Historia

Kriegsmarine kontra Royal Navy

Wodowanie „Admirala Grafa Spee”, 30 czerwca 1934 r
Bridgeman Art Library, ARCHIWUM „MÓWIĄ WIEKI”
W odróżnieniu od Niemiec wilhelmińskich Trzecia Rzesza nie forsowała zbrojeń morskich. Zawarty w 1935 roku brytyjsko-niemiecki układ morski przyznał Niemcom prawo do floty wojennej odpowiadającej 35 proc. tonażu floty brytyjskiej i parytet ten był w zasadzie utrzymywany. Bardziej ambitny plan zbrojeń morskich – Plan Z, został zatwierdzony dopiero na początku 1939 roku.
Hitler zapewnił admiralicję niemiecką, że nie należy się spodziewać wojny z Wielką Brytanią w najbliższym czasie. Dlatego 3 września 1939 roku, kiedy rząd brytyjski, wypełniając sojusznicze zobowiązania wobec Polski, wypowiedział Niemcom wojnę, w dowództwie Kriegsmarine zapanowały minorowe nastroje. Admirał Erich Raeder skomentował to ponoć słowami: „Nasza flota wie, jak ginąć z honorem”.
Niemcy zaczynali wojnę z flotą składającą się z dwóch okrętów liniowych, trzech tzw. pancerników kieszonkowych, dwóch ciężkich i sześciu lekkich krążowników, 22 niszczycieli i 52 okrętów podwodnych. Brytyjska Royal Navy była znacznie silniejsza: dysponowała 15 okrętami liniowymi, siedmioma lotniskowcami, 15 ciężkimi i 49 lekkimi krążownikami, 194 niszczycielami i 62 okrętami podwodnymi. U jej boku zaś stała potężna flota francuska: siedem okrętów liniowych, lotniskowiec, siedem ciężkich i 12 lekkich krążowników, 70 niszczycieli i 76 okrętów podwodnych.
Mimo tej dysproporcji sił i wbrew pesymistycznym nastrojom w pierwszej fazie wojny Kriegsmarine odnotowała kilka spektakularnych sukcesów. 17 września okręt podwodny U-29 zatopił u wybrzeży Irlandii brytyjski lotniskowiec „Courageous”, 14 października zaś U-17 wkradł się do bazy Scapa Flow i zatopił pancernik „Royal Oak”. Na korzyść Niemców działało też to, że flota brytyjska musiała rozproszyć siły po wszystkich morzach świata, chroniąc linie komunikacyjne. Uderzenie na te linie było nakazem chwili. [srodtytul]Korsarze rozpoczynają polowanie[/srodtytul] Jeszcze przed wybuchem wojny Niemcy skierowali na Atlantyk dwa pancerniki kieszonkowe: „Admiral Graf Spee” i „Deutschland”. Każdemu towarzyszył statek z paliwem i zapasami. Ponieważ jednak Hitler po przystąpieniu mocarstw zachodnich do wojny liczył, że uda się zawrzeć z nimi pokój po zakończeniu kampanii w Polsce, oba okręty początkowo miały zakaz podejmowania działań ofensywnych. Dopóki nie uderzyły, nie były groźne, ale też same nie były zagrożone, ukrywając się na bezkresnych przestrzeniach oceanu. Zgodę na rozpoczęcie korsarskiej misji otrzymały dopiero po południu 26 września 1939 roku. Rozkazy dla dowódców obu okrętów wydane jeszcze w sierpniu nakazywały im niszczenie żeglugi alianckiej wszelkimi metodami oraz unikanie walki z okrętami wojennymi przeciwnika. W razie wykrycia lub ujawnienia swej obecności niemieckie pancerniki miały szybko zmienić akwen, wywołując wrażenie wszechobecności. Niemieckie dowództwo słusznie zakładało, że zaabsorbuje to spore siły przeciwnika, który nie będzie wiedział, gdzie spodziewać się uderzenia. Rejs „Deutschland” po północnym Atlantyku nie był udany. Jak zauważył ironicznie Winston Churchill, ówczesny pierwszy lord admiralicji, „»Deutsch-land«, którego zadaniem było nękanie naszych kluczowych linii komunikacyjnych wiodących przez północno-zachodni Atlantyk, w sposób dosłowny zinterpretował rozkazy zalecające mu ostrożność. W ciągu dwuipółmiesięcznej wędrówki ani razu nie zbliżył się do żadnego konwoju. W wyniku rozmyślnego unikania kontaktu z siłami brytyjskimi mógł zapisać na swoje konto tylko dwie ofiary, z których jedną był mały statek norweski”. [srodtytul]Zaczepny komandor Hans Langsdorff[/srodtytul] Tymczasem dowódca pancernika „Admiral Graf Spee”, komandor Hans Langsdorff, postanowił na początek zapolować w wybrzeży Ameryki Południowej. 30 września natknął się koło Pernambuco na frachtowiec brytyjski „Clement”. Kapitan „Clementa” w pierwszej chwili uznał okręt wojenny za jednostkę brytyjską i zdążył się nawet przebrać w mundur galowy, ale kiedy zobaczył wysłany z niemieckiego pancernika samolot pokładowy z czarnymi krzyżami, nadał sygnał SOS, podając nazwę i pozycję napastnika, a załodze kazał opuścić statek. Wiedząc, że jest zdemaskowany, Langsdorff kazał nadać sygnał na fali międzynarodowej z prośbą o podjęcie łodzi ratunkowych z „Clementa”. Niemcy pozwolili odpłynąć brytyjskim marynarzom, biorąc na pokład tylko kapitana Harrisa i inżyniera pokładowego. Langsdorff powitał Harrisa słowami: „Bardzo mi przykro, kapitanie, ale muszę zatopić pański statek. Mamy wojnę”. Kapitanowi frachtowca pokazano, niby niechcący, tablicę z nazwą „Admiral Scheer”, a dwa dni później wysadzono go na pokład napotkanego neutralnego statku greckiego. W świat poszła informacja, że na południowym Atlantyku grasuje inny niemiecki pancernik kieszonkowy, a być może dwie takie jednostki. Była to celowa dezinformacja, która miała pogłębić zamieszanie po stronie brytyjskiej. Po zatopieniu „Clementa” pancernik udał się na środek Atlantyku, gdzie posyłał na dno kolejne ofiary: 5 października statek „Hewton Beach”, 7 października – „Ashlea”, 10 października – „Huntsmana” i 22 października – „Trevaniona”. Brytyjczycy dwukrotnie byli bliscy złapania tropu korsarza, ale zmarnowali szanse. „Hewton Beach” nadał sygnał SOS, który odebrał krążownik „Cumberland”. Jego dowódca nie przekazał jednak wiadomości dalej przekonany, że sygnał dotarł także na inne jednostki. Tymczasem admiralicja dowiedziała się o zatopieniu statku wiele dni później. Drugą okazję zaprzepaścił pilot samolotu z lotniskowca „Ark Royal”, który dostrzegł koło Wysp Zielonego Przylądka zbiornikowiec „Altmark” – statek zaopatrzeniowy „Admirala Grafa Spee”. Wywołany statek niemiecki przedstawił się jako amerykański „Delbar”. Zanim ustalono, że to nieprawda, trop się urwał. „Admiral Graf Spee” skierował się na Ocean Indyjski. Tam 15 listopada zatopił u wybrzeży Mozambiku zbiornikowiec „Africa Shell”. Niemcy pozwolili załodze dotrzeć do brzegu kolonii portugalskiej. Dzięki temu wiadomość o obecności korsarza na Oceanie Indyjskim rozeszła się błyskawicznie. Pancernik powrócił tymczasem na Atlantyk, gdzie 2 grudnia zatopił „Doric Star”. Statek zdążył nadać sygnał SOS i powrót korsarza na Atlantyk przestał być dla Brytyjczyków tajemnicą. 3 grudnia jego ofiarą padł statek „Tairoa”, a cztery dni później „Streonshealth”. W sumie „Admiral Graf Spee” zniszczył dziewięć statków o łącznej pojemności 50 tys. BRT. Po tych sukcesach komandor Langsdorff postanowił wrócić do Niemiec. Przedtem jednak chciał zmylić pościg i stworzyć wrażenie, że zamierza wokół przylądka Horn przedostać się na Pacyfik. Dlatego spod brzegów Afryki popłynął na zachód, by zapolować jeszcze u ujścia La Platy. Wyruszył ku swemu przeznaczeniu. [srodtytul]Łowy z nagonką[/srodtytul] Admiralicję brytyjską zaalarmowała wieść o zatopieniu „Clementa”. 5 października rozpoczęło się polowanie na niemiecki okręt. W przedsięwzięcie zaangażowano imponujące siły. Stworzono dziewięć grup pościgowych składających się z 23 wielkich okrętów. Wybrzeży Ameryki Północnej i Indii Zachodnich, czyli Karaibów, strzegła Force F z dwoma ciężkimi krążownikami: „Berwick” i „York”. Force G, mająca w swym składzie dwa ciężkie („Cumberland” i „Exeter”) i dwa lekkie („Ajax” i „Achilles”) krążowniki, patrolowała wschodnie wybrzeża Ameryki Południowej. Ciężki krążownik „Sussex” w ramach Force H pilnował Przylądka Dobrej Nadziei. Na Oceanie Indyjskim działały dwie grupy: Force I z Cejlonu (lotniskowiec „Eagle” oraz krążowniki „Shropshire”, „Cornwall” i „Dorsetshire”) oraz Force J z Adenu (pancernik „Malaya” i lotniskowiec „Glorious”). Force K (pancernik „Renown” i lotniskowiec „Ark Royal”) patrolował odcinek Pernambuco – Freetown. Pancernik „Repulse” i lotniskowiec „Furious” (Force L) osłaniały rejon przemieszczania się konwojów atlantyckich. Ponadto odcinek Pernambuco – Dakar patrolowały dwie mieszane grupy brytyjsko-francuskie: Force X (brytyjski lotniskowiec „Hermes” i dwa krążowniki francuskie) oraz Force Y (francuski pan- cernik „Strasbourg”, krążownik brytyjski i dwa francuskie). Ponadto w każdej chwili można było odwołać eskortujące konwoje na północnym Atlantyku pancerniki „Revenge”, „Resolution” i „Warspite” oraz dwa krążowniki. Oddelegowanie tak dużych sił do pościgu za „Admiral Graf Spee” poważnie osłabiło zarówno strzegącą wybrzeży Wielkiej Brytanii Home Fleet, jak i Flotę Śródziemnomorską. Pamiętajmy ponadto, że działo się to niedługo po zatopieniu pancernika „Royal Oak”, kiedy w obawie przed U-bootami Home Fleet wycofano ze Scapa Flow do baz na zachodnim wybrzeżu Szkocji. W pamiętnikach Winstona Churchilla można odnaleźć ślad obaw, że całe zamieszanie miało na celu odwrócenie uwagi Brytyjczyków i odsłonięcie wschodnich wybrzeży wyspy na desant niemiecki. Ogromna przewaga nie gwarantowała jednak sukcesu, bo odnalezienie niemieckiego korsarza na ogromnych przestrzeniach oceanu przypominało szukanie igły w stogu siana. W tej sytuacji kluczowe było przewidzenie zamiarów przeciwnika. Po zatopieniu „Doric Star” dowodzący Force G komodor Henry Harwood odgadł, że pancernik skieruje się ku ujściu La Platy. Płynąc z prędkością 15 węzłów, powinien tam dotrzeć 13 grudnia. Na podstawie tych wyliczeń rozkazał podległym mu okrętom, by się zebrały 12 grudnia koło ujścia La Platy. Na spotkanie przybyły trzy krążowniki: „Exeter” i „Ajax” oraz obsadzony przez Nowozelandczyków „Achilles”. „Cumberland” znajdował się w rejonie Falklandów i nie miał szans zdążyć na czas. Harwood zdawał sobie sprawę, że jego okręty mogą nie sprostać potężnej artylerii pokładowej niemieckiej jednostki. „Admiral Graf Spee” dysponował sześcioma działami kal. 280 mm, ośmioma kal. 150 mm i sześcioma kal. 105 mm. Jedynie „Exeter” mógł mu przeciwstawić sześć dział kal. 208 mm i osiem kal. 102 mm. Na obu lekkich krążownikach najcięższe działa miały kaliber 152 mm. O przewadze Niemców świadczy porównanie ciężaru pojedynczej salwy: 2200 kg z „Admiral Graf Spee” wobec 1400 kg z trzech okrętów alianckich. Zasięg artylerii niemieckiej wynosił 27 km, podczas gdy donośność najcięższych dział „Exetera” sięgała 24 km, a lekkich krążowników – 21 km. Oznaczało to, że Niemcy mogli bezkarnie zniszczyć wrogie jednostki, jeśli utrzymaliby podczas walki odległość 24 – 27 km. Po stronie brytyjskiej była natomiast przewaga prędkości. „Admiral Graf Spee” mógł rozwinąć maksymalnie 28 węzłów, podczas gdy krążowniki – ponad 32 węzły. W tej sytuacji Harwood ustalił z podległymi mu dowódcami, że w razie napotkania niemieckiego pancernika w nocy wszystkie okręty atakują razem, jeśli zaś do spotkania dojdzie w dzień – rozdzielą się, by atakować go z różnych stron, i będą się starały jak najprędzej skrócić dystans. Trudno było myśleć o zatopieniu przeciwnika – sukcesem Brytyjczyków byłoby uszkodzenie korsarza i zmniejszenie jego możliwości manewrowych. [srodtytul]Salwy u ujścia La Platy[/srodtytul] W środę,13 grudnia 1939 roku, o godz. 6 na niemieckim pancerniku zauważono dym na horyzoncie. Komandor Langsdorff nakazał zbliżyć się do niego. Okazało się potem, że był to francuski statek „Formose”. Nie odegrał on w nadciągającej bitwie żadnej roli poza tym, że przypadkiem stał się katalizatorem spotkania. W trakcie zbliżania się do Francuza Niemcy dostrzegli maszty okrętów wojennych. Langsdorff zidentyfikował je jako krążownik i dwa niszczyciele eskortujące konwój i wydał rozkaz ataku. O godz. 6.08 komodor Harwood dowodzący zespołem brytyjskim z pokładu „Ajaksa” otrzymał meldunek o dostrzeżeniu dymu na widnokręgu. Wysłany na rekonesans „Exeter” zameldował wkrótce, że to najprawdopodobniej pancernik kieszonkowy. Harwood również zarządził atak. W pierwszej fazie bitwy „Admiral Graf Spee” płynął na południowy wschód. Oba lekkie krążowniki miały okrążyć niemiecki pancernik od wschodu, a „Exeter” od zachodu. O godz. 6.14 rozpoczęła się wymiana ognia. Najpierw zaczęli strzelać Niemcy, dwie minuty później odpowiedziały im okręty brytyjskie. Pociski „Ajaksa” i „Achillesa” nie trafiały wprawdzie w niemiecki pancernik, ale ich wybuchy uświadomiły komandorowi Langsdorffowi, że nie mogą pochodzić z niszczycieli i że grubo się pomylił w ocenie siły zespołu brytyjskiego. Niemiecki dowódca zrobił to, czego rozkazy mu zabraniały – wszczął walkę z silnym zespołem okrętów wojennych. Ale skoro mleko już się rozlało, postanowił skoncentrować ogień na najgroźniejszym przeciwniku – „Exeterze”. Skutki ostrzału niemieckiego były dla „Exetera” poważne. Wyłączono z akcji jedną z trzech wież artyleryjskich. Pocisk trafił w pomost bojowy, zabijając wszystkich znajdujących się tam oficerów i marynarzy poza dowódcą okrętu komandorem F. S. Bellem i jednym z nawigatorów. Mimo to brytyjski krążownik dzielnie się odgryzał, uzyskując kilka trafień. Z drugiej strony „Admiral Graf Spee” był ostrzeliwany przez podchodzące coraz bliżej i bezkarne w tej fazie bitwy lekkie krążowniki. O 6.30 niemiecki pancernik rozdzielił artylerię i zaczął strzelać na obie burty. Zapewne uratowało to „Exetera”, który wkrótce potem oddał w kierunku nieprzyjaciela salwę torpedową. Niemiecki okręt uchylił się od tego ataku, a o godz. 6.36 postawił zasłonę dymną i zawrócił na zachód. W tym czasie „Exeter” utracił uszkodzoną drugą wieżę artyleryjską. Przez kolejnych kilkadziesiąt minut niemiecki pancernik kilkakrotnie stawiał zasłony dymne, próbując oderwać się od przeciwnika, ale Brytyjczycy dzięki wodnosamolotom, katapultowanym z lekkich krążowników, ani na chwilę nie stracili go z oczu. O 7.10 lekkie krążowniki raz jeszcze zbliżyły się do przeciwnika, ale Niemcy celną salwą unieruchomili dwie dziobowe wieże artyleryjskie na „Ajaksie”. Krążownik ten wykonał jeszcze atak torpedowy, znów bezskuteczny. [srodtytul]Zdemolowane okręty[/srodtytul] O godz. 7.40 obie strony miały dość. Zmasakrowany i pozbawiony praktycznie całej artylerii głównej „Exeter” skręcił na południe i oddalił się w stronę Falklandów. Oba lekkie krążowniki również doznały licznych uszkodzeń i poprzestały na śledzeniu ruchów niemieckiego pancernika, który płynął do ujścia La Platy. Gdyby komandor Langsdorff kontynuował ostrzał „Exetera”, jego los dopełniłby się w krótkim czasie i bitwa byłaby wygrana. Niemcy nie zdawali sobie jednak sprawy z rozmiarów zniszczeń, jakich doznali przeciwnicy. Sami natomiast ponieśli straty, których z kolei nie docenili Brytyjczycy. W walce poległo lub zostało rannych ok. 100 członków załogi, czyli 9 proc. Wiele urządzeń ważnych dla sprawności bojowej okrętu było uszkodzonych. Co gorsza, zużyto większość ciężkiej amunicji. Niebezpiecznie zmalał też zapas paliwa, a o jeszcze jednym tajnym spotkaniu z „Altmarkiem” na razie nie mogło być mowy. To wszystko skłoniło komandora Langsdorffa do zawinięcia do neutralnego portu w celu uzupełnienia zapasów i dokonania prowizorycznych napraw. Wybór padł na urugwajskie Montevideo, gdzie stał niemiecki statek zaopatrzeniowy „Tacoma”. Zanim „Admiral Graf Spee” tam dopłynął, jeszcze kilka razy stoczył pojedynki artyleryjskie z „Ajaksem” i „Achillesem”. Na rozkaz Harwooda „Exeter” podążał ku Falklandom, skąd nadciągał wezwany pilnie „Cumberland”. Ten ostatni zameldował, że dotrze w rejon La Platy wieczorem 14 grudnia. Do tego czasu zatem pilnowanie niemieckiego korsarza spoczywało na dwóch uszkodzonych lekkich krążownikach. Na szczęście pokiereszowany „Admiral Graf Spee” nie próbował ucieczki i krótko po północy 14 grudnia zarzucił kotwicę na wewnętrznej redzie portu Montevideo. [srodtytul]Wielki blef[/srodtytul] Na pokład pancernika przybył niezwłocznie niemiecki poseł w Urugwaju Otto Langmann. Efektem jego wizyty była m.in. puszczona w świat plotka, że brytyjskie pociski użyte podczas walk były wypełnione trującym iperytem. Mimo stanowczych protestów zarówno Brytyjczyków, jak i badających rannych urugwajskich lekarzy plotka ta żyła przez pewien czas, podtrzymywana przez niemiecką propagandę. W tle propagandowych harców toczyła się poważniejsza rozgrywka. Prawo międzynarodowe zezwalało na pobyt okrętu wojennego w porcie neutralnym przez 24 godziny. Posłowie brytyjski i francuski domagali się od władz Urugwaju przestrzegania tego warunku. Tymczasem Langsdorff twierdził, że jego okręt ma poważne uszkodzenia, i prosił o zgodę na dwutygodniowy postój. 14 grudnia wieczorem władze urugwajskie dokonały inspekcji niemieckiego pancernika i wyznaczyły 72-godzinny czas postoju w porcie, licząc od inspekcji, a nie przybycia do Montevideo. Termin upływał 17 grudnia o godz. 20. Dyplomaci alianccy zaprotestowali, ale raczej pro forma. Brytyjczycy bowiem nie byli zainteresowani przyspieszaniem wyjścia w morze niemieckiego okrętu. Na razie ujścia La Platy strzegły dwa uszkodzone lekkie krążowniki. „Cumberland” miał przybyć dopiero za dwa dni, a kolejne jednostki jeszcze później. Czas grał zatem na korzyść Brytyjczyków. Na wszelki wypadek w regularnych, dwunastogodzinnych odstępach wypuszczali z portu brytyjskie statki handlowe. Zgodnie z prawem międzynarodowym w takim przypadku po opuszczeniu portu przez statek handlowy strony walczącej okręt wojenny strony przeciwnej musiał pozostać w porcie przez kolejne 24 godziny. Równolegle do tego ruszyła wielka akcja dezinformacyjna mająca na celu przekonanie Langsdorffa, że u ujścia La Platy czekają na niego znacznie większe siły niż w rzeczywistości. Sprowokowano sprytny przeciek do miejscowej prasy, że do sił Harwooda (który otrzymał awans na kontradmirała i Order Łaźni) dołączyła Force K, czyli pancernik „Renown” i lotniskowiec „Ark Royal”. Sugestia była na tyle skuteczna, że oficer artyleryjski z „Admiral Graf Spee” „wypatrzył” przez lornetkę obie jednostki, mimo że 17 grudnia zdołały dotrzeć dopiero do Rio de Janeiro. Langsdorff uporał się z najbardziej niezbędnymi naprawami (choć główna stocznia w Montevideo, należąca do Urugwajczyków francuskiego pochodzenia, odmówiła mu pomocy) i uzupełnił zapas paliwa z „Tacomy”. Sądził jednak, że jego okręt jest osaczony i nie ma szans na przebicie się. 16 grudnia rano wysłał meldunek do Berlina, w którym prosił o nowe rozkazy: „1. Strategiczna sytuacja pod Montevideo; Oprócz krążowników i niszczycieli także „Ark Royal” i „Renown”. W nocy ścisła blokada. Ucieczka na otwarte morze i przedarcie się na wody ojczyste nie ma szans powodzenia. 2. Proponuję (...) jeśli będzie możliwe – wywalczyć sobie, przy użyciu pozostałej amunicji, przejście do Buenos Aires (...) 3. Gdyby przedarcie się miało przynieść niechybne zniszczenie „Graf Spee” (...), proszę o decyzję, czy okręt ma być zatopiony pomimo małej głębokości ujścia La Platy, czy też wybrać internowanie”. Zaalarmowany admirał Raeder odbył naradę z Hitlerem. Efektem narady była depesza nadana 16 grudnia wieczorem: „1. Próbować wszelkimi środkami uzyskać przedłużenie czasu pobytu na neutralnych wodach (...) 2. Odnośnie p. 2: zgoda 3. Odnośnie p. 3: nie ma zgody na internowanie w Urugwaju. W przypadku zatopienia podjąć próbę skutecznego zniszczenia okrętu”. Wydarzenia rozgrywające się w Urugwaju stały się światową sensacją medialną. Dziennikarze z różnych krajów nie chcieli stracić takiej gratki, jaką byłaby bitwa morska stoczona w zasięgu kamer i obiektywów. [srodtytul]Finał na oczach świata[/srodtytul] 17 grudnia nabrzeża portu zapełnił tłum ciekawskich. Komandor Langsdorff zdecydował się zatopić pancernik, ale dla niepoznaki zawiadomił władze urugwajskie, że jego okręt opuści Montevideo w terminie. Trwał przeładunek zapasów na „Tacomę”. O godz. 18.15 niemiecki „Admiral Graf Spee” wolno ruszył z miejsca. Jego manewry obserwował z powietrza brytyjski wodnosamolot, co było nadmiarem przezorności ze strony Harwooda, bowiem liczne stacje radiowe prowadziły transmisję na żywo. Po założeniu ładunków wybuchowych większość załogi pancernika przeszła na „Tacomę”. O godz. 19.52 niemieckim okrętem wstrząsnęła seria eksplozji, po czym osiadł na dnie, a sterczące ponad powierzchnię wody nadbudówki ogarnął ogień. Krótko potem trzy strzegące ujścia krążowniki brytyjskie wpłynęły do Montevideo, a nieliczni rozbitkowie udali się w szalupach ratunkowych na drugi brzeg La Platy, do Buenos Aires. [srodtytul]Epilog na wojnie i w filmie[/srodtytul] Langsdorff świadomie wybrał Buenos Aires. W Urugwaju członkowie załogi „Admiral Graf Spee” mieliby status internowanych i musiałaby pozostać tam do końca wojny. Tymczasem w stolicy Argentyny Niemcy zjawiali się jako rozbitkowie z zatopionego okrętu. W takim przypadku władze argentyńskie nie musiały zastosować procedury internowania. Pod naciskiem brytyjskim zdecydowały się jednak internować Niemców. Hitler, nie mogąc przeboleć prestiżowej porażki i utraty cennego okrętu, nie zostawił na Langsdorffie suchej nitki. Uważał, że zadaniem okrętów wojennych jest staczanie bitew i zadawanie strat wrogom. Pancernik powinien był, jego zdaniem, zatopić przed zatonięciem przynajmniej jeden okręt brytyjski. Dyktator nie docenił tego, że oceaniczna eskapada „Admirala Grafa Spee” zaabsorbowała połowę Royal Navy. Ale było to za mało medialne, by przemówić do wyobraźni Hitlera. Dlatego ostro skrytykował ogólną dyrektywę, z którą Langsdorff wyruszył w podróż, nakazującą mu unikanie walki z alianckimi okrętami wojennymi. Tymczasem bezpośredni przełożony komandora Erich Raeder za jego jedyny błąd uważał właśnie to, że wdał się w walkę, której mógł uniknąć. Langsdorff, czując brzemię odpowiedzialności, odebrał sobie życie strzałem z rewolweru. Nie powiodło się także niemieckim statkom zaopatrzeniowym. „Tacoma”, która co najmniej kilka razy naruszyła przepisy o neutralności (m. in. przekazując zapasy na pokład okrętu wojennego), nie uniknęła internowania w Urugwaju. Z kolei „Altmark” w połowie lutego 1940 roku został namierzony, gdy przekradał się wzdłuż norweskich wód terytorialnych do Niemiec. Norwegowie dwukrotnie próbowali go zrewidować. Admiralicja brytyjska, wiedząc, że na pokładzie statku znajdują się marynarze wzięci do niewoli przez pancernik „Admiral Graf Spee”, wysłała krążownik i pięć niszczycieli pod dowództwem komandora Philipa Viana. „Altmark” schronił się w jednym z fiordów na norweskich wodach terytorialnych, Brytyjczycy popłynęli w ślad za nim i uwolnili swoich rodaków – 299 osób. Niemcy mieli potem pretensję do Norwegii, że nie broniła wystarczająco stanowczo swojej neutralności. Dwa miesiące później wykorzystali incydent jako jeden z pretekstów do napaści na ten kraj. Załogi trzech brytyjskich krążowników fetowano w ojczyźnie jak bohaterów. Ciężko uszkodzonego „Exetera” zamierzano początkowo skasować lub pozostawić unieruchomionego na Falklandach, ale Winston Churchill sprzeciwił się temu i okręt wyremontowano. W marcu 1942 roku Japończycy zatopili go na Morzu Jawajskim. „Ajax” i „Achilles” przetrwały wojnę. Ten pierwszy został oddany na złom w 1949 roku, drugi zaś w 1941 roku przekazano marynarce Nowej Zelandii, a osiem lat później marynarce indyjskiej, w której pływał jako „Delhi” do 1978 roku. W 1956 roku nakręcono film „Battle of the River Plate” z Anthonym Quaylem w roli komodora Harwooda. „Cumberland” i „Achilles” grały tam same siebie, w rolę „Ajaxa” wcielił się krążownik „Sheffield”, a „Exetera” zastąpiła „Jamaica”. „Admirala Grafa Spee” „zagrał” amerykański ciężki krążownik „Salem”. [i]Wojciech Morawski - Prof. dr hab., kierownik Katedry Historii Gospodarczej i Społecznej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL