fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

Ożywienia nie widać

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Polska gospodarka nie zdoła się wyraźnie odbić w 2010 r. Analitycy tną swoje prognozy dotyczące inwestycji i konsumpcji, sił napędowych wzrostu
Kurczące się inwestycje i oczekiwania – nieco niższa nawet niż w tym roku konsumpcja – powodują, że ekonomiści rewidują też swoje prognozy dotyczące PKB – pod koniec ubiegłego roku byli przekonani, że nasza gospodarka w 2010 roku rosnąć będzie w tempie 4 proc., dziś według ich oceny może to być zaledwie 1,8 proc. Przypomnijmy, że pierwsze oficjalne prognozy rządu mówią o przedziale 0,5 – 1,3 proc. PKB.
Spadek optymizmu ekonomistów można tłumaczyć radykalnym zrewidowaniem ich oczekiwań co do wzrostu dwóch najważniejszych sił pociągowych naszej gospodarki – konsumpcji i inwestycji. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez „Rz” wśród 12 polskich ekonomistów, spożycie indywidualne rosnąć będzie w przyszłym roku w tempie 2,3 proc., podczas gdy dynamika tegoroczna wynieść ma 2,4 proc. W podobnym tempie też kurczyć się będą inwestycje o 5,2 proc. w 2010 roku w porównaniu z 5,4 proc. w tym roku. Nieco w górę drgnie tempo wzrostu wynagrodzeń – w porównaniu z 2009 rokiem tylko o 0,2 proc. – z 3,2 proc. do 3,4 proc. w 2010 r.
[wyimek]4 – 8 proc. PKB może wynieść w 2010 r. deficyt finansów publicznych przy rządowych prognozach PKB i inflacji [/wyimek]
Oczekiwania rynku bardzo się pogorszyły w porównaniu z prognozami przedstawianymi pod koniec ubiegłego roku. Wówczas ekonomiści szacowali, że konsumpcja indywidualna w 2010 roku wyniesie około 3,9 proc. Jak więc widać, ekonomiści zrewidowali swoje szacunki o prawie połowę. To jednak nic w porównaniu z tym, jak bardzo negatywnie oceniają dziś zdolność i chęci firm, jak i państwa, do wydawania pieniędzy na inwestycje. Pod koniec 2008 roku analitycy byli przekonani, że w przyszłym roku nakłady na ten cel będą rosnąć w tempie 7,3 proc.
Dziś największy pesymista – Jacek Wiśniewski z Raiffeisen Banku – uważa, że będą się one kurczyć w tempie 10,3 proc. – Jeszcze parę miesięcy temu nie wiedzieliśmy, jakie tak naprawdę mogą być skutki upadku Lehman Brothers – wyjaśnia ekonomista. – Po świecie przestał krążyć kapitał, co bardzo mocno odczuły też polskie firmy.
Zdaniem Wiśniewskiego kraje zachodniej Europy, a w ślad za tym i Polska, zdały sobie sprawę, że od recesji nie uciekną. Ograniczono zakupy, skurczył się rynek zbytu, przedsiębiorstwa musiały ograniczyć produkcję. – Masowe zwolnienia, z jakimi mamy do czynienia ostatnio, wpływają też na ograniczenie zakupów przez indywidualnych konsumentów, a to się tak szybko nie odbije – wyjaśnia ekonomista Raiffeisen Banku.
Pogorszenie perspektyw ekonomiści tłumaczą też radykalnym spadkiem prognoz dla naszych głównych partnerów handlowych – zwłaszcza dla Niemiec. – Jeśli na początku tego roku wszyscy byli przekonani, że niemiecka gospodarka skurczy się o jeden punkt procentowy, a dziś mówi się już o pięcioprocentowym spadku PKB, to nie wróży to dobrze dla naszej gospodarki – twierdzi Wiśniewski. – Z tak głębokiej recesji żaden kraj się szybko nie podniesie.
Należy się więc pożegnać z perspektywą łatwego odbicia PKB w 2010 roku, tym bardziej że także rząd – dotąd bardzo optymistyczny – zaczął w coraz czarniejszych barwach postrzegać rzeczywistość. W aktualizacji programu konwergencji przesłanej do Brukseli pod koniec ubiegłego roku resort finansów oczekiwał w przyszłym roku wzrostu PKB na poziomie 4 proc., a deficyt sektora finansów publicznych szacował na 2,3 proc. PKB. Dziś mówi o rozwoju gospodarki w tempie od 0,5 do 1,3 proc., a szacunki dotyczące deficytu podwoił.
– Zakładany wzrost deficytu sektora finansów publicznych może się i tak okazać optymistyczny – tłumaczy Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Z moich wyliczeń wynika, że przy wzroście rzędu pół procent PKB i inflacji na poziomie 1,5 proc. dziura może sięgnąć 59 mld zł, co oznacza deficyt na poziomie 6 proc. PKB. Trochę lepiej będzie, jeżeli wzrost sięgnie górnej granicy wyznaczonej przez rząd – czyli 1,3 proc. PKB. Jeśli średnioroczna inflacja ukształtowałaby się na poziomie 1,9 proc., to deficyt wyniósłby 43 – 44 mld zł, czyli około 4 proc. PKB.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki
[mail=e.glapiak@rp.pl]e.glapiak@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA