fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

South Stream przyspiesza?

W obecności premierów Rosji i Włoch Władimira Putina i Silvio Berlusconiego zawarto w piątek w Soczi „kluczowe” – jak to określiła Moskwa – porozumienia w sprawie realizacji projektu gazociągu South Stream, którym gaz z Rosji ma popłynąć na południe Europy
Rosyjski Gazprom i włoski koncern Eni podpisały drugi aneks do listu intencyjnego z 2007 r., dotyczącego budowy gazociągu. Według agencji Interfax dokument przewiduje m.in. dwukrotne zwiększenie przepustowości morskiego odcinka rury.
– Ten projekt to bardzo ważny krok dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego – mówił w Soczi Berlusconi. – Budując gazociąg za miliardy dolarów wiążemy się z odbiorcą, co zapewnia stabilność sytuacji energetycznej – przekonywał z kolei Putin.
Gazprom podpisał też w Soczi porozumienia z serbskim Srbijagas, bułgarskim Bulgarian Energy Holding (BEH) i greckim DESFA o powołaniu spółek joint venture, które zajmą się budową lądowych odcinków South Stream. Trasa gazociągu ma przebiegać po dnie Morza Czarnego do Bułgarii, gdzie podzieli się na dwie nitki: przez Serbię i Węgry do Austrii oraz przez Grecję do Włoch.
– Spotkanie w Soczi nie jest odpowiedzią na rozmowy w Pradze dotyczące budowy gazociągu Nabucco – zarzeka się strona rosyjska. Jednak eksperci widzą bezpośredni związek między aktywizacją Rosji w sprawie południowej trasy, a ożywieniem, które można zaobserwować wokół konkurencyjnego projektu – gazociągu Nabucco – który omijając Rosję miałby przesyłać do Europy gaz z regionu kaspijskiego. – Moskwa chce trochę zaczarować opinię publiczną, ale na razie to wojna przy mikrofonach – przekonuje „Rz” rosyjski ekspert ds. energetycznych Michaił Krutichin.
Nie ulega wątpliwości, że wbrew temu, co twierdzi Moskwa, to właśnie rosnące zaangażowanie Unii Europejskiej w projekt gazociągu Nabucco zmusza Rosję do zwarcia szyków i demonstracji „sukcesów”.
Informacyjnie szarżował w piątek także Gazprom. W rosyjskich media pojawiła się cała seria anonimowych komentarzy ze strony koncernu. – Budowa rurociągów Nord Stream i South Stream wcale nie zagraża bezpieczeństwu energetycznemu w Europie – zapewniały źródła. Ponadto rozmówcy rosyjskich agencji stwierdzili, że Nabucco nie jest dla Rosjan żadnym problemem; ocenili, że za europejskim projektem stoją „siły polityczne zza oceanu” oraz zapewnili, że gazociąg South Stream będzie gotowy do 2016 roku.
– To jest myślenie życzeniowe, które ma sprawiać wrażenie faktów – ocenia Michaił Krutichin. – Nie dajmy się zwariować – mówi. – Co to za dokumenty? One jeszcze nic nie przesądzają. To jest jakiś demonstracyjny krok, ale o prawdziwym starcie projektu można będzie mówić w chwili, kiedy zostanie podpisana decyzja o inwestycji – dodaje, podkreślając, że na razie nie ma nawet zgody wszystkich państw tranzytowych. – Rura przez Morze Czarne ma biec przez strefę ekonomiczną Ukrainy, która nie dała na to zgody – przypomina ekspert.
Moskwa, która oficjalnie „nie ma nic przeciwko Nabucco”, ostentacyjnie pokazuje UE, że jest skuteczniejsza w realizacji swoich projektów i – przede wszystkim – ma dostęp do surowca, którego nie mają jej rywale. – Zanim włoży się miliardy dolarów w rurę i zakopie ją w ziemi, trzeba mieć jasność, skąd weźmie się dla niej gaz – mówił w piątek Putin.
Jak na razie gotowość dostarczania gazu dla Nabucco zadeklarowało Baku, ale Unii nie udało się uzyskać wiążącej deklaracji od żadnego z dostawców z Azji Centralnej. Co więcej, rosyjski premier z pewnością nie omieszka wykorzystać sobotniego spotkania z premierem Turcji Recepem Erdoganem, by zniechęcić go do planów zaangażowania w Nabucco. Na 25 czerwca zaplanowano w Ankarze podpisanie międzyrządowej umowy w sprawie tego projektu między UE, Turcją i Azerbejdżanem.
Dalekie od fazy realizacji są na razie oba projekty. Jednak zdaniem Krutichina, nawet jeśli budowa Południowego Potoku zacznie się szybciej, Europa nie powinna rezygnować z Nabucco. – To jedyna szansa na realną dywersyfikację. Moskwa mówi o dywersyfikacji tras, a nie dostawców. I niezależnie od tego, co mówi Silvio Berlusconi, w Europie mają świadomość, że to są dwie różne rzeczy – wskazuje Krutichin.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA