Koszykówka

Gortat na sto procent, ale Orlando przegrało

NBA: Porażka u siebie 94:95 z Boston Celtics po punktach straconych w ostatniej sekundzie może drogo kosztować zespół Magic.
Obrońcy tytułu wyrównali na 2-2 stan rywalizacji w półfinale Konferencji Wschodniej i odzyskali przewagę własnego parkietu. Piąty mecz odbędzie się w nocy w Bostonie.
Na 11,3 sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry Rashard Lewis rzutami wolnymi dał gospodarzom prowadzenie 94:93. Trener rywali Doc Rivers wziął czas i rozrysował ostatnią akcję. Wszyscy spodziewali się, że decydujący rzut wykona najlepszy strzelec Celtics Paul Pierce (27 pkt) lub Ray Allen. Ten pierwszy otrzymał piłkę, ale gdy spostrzegł, że próbują mu przeszkodzić i Dwight Howard, i Lewis, odegrał do Glena Davisa, który trafił równo z końcową syreną. Marcin Gortat oglądał tę akcję z ławki rezerwowych, a może jego wzrost przydałby się w takiej chwili. Wcześniej niejeden raz zmusił Davisa do niecelnych rzutów.
Polak rozegrał w niedzielę najlepsze ze swoich spotkań w play-off przeciwko Celtics. Przebywał na parkiecie 9 min 32 s, zdobył 8 punktów (4/4 z gry), miał cztery zbiórki, przechwyt i trzy faule. Był piątym strzelcem zespołu za Howardem (23 pkt), Lewisem (22), Hedo Turkoglu i Mickaelem Pietrusem (po 11). W czterech dotychczasowych meczach serii z Bostonem Gortat grał ze stuprocentową skutecznością: trafił wszystkie osiem rzutów z gry i pięć na pięć z wolnych.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL