Muzyka

Muzyka wciąż mnie woła

Mika Urbaniak na koncercie w 2007 roku
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Mice Urbaniak ciągle wypomina się utytułowanych rodziców – Urszulę Dudziak i Michała Urbaniaka. Tymczasem poszła własną drogą i wydała znakomitą płytę „Closer”
Na pytanie, czy łatwiej byłoby jej zrobić karierę w Ameryce, gdzie się urodziła, czy u nas, Mika odpowiada:
– Też się nad tym zastanawiałam. Wiadomo, że w Polsce mogę wywołać większe zainteresowanie ze względu na rodziców. Dlatego w 2005 r. postanowiłam sprawdzić się w amerykańskim konkursie muzycznym. Brało w nim udział 200 osób. Do wygrania były kontrakty płytowe i współpraca ze znanymi muzycznymi producentami. Przygotowałam nagrania ze świetnymi muzykami w Polsce i pojechałam. Trzy dni nie spałam. Totalne wariactwo. Wygrałam sesję z Donovanem Knowlesem, kuzynem Beyoncé, który ma na koncie 13 Grammy. Cała w emocjach poszłam do jego pokoju, gdzie miał mi z komputera puścić swoją muzykę. Tak mi się nie podobała, że wypaliłam prosto z mostu: „Moje demo brzmi lepiej od twojego, wracam do Polski, żeby skończyć moją debiutancką płytę”. Był w szoku. [srodtytul]Ucieczka do Szwecji[/srodtytul]
Pierwszy kontrakt płytowy podpisała z Sony Polska dziesięć lat temu. – Przyjechałam do kraju, żeby pomieszkać z ojcem. Nic nie planowaliśmy. Moje pierwsze piosenki zrodziły się z zabawy. Piliśmy piwo, pisaliśmy teksty i nagrywaliśmy. Okazało się, że w ciągu dwóch tygodni skomponowaliśmy całą płytę. Tata wierzył w mój talent i uważał, że powinnam jak najwcześniej zacząć śpiewać zawodowo. – Mika zaskoczyła mnie w wieku 13 lat – mówi Michał Urbaniak. – Wiedziała, jak bardzo kocham Dihah Washington, i któregoś dnia zaśpiewała moją ulubioną piosenkę „I Wanna Be Loved”. Wzruszyłem się. Moim zdaniem była gotowa do debiutu już jako nastolatka. Ale nie forsowałem swojej opinii, bo muzykowanie to jest życie z przygodami. Trzeba je bardzo kochać i wiedzieć, że wiążą się z nim wzloty i upadki. Gdyby poszła na prawo i była szczęśliwa, też byłbym zadowolony. Młoda wokalistka uznała, że jest za wcześnie na muzyczną karierę. – Do końca nie wiedząc, czego chcę, obawiałam się, że wydawca czy producent będą chcieli mi coś narzucić, zacznę imprezować i przepadnę – wspomina Mika. – Show-biznes kojarzył mi się z niebezpieczeństwem. Wszystkie moje ukochane wokalistki, poczynając od Billie Holiday, wcześniej czy później wpadły w kłopoty. W końcu tak się wystraszyłam, że uciekłam do Szwecji, do mojego ojczyma. – Mam pełne zaufanie do Miki – mówi Urszula Dudziak. – Mimo braku doświadczenia ma znakomitą intuicję do muzyki i do ludzi. Jej rezygnacja z debiutu dziesięć lat temu przypomniała mi moją własną decyzję, kiedy też odstawiłam muzykę na bok, żeby się przekonać, czy naprawdę chcę śpiewać. Z Miką było podobnie. Jej postawa nie była dowodem słabości, tylko siły. Byłam z nią, jestem cały czas bardzo blisko córki i zawsze będę ją wspierała, bo to, co czuje, jest dla mnie najważniejsze. Nie można robić nic na siłę, szczególnie w sztuce. [srodtytul]Inaczej niż Amy[/srodtytul] Mika poszła na psychologię, a jednak pojawiała się w muzycznym świecie. – Andrzej Smolik znał ludzi z agencji, którzy reprezentowali moją mamę – opowiada. – Zadzwonił do mnie i zaprosił na spotkanie. Ujął mnie spokojem i skromnością. Nie musiałam się niczego obawiać. Nagrywałam ze Smolikiem i wracałam do swojego świata, zastanawiając się, co dalej: kończyć studia czy wrócić do Nowego Jorku. A jednocześnie cały czas komponowałam piosenki, wcale nie myśląc o płycie. Muzyka wciąż mnie wołała jak stary przyjaciel, który namawia do powrotu. W końcu zadzwoniłam do Sony, by dowiedzieć się, co z moim kontraktem. – Wiedziałem, że bez muzyki Mika nie będzie mogła żyć – mówi Michał Urbaniak. Wokalistka miała w komputerze piosenki na kilkanaście albumów. Debiut „Closer” powstał we współpracy z Troyem Millerem, perkusistą, współpracownikiem Amy Winehouse i Marka Ronsona. Potwierdza, że Mika jest niesamowicie muzykalna. Śpiewa naturalnie, bez wysiłku, przebojowe i lekko brzmiące, a jednocześnie inteligentnie skomponowane, piosenki: „Break Away”, „Lovin Needs a Deadline” i „In My Dreams”. Mają korzenie w nowoczesnych czarnych brzmieniach, tak jak pozostała, bardziej refleksyjna, część płyty. – Zawiozłam do Anglii wiele moich piosenek, ale tylko jedna znalazła się na płycie – opowiada Mika. – Reszta powstała we współpracy z Troyem, który zaproponował muzyczną konwencję. Zaufałam mu, również dlatego, że jest człowiekiem skromnym i wierzącym – nawróconym chrześcijaninem. Czas, który upłynął od nagrania pierwszego demo, Mika podsumowuje następująco: – Gdybym weszła w świat show-biznesu dziesięć lat temu, mogłoby mi się przytrafić to, co Amy Winehouse. Nawet bez tego trochę się pogubiłam. Ale się odnalazłam. Przestałam imprezować. Ograniczam się do papierosów i kawy. Wszystkie głupstwa, które miałam zrobić – popełniłam w kulisach muzycznej sceny, za kurtyną, gdy nie poszła jeszcze w górę. Było w moim życiu dużo bólu związanego z dorastaniem. Wyzwalałam się z buntu i złości. Na początku w piosenkach nieustannie przeklinałam. Śpiewałam, że nienawidzę mężczyzn. Dałam sobie czas na dojrzewanie, co sprawiło, że moja debiutancka płyta jest afirmacją życia. Leczy. Podbudowuje mnie psychicznie, a słuchaczy ma nastrajać pozytywnie do świata. Z muzyczną legendą swoich rodziców Mika zetknęła się tak naprawdę dopiero w Polsce. – W Nowym Jorku byli mamą i tatą. Oczywiście wiedziałam, że są świetnymi muzykami, ale nie odczuwałam związanej z tym presji. W Warszawie przychodziłam na imprezę, przedstawiałam się i od razu padało pytanie: „To ty jesteś córką tej Dudziak i tego Urbaniaka?”. W mediach jestem często przedstawiana jako córka wybitnych rodziców, z genetycznym obciążeniem. To sprawia, że muszę jeszcze mocniej wierzyć w siebie i być silniejsza. I tak jestem, bo mam inne zainteresowania niż rodzice. Nie śpiewam tak jak mama i nie gram na skrzypcach jak tata. Wiadomo już, że płyta „Closer” ma być wydana w Anglii i Stanach Zjednoczonych. Poprosiliśmy o prognozę Urszulę Dudziak. – Jestem chyba ostatnią osobą, która mogłaby Mice doradzać w muzyce – uważa. – Wszystko dlatego, że bardzo mi się podoba jej wyczucie rytmu, typowe dla czarnoskórych muzyków, i tembr głosu. Jest w nim coś kojącego i znakomicie wypada w różnych stylistykach. To, że zdecydowała się na bardziej popową płytę, nie zamyka jej drogi do innych brzmień. Moim zdaniem Mika może zrobić światową karierę. Wszystko zależy od układu zdarzeń. [i]Mika Urbaniak; Closer; Sony Music Polska, 2009[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL