fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Nie chce lokalu od dewelopera

Trzy lata trwał spór o mieszkanie przy ul. Szwoleżerów w Ząbkach. Klientka firmy Kerbud & Elbix twierdzi, że choć zapłaciła za lokal, to deweloper złożył pozew o eksmisję. Firma zapewnia, że to kobieta nie chciała podpisać z nim umowy
Kerbud & Elbix to firmy rodzinne Ryszarda i Krzysztofa Szczudlińskich – ojca i syna. Od ośmiu lat działają pod jednym szyldem. Deweloper buduje osiedla głównie na obrzeżach stolicy. Jego domy wielo- i jednorodzinne stoją w Wesołej, Sulejówku i w Ząbkach.
W tym ostatnim mieście, przy ul. Szwoleżerów, trzypokojowe mieszkanie kupiła nasza czytelniczka (imię i nazwisko do wiadomości redakcji). Jak opowiada, umowę przedwstępną kupna prawie 68-metrowego mieszkania podpisała z deweloperem w drugiej połowie 2005 roku. Cena opiewała na 206 tys. zł. Lokal odebrała już w następnym roku.
– Ściany mieszkania były oblodzone i oszronione. Po założeniu kaloryferów lód zaczął się topić – twierdzi czytelniczka.
– Później na ścianach pojawiła się pleśń i grzyb. Mimo próśb firma nie usunęła usterek.
Choć od oddania lokalu upłynęły trzy lata, kobieta nie podpisała umowy notarialnej przenoszącej na nią własność nieruchomości.
– Deweloper wyznaczył termin na dzień, kiedy do hospicjum trafił mój chory mąż, który pięć dni później zmarł – tłumaczy klientka. I zapewnia, że wielokrotnie prosiła firmę o podpisanie aktu notarialnego. – Prośby nie odniosły skutku. W zamian firma pozwała mnie do sądu, domagając się eksmisji – mówi kobieta.
W wołomińskim sądzie odbyło się kilka rozpraw.
– Pełnomocnik firmy zaproponował mi ugodę. Firma chciała przekazać mi 400 tys. zł w zamian za zwrócenie lokalu – opowiada czytelniczka.
Kobieta początkowo nie chciała się zgodzić na takie warunki.
Według niej deweloper oferował jej za mało – chciała jeszcze odszkodowanie w wysokości 100 tys. zł za mieszkanie w zawilgoconym lokalu.
Jeden z właścicieli Kerbud & Elbix, Krzysztof Szczudliński, spór z klientką przedstawia zupełnie inaczej. – Ekipa remontowa pojawiła się u tej pani, ale nie została wpuszczona do środka. Mamy to protokolarnie potwierdzone – podkreśla współwłaściciel firmy.
Dodaje, że oczywiście mogło się zdarzyć, że w wyznaczonym przez firmę terminie kobieta miała problemy osobiste i nie mogła się stawić u notariusza, ale od tamtej pory minęły trzy lata.
– Wyznaczaliśmy inne terminy. Raz nawet klientka stawiła się w kancelarii notarialnej, ale oświadczyła, że żadnej umowy nie podpisze – opowiada Krzysztof Szczudliński.
Dodaje, że w tej sytuacji firma nie mogła przenieść własności lokalu i stąd wniosek o eksmisję. – Klientka zajmowała lokal, a nie była jego właścicielem. Nie chciała go jednak opuścić, nie chciała też podpisać umowy. W dodatku nie zawsze płaciła za użytkowanie lokalu regularnie – deweloper wylicza powody pozwu.
Na pytanie, dlaczego firma nie uwzględniła wyceny klientki, według której sporna nieruchomość w ubiegłym roku była warta ok. 500 tys. zł – i tyle za jej zwrócenie klientka byłaby skłonna przyjąć – odpowiada, że wartość była mocno zawyżona.
– Mieszkanie nie jest w pełni wykończone. Wymaga remontu. W kuchni i łazience są położone tanie płytki – tłumaczy.
Tuż przed zamknięciem tego numeru „Nieruchomości” stronom udało się dojść do porozumienia. Zawarły przed sądem ugodę. Klientka dostanie
400 tys. zł, a firma – klucze do lokalu. Klientka zapewnia, że nie będzie się też ubiegać o odszkodowanie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA