Biznes

Skończyło się na rosyjskiej obietnicy

Wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Gazprom nie zwiększył dostaw gazu do Polski, choć jego szefowie 10 dni temu parafowali kontrakt z PGNiG i obiecali szybkie rozpoczęcie jego realizacji
Jak dowiedziała się "Rz", władze rosyjskiego koncernu nie podpisały jeszcze umowy z Polską, nie zatwierdziła też jego Rada Dyrektorów, zatem umowa na dodatkowe dostawy - ponad miliarda m sześc. gazu dla Polski - pozostaje tylko na papierze. I to pomimo, że władze PGNiG załatwiły wszystkie niezbędne formalności związane z tym dokumentem i uzyskały nawet zgodę Ministra Skarbu. Rosyjski koncern nie wywiązał się więc z obietnicy, jaką jego szefowie dali w czasie rozmów w Moskwie 8 maja. Gaz miał popłynąć od razu po zatwierdzeniu umowy z PGNiG, co miała po stronie rosyjskiej nastąpić w ciągu kilku dni.
A to oznacza, że znów opóźnia się proces napełniania magazynów przed sezonem zimowym. PGNiG powinien to zacząć robić już w kwietniu. Ale nie może, bo nie ma na ten cel paliwa. Wszystko z powodu spółki RosUkrEnergo, z którą polska firma ma umowę na zakup 2,3 mld m sześc. gazu w tym roku. Te ukraińsko rosyjski pośrednik, należący w połowie do Gazpromu, został pozbawiony gazu i od początku roku nie wywiązuje się z umowy z Polską. Natomiast rosyjski potentat - pomimo licznych obietnic - nie chce przejąć zobowiązań RosUkrEnergo. Uzgodnienia poczynione w Moskwie 8 maja, dawały szansę na przynajmniej częściowe uniknięcie problemów zaopatrzeniem tej zimy. Magazyny mogą pomieścić 1,3 mld m sześc. paliwa. Szefowie PGNiG przyznali, że nawet jeśli Gazprom zacznie pompować dodatkowy gaz, to i tak jeszcze do zamknięcia krajowego bilansu brakuje ok. 400-500 mln m sześc.
Polska jest więc w wyjątkowo trudnym położeniu, a każdy tydzień zwłoki opóźnia napełnianie magazynów. Skoro Gazprom nie zatwierdził umowy z PGNiG i nie zaczął dodatkowych dostaw, to niemożliwe są polsko-rosyjskie rozmowy o innych kwestiach dotyczących wieloletniej umowy gazowej. Wiceminister gospodarki Joanna Strzelec - Łobodzińska po powrocie z Moskwy 8 maja zapowiadała, że właśnie dziś czyli 18 maja mogą odbyć się takie dwustronne negocjacje. - Tym samym perspektywa podpisania porozumienia rządowego również jest niedługa - przekonywała wiceminister Strzelec-Łobodzińska. Dziś w Ministerstwie Gospodarki dowiedzieliśmy się, że nie ma nawet terminu spotkania ze stroną rosyjską. Dyskusja o wieloletnim kontrakcie, jaki obowiązuje do 2022 r., ma dotyczyć przede wszystkim stawek za tranzyt rosyjskiego gazu przez terytorium Polski. Gazprom chce, by opłaty za korzystanie z polskiego odcinka rurociągu jamalskiego (biegnącego do Niemiec) były możliwie najniższe. A wpływy z tych opłat stanowią główne źródło przychodów spółki EuRoPol Gaz, która zadłużyła się w związku z budową gazociągu jamalskiego. Z kolei stronie polskiej zależy na tym, by Gazprom zgodził się dostarczać jeszcze przez ok. 5 lat dodatkowe ilości paliwa. Ok. 2014 r. ma być gotowy gazoport, dzięki któremu możliwy będzie import gazu (LNG) statkami od dowolnego producenta czyli spoza Rosji. Od lat Gazprom jest głównym źródłem zaopatrzenia Polski w gaz. Pokrywa teraz ok. połowę popytu sprzedając gaz na podstawie wieloletniego kontraktu. Tylko jedną trzecią surowca PGNiG wydobywa z krajowych złóż. Brakujące - do zamknięcia bilansu - ilości pokrywają Niemcy oraz kolejni pośrednicy w handlu gazem wskazani Polsce przez Gazprom.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL