. – Zaskoczeniem było to, że 63 proc. osób, które miały wybór, czy przystąpić do OFE (30 – 50 lat w 1999 r. – red.), na to się zdecydowało. To był duży kredyt zaufania dla systemu emerytalnego – mówi Ewa Lewicka, dziś szefowa Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych, a wcześniej m.in. wiceminister pracy odpowiedzialna za system emerytalny. – Badania pokazywały, że większość Polaków chciała systemu, w którym składka w całości wpływa do OFE – dodaje Rafał Szymczak z agencji Profile, która odpowiadała za kampanię promocyjną całej reformy. Mimo wszystkich błędów OFE okazały się jednak sukcesem. Dzięki swoim aktywom zmieniły polski rynek kapitałowy, bo bez ich pieniędzy zamiast liderem w naszym regionie bylibyśmy jego zaściankiem. Dziś, gdy spadki na giełdzie powodują, że stopa zwrotu OFE jest ujemna, spada na nie lawina krytyki. Zarzuca się im, że opłaty, jakie pobierają, trzeba dostosować (czyli obniżyć) do trwającej od 2007 r. bessy. Polska była nieraz chwalona za system emerytalny wzorowany w dużej mierze na rozwiązaniach wprowadzonych w Ameryce Łacińskiej. – Byliśmy dobrze oceniani, bo w innych krajach nie było takich systemów jak w Polsce. Obecnie w regionie mają je m.in. Rumunia, Bułgaria, Słowacja, Estonia i Łotwa. Na ich tle bywamy już zapóźnieni. Gdy w 2004 r. rozpoczynała się w Polsce dyskusja o multifunduszach (fundusze dostosowane do wieku oszczędzających – red.), była to nowość. Ale my wciąż nie mamy odpowiednich rozwiązań, a inne kraje już takimi dysponują – mówi dr Dariusz Stańko z SGH. Zmiany w prawie w tym zakresie dopiero są przygotowywane.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL