Historia

Alarm dla miasta Warszawy!

Niemieckie heinkle nad Polską
AKG/East News
W planach Naczelnego Dowództwa na wypadek wojny rola Warszawy ograniczona została do miejsca pobytu najwyższych władz państwowych oraz najważniejszego węzła komunikacyjnego nad Wisłą.
W tym czasie w mieście były dwa mosty kolejowe oraz trzy drogowe, przez które można było przerzucać wojska ze wschodu na zachód. Sztab Główny zdawał sobie sprawę, że wkrótce po wybuchu wojny nieprzyjaciel będzie chciał za wszelką cenę zniszczyć warszawskie mosty. W związku z tym główną uwagę skupiono na obronie przeciwlotniczej miasta.
Jednak szybkość niemieckiej ofensywy zmusiła Naczelne Dowództwo do skorygowania roli Warszawy w kampanii wrześniowej 1939 r. Płk dypl. Marian Porwit pisał: „Bardzo wcześnie zrodził się drugi cel działań i druga rola Warszawy. Nie wpuścić broni pancernej do Warszawy, by umożliwić dowodzenie wojskami i kierowanie państwem z najwyższego szczebla, oraz utrzymać w swym ręku przeprawy”. 1 września 1939 r. o godz. 6 rozgłośnia Polskiego Radia w Warszawie nadała pamiętny komunikat: „Zarządzam w całym kraju ALARM PRZECIWLOTNICZY!”. Wkrótce w eter popłynęły następne komunikaty: „Uwaga! Uwaga! Ogłaszam alarm dla miasta Warszawy!”. W tym czasie osłonę powietrzną Warszawy stanowiła Brygada Pościgowa dowodzona przez płk. Stefana Pawlikowskiego, licząca 54 samoloty. Oprócz tego stolicy broniło 16 baterii artylerii przeciwlotniczej 75 mm (z tego osiem baterii posiadało nowoczesne działa) oraz dziewięć plutonów podwójnych działek przeciwlotniczych 40 mm typu Boforsa.
Już o godzinie 6 do dowództwa Brygady Pościgowej dotarł z Mławy meldunek o lecącej w kierunku Warszawy niemieckiej wyprawie bombowej. Polskie eskadry myśliwskie nad Nieporętem stoczyły swoją pierwszą walkę z Luftwaffe. Z wyprawy liczącej około 100 samolotów tylko kilku udało się przedrzeć nad miasto i zrzucić bomby. Pozostałe bombowce polscy piloci myśliwscy zmusili do zrzucenia ładunku bomb na pola w rejonie Warszawy. Po południu brygada ponownie starła się z Luftwaffe. W pierwszym dniu wojny Brygada Pościgowa strąciła 14 samolotów wroga, tracąc przy tym 10 własnych. Walki powietrzne wykazały znaczną przewagę techniczną niemieckiego lotnictwa. Swoje sukcesy Brygada Pościgowa mogła zawdzięczać tylko świetnemu wyszkoleniu polskich pilotów. Niemieckie bombardowania nie wyrządziły większych szkód w mieście. Na ulicach nie było widać paniki. O tym, że toczy się wojna, świadczyły zabezpieczone szyby wystawowe oraz worki z piaskiem przed wejściem do wielu urzędów. Większość mieszkańców liczyła w tym czasie na szybkie odparcie agresora. Życie w Warszawie toczyło się normalne. Jedyną zmianą było odwołanie zajęć w szkołach. W kinach wyświetlano filmy, na scenach stołecznych teatrów grano sztuki, w ogródkach warszawskich kawiarni siedzieli stali bywalcy, chociaż większość już w mundurach wojskowych. W teatrzyku Ali Baba przy ulicy Karowej wystawiano rewię polityczną pt. „Pakty i fakty”, w której Ludwik Sempoliński, udający Chaplina, parodiował Hitlera. Tak jak przed wojną skecz ten wywoływał salwy śmiechu. [srodtytul]Entuzjazm oraz rzeczywistość[/srodtytul] 3 września przed południem rozgłośnia Polskiego Radia nadała komunikat o wypowiedzeniu wojny III Rzeszy przez Wielką Brytanię. Informacja ta wywołała falę radości i uniesienia. Mieszkańcy tłumnie wylegli na ulice. Wielka manifestacja patriotyczna odbyła się przed ambasadą brytyjską przy Nowym Świecie. Rozentuzjazmowany tłum witał owacyjnie przybyłego do ambasady ministra spraw zagranicznych Józefa Becka. Kilka godzin później miasto obiegła wiadomość o przystąpieniu do wojny również Francji. Ponownie na ulice wyległy tłumy Warszawian, którzy niosąc flagi polskie i francuskie ruszyli w kierunku ambasady francuskiej przy ulicy Frascati. Entuzjazm tego dnia sięgnął apogeum. Po mieście zaczęła krążyć plotka, że nieprzyjaciel został zmuszony do przerzucenia całego swojego lotnictwa na front zachodni. Jednak przewaga wroga była ogromna i 4 września, pomimo osłony Brygady Pościgowej, niemieckie lotnictwo zrzuciło bomby w rejonie mostów w Warszawie. 6 września Brygada Pościgowa miała już tylko 21 samolotów. W związku z wyjazdem Naczelnego Dowództwa z miasta, otrzymała rozkaz opuszczenia Warszawy. W walkach toczonych od 1 do 6 września w rejonie Warszawy polscy piloci myśliwscy zniszczyli lub uszkodzili około 70 samolotów wroga. Brygada straciła w tym czasie 38 maszyn. Warto podkreślić, że w pierwszym okresie obrony stolicy osłona lotnicza oraz przeciwlotnicza zmuszała niemieckie lotnictwo do bombardowania miasta tylko z dużej wysokości. 5 września większość baterii artylerii przeciwlotniczej broniących Warszawy otrzymała rozkaz odejścia do Lublina, Brześcia nad Bugiem i Lwowa. Sytuacja ta spowodowała, że samoloty wroga mogły obniżyć pułap i z niższej wysokości bombardować miasto. 9 września na rozkaz szefa Sztabu Głównego gen. Wacława Stachiewicza na lotnisko w Zielonce została skierowana 152. Eskadra Myśliwska. Jej zadaniem było przeciwdziałanie nalotom na Warszawę w czasie natarcia na miasto niemieckiej 4. Dywizji Pancernej. [srodtytul]Generał Czuma i prezydent Starzyński[/srodtytul] Na wieść o przerwaniu polskiej obrony pod Częstochową przez niemiecką 4. Dywizję Pancerną minister spraw wojskowych gen. Tadeusz Kasprzycki nakazał zorganizowanie obrony Warszawy. Komendantem garnizonu Warszawa został mianowany dotychczasowy komendant Straży Granicznej gen. Walerian Czuma. Płk dypl. Tadeusz Tomaszewski, szef sztabu obrony stolicy, pisał o gen. Czumie: „W dziedzinie ściśle wojskowej generał czuł się doskonale, rozumiał się na rzemiośle taktycznym bardzo dobrze. […] Potrafił generał być twardym i stanowczym i niejeden dowódca porządnie po uszach oberwał, dwóm odebrał dowództwo, jednego pod sąd oddał. I tylko dzięki tej energii, która w nim jeszcze tkwiła, zdołał wśród chaosu zbudować bastion, który oparł się w dniu 9 września napierającej fali”. 4 września Warszawę opuścił rząd oraz wiele instytucji centralnych. Z miasta wyjechał również komisarz rządu na miasto Warszawę Włodzimierz Jaroszewicz, nakazując opuszczenie stolicy również znacznej części policji oraz straży pożarnej. Szczęśliwie okazało się, że w mieście nadal przebywał powołany do wojska prezydent Warszawy Stefan Starzyński. Gen. Czuma i płk Tomaszewski postarali się, aby mjr rezerwy Starzyński otrzymał przydział do Dowództwa Obrony Warszawy. Płk dypl. Tomaszewski pisał: „Dzięki więc przypadkowi Warszawa otrzymała z powrotem swego prezydenta, który okazał się wspaniałym organizatorem, heroicznym przywódcą, lojalnym podkomendnym. Starzyński uzupełnił gen. Czumę i obaj tworzyli zgodną całość. Czuma na odcinku wojskowym, Starzyński na cywilnym grali każdy w swoim zakresie, tworząc zgodną harmonijną parę. Bez Starzyńskiego obrona Warszawy nie byłaby nabrała tej pełni, tej siły i tego wyrazu: »Naród wojskiem – wojsko narodem«. Siłę oporu reprezentowaną przez gen. Czumę przejął Starzyński i przelał w półtoramilionową masę Warszawy, organizując, zaopatrując, kierując, prowadząc słowem, czynem, przykładem osobistym”. [srodtytul]Nieszczęsny rozkaz ppłk. Umiastowskiego[/srodtytul] W mieście powstała Straż Obywatelska kierowana przez Janusza Regulskiego. 6 września do punktów werbunkowych straży zgłosiło się ponad 1000 mężczyzn, którzy rozpoczną służbę porządkową w mieście. W tym samym dniu do gen. Czumy zgłosili się dwaj wybitni działacze Polskiej Partii Socjalistycznej Tomasz Arciszewski i Zygmunt Zaremba z propozycją utworzenia robotniczych batalionów obrony stolicy. Gen. Czuma zgodził się na sformowanie sześciu kompanii po 250 ludzi każda, jako służby pomocniczej przy budowie umocnień w mieście. Dowództwo nad Robotniczymi Batalionami Obrony Warszawy objął kpt. Marian Kenig. W nocy z 6 na 7 września w eter Polskiego Radia popłynął komunikat szefa propagandy Sztabu Głównego ppłk. Romana Umiastowskiego wzywający ludność stolicy do budowy barykad oraz nakazujący wszystkim niezmobilizowanym mężczyznom zdolnym do służby wojskowej udanie się na wschód. Wkrótce po wydaniu tego zarządzenia ppłk Umiastowski został zwolniony z zajmowanego stanowiska. Jego miejsce zajął ppłk Wacław Lipiński. Płk Tomaszewski wspominał: „Rozszalała się panika. Oficjalnemu wezwaniu Umiastowskiego uległa część ludności. Dokonała się masowa, a dzika ewakuacja. Tłumy piesze z tobołkami, dorożki, wozy, wózki dziecięce, samochody płynęły bez przerwy, kierując się na mosty warszawskie, ku wschodowi... Za parę dni nastąpił odwrotny ruch – powrotna fala ze wschodu na zachód, na skutek ruchów pancernych wojsk niemieckich z Prus Wschodnich na południe, odcinających ruch uciekinierów na wschód. Toteż część ich wróciła, wygłodniała, zmaltretowana, nieszczęsna… Lecz młodzi ludzie posłuszni wezwaniu radiowemu poczęli również opuszczać masami Warszawę, idąc na wschód. Niejeden z nich doszedł aż nad Morze Ochockie i do Kamczatki, by wrócić z wojskiem gen. Andersa. Wielu jednak pozostało tam na zawsze, a kości ich bieleją jako dowód nieprzemyślanego rozkazu”. Również znaczna grupa mieszkańców Warszawy przystąpiła do spontanicznej akcji budowy barykad. Płk Tomaszewski pisał: „Łóżka, szafy, beczki, złom, kamienie, wozy, słowem co było pod ręką, zaczęło piętrzyć się w dziki sposób w dowolnych punktach Warszawy […] Ruch milionowego miasta zamarł zatamowany skrzepami barykad. Szczęściem w nieszczęściu, miasto nieszczęsne ma już z powrotem swego prezydenta komisarza cywilnego, mjr. rezerwy Starzyńskiego. Dla niego nie ma niemożliwości i oto w parę godzin uspokaja miasto, rozwala dziesiątki barykad, porządkuje ulice, usuwa skrzepy i krew – ruch uliczny – poczyna krążyć w zmartwiałym mieście”. Odwołanie rozkazu o ewakuacji było bardzo trudne, gdyż w obawie przed zajęciem przez Niemców radiostacji w Raszynie została ona wysadzona, a rozgłośnia Polskiego Radia przy Zielnej zamknięta i ewakuowana do Lublina. Szczęśliwie dyrektor muzyczny Polskiego Radia Edmund Rudnicki powrócił nad ranem do Warszawy wraz z grupą radiowców i natychmiast przystąpił do uruchomienia rozgłośni przy ulicy Zielnej. 8 września o godz. 3. rozgłośnia nadała komunikat gen. Czumy odwołujący apel ppłk. Uniastowskiego. Oprócz tego w wielu miejscach rozwieszono plakaty o tej samej treści. [srodtytul]Niemiecki atak pancerny[/srodtytul] 8 września stolica przygotowywała się na odparcie niemieckiego ataku. Już rano ukazał się rozkaz gen. Czumy: „Żołnierze załogi Warszawy! Wódz Naczelny powierzył nam obronę Stolicy. Żąda on, by o mury Warszawy rozbił się napór wroga, by został położony kres niszczeniu polskich ziem […] Żołnierze, objęliśmy pozycję, z której nie ma zejścia. Na tej pozycji może wróg usłyszeć jedną tylko obecnie odpowiedź: »Dość! Ani kroku dalej!«”. Jan Gebethner wspominał: „Byłem u prezydenta Starzyńskiego. Zakomunikował mi, że zapadła decyzja obrony Warszawy. Ta decyzja stanowiła punkt zwrotny. Od tego momentu rozpoczęła się akcja oporu”. Tego dnia do miasta przybył wraz ze swoim sztabem dowódca Armii „Łódź” gen. Juliusz Rómmel. To on na podstawie rozkazu marszałka Rydza-Śmigłego objął 10 września dowództwo Armii „Warszawa”. Gen. Rómmlowi od tego momentu podlegać będzie nie tylko załoga Warszawy z gen. Czumą, ale również załoga Twierdzy Modlin pod dowództwem gen. Wiktora Tommeé. 8 września o godz. 11. Dowództwo Obrony Warszawy otrzymało informacje, że niemieckie kolumny pancerne zajęły Radziejowice i Grójec. Trzy godziny później nieprzyjaciel był już pod Raszynem, a czołowe oddziały niemieckiej 4. Dywizji Pancernej zajęły Okęcie i Włochy. Natarcie na centrum było już tylko kwestią czasu. O godz. 17. rozpoczął się szturm Warszawy. Czołgi ruszyły wzdłuż alei Krakowskiej, kierując się na Ochotę. W tym miejscu odcinek obrony obsadzał II Batalion 41. Pułku Piechoty. Natarcie czołgów załamało się w ogniu polskich dział. Po stracie kilku czołgów nieprzyjaciel wycofał się w kierunku Raszyna. 15 minut po rozpoczęciu ataku radio berlińskie podało na cały świat komunikat o zajęciu przez niemieckie czołgi stolicy Polski. Tym razem był to tylko blef. [srodtytul]Czołgi płoną na Ochocie i Woli[/srodtytul] Dowódca niemieckiej 4. Dywizji Pancernej nie dał za wygraną i już od świtu 9 września rozpoczął natarcie na Warszawę ulicami: Grójecką oraz Żwirki i Wigury. To właśnie w obrębie tych ulic doszło do pojedynków polskich artylerzystów z niemieckimi czołgistami. U wylotu ulicy Grójeckiej działo polowe 75 mm dowodzone przez ppor. Eugeniusza Niedzielina, strzelając na wprost, zniszczyło trzy czołgi i dwa samochody pancerne. Ppor. Niedzielin wspominał: „Pancerny zagon nieprzyjaciela powitany został gwałtownym ogniem obrony. Działka przeciwpancerne z doskonałą obsługą wytrącają z szyku bojowego pierwsze w tym ataku czołgi. Kompanie strzelców suwalskich jako pierwsze znalazły się w centrum fali dziesiątków maszyn pancernych idących z pełną prędkością, aby jak najprędzej osiągnąć linię zabudowań”. Na najbardziej zagrożony odcinek obronny w rejonie placu Narutowicza gen. Czuma wysłał płk. dypl. Mariana Porwita. „Na ten właśnie moment przybywa Porwit, napotykając już w rejonie placu Narutowicza pierwszych cofających się – wspominał płk dypl. Tomaszewski. – Chwyta więc mocno w garść, zatrzymuje, porządkuje, słowem dowodzi i postawą swoją uspokaja, zaprowadza porządek”. W tym samym czasie na ulicy Częstochowskiej działo ppor. Józefa Suchockiego zniszczyło cztery czołgi. Nieprzyjaciel rozpoczął odwrót. O boju czołgów z działami na ulicy Żwirki i Wigury wspominał niemiecki feldfebel Ziegler, pisząc: „Ukryta w ogrodzie armata 75 mm otworzyła ogień, na co odpowiedziano natychmiast […] Polacy z działem zniknęli. Czołgi przeszły przez barykadę […] Gdy tylko znalazły się poza nią, rozpoczęło ponownie ogień działo 75 mm. […] Podczas zmiany magazynka wyjrzałem z czołgu i stwierdziłem, że dwa lekkie czołgi stoją w płomieniach”. Na tym odcinku walczyła 1. bateria 29. Pułku Artylerii Lekkiej dowodzona przez por. Kazimierza Pancerza. Czołgi nieprzyjaciela nacierały tego dnia również na Woli. Walka rozpoczęła się o godz. 9.30, kiedy wyszły na pozycje II batalion mjr. Antoniego Kassiana i III batalion mjr. Antoniego Sanojcy z 40. Pułku Piechoty. Wspaniały bój stoczyła z nimi 8. kompania 40. pułku dowodzona przez por. Zdzisława Pacaka-Kuźmirskiego, która obsadzała m.in. tzw. redutę Sowińskiego. Na ulicy Wolskiej pojawiły się niemieckie czołgi i piechota zmotoryzowana, które podążały za uchodźcami szukającymi schronienia w mieście. Gdy ostatni cywile przeszli przez przejście w barykadzie, na sygnał trąbki polska artyleria otworzyła ogień do nacierających czołgów. Ulica w tym miejscu była wąska i piechota niemiecka, wyskakując z samochodów, starała się znaleźć schronienie. Wtedy została podpalona rozlana wcześniej na dużej powierzchni terpentyna. Szybko rozprzestrzeniający się ogień objął czołgi i samochody, które na wąskiej ulicy nie mogły zawrócić pod ogniem artylerii. Walka trwała godzinę i zakończyła się pełnym sukcesem obrońców. Po tych wydarzeniach dowództwo niemieckie nabrało respektu dla obroń- ców. Pomocą dla oblężonej Warszawy okazała się bitwa nad Bzurą. Początkowe sukcesy Armii „Poznań” dowodzonej przez gen. Tadeusza Kutrzebę zmusiły nieprzyjaciela do zatrzymania natarcia na stolicę i tym sposobem do 20 września akcja niemiecka na Warszawę ograniczała się do działań zwiadowczych. W tym czasie jednak miasto nadal bombardowało lotnictwo niemieckie. [srodtytul]„Dzieci Warszawy” wracają[/srodtytul] Mimo osłony 152. Eskadry Myśliwskiej, samoloty niemieckie coraz częściej bombardowały Warszawę. Zniszczeniu uległy znaczne kwartały mieszkalne w Śródmieściu oraz na Pradze, na Woli spalił się zbiornik Gazowni Miejskiej. W mieście wybuchło wiele pożarów. Głównym celem bombardowań były gęsto zaludnione rejony Warszawy oraz gmachy użyteczności publicznej. 11 września Luftwaffe przypuściła atak na warszawskie przeprawy przez Wisłę. Głównym celem było zniszczenie dwóch mostów kolejowych. Tego dnia płk dypl. Porwit został dowódcą lewobrzeżnej obrony Warszawy, a jego szefem sztabu ppłk dypl. Leopold Okulicki. 13 września nad miasto nadleciało kilkadziesiąt bombowców nieprzyjaciela, które zrzuciły bomby w Śródmieściu, na Woli, Ochocie i Żoliborzu. W tym dniu płonęło ponad 250 budynków. 14 września do miasta przybyła grupa gen. Juliusza Zulaufa, która wycofała się z rejonu Bugo-Narwi. Gen. Rómmel mianował gen. Zulaufa dowódcą prawobrzeżnej obrony Warszawy. W składzie 20. Dywizji Piechoty, po ciężkich walkach pod Mławą, powrócił również dowodzony przez płk. Stanisława Sosabowskiego 21. Pułk Piechoty „Dzieci Warszawy”, który obsadził jeden z odcinków na Grochowie. Grupa gen. Zulaufa, posiadająca silną artylerię oraz zaprawioną w bojach piechotę, znacznie wzmocniła obronę miasta. Już następnego dnia doszło do pierwszych walk z nacierającymi na Grochów oddziałami niemieckimi. [srodtytul]Zegar zatrzymał się na Zamku[/srodtytul] 16 września od rana niemieckie lotnictwo bombardowało miasto. Najbardziej ucierpiały: Dworzec Główny, Muzeum Narodowe oraz Zamek Królewski, gdzie tego dnia zniszczeniu uległo około 70 procent dzieł sztuki znajdujących się w jego wnętrzach. Przerwa w działaniach nastąpiła dopiero około godz. 14., kiedy to na odcinku bronionym przez 21. Pułk Piechoty pojawili się parlamentariusze. Niemcy żądali natychmiastowej kapitulacji Warszawy. W razie odmowy dowódca wojsk niemieckich przystąpi do bombardowania i szturmu fortecy Warszawa. W tym dniu niemieckie lotnictwo zrzuciło na miasto kilkaset tysięcy ulotek nawołujących do poddania. Wieczorem gen. Rómmel spotkał się z dziekanem korpusu dyplomatycznego. Podczas spotkania omawiano sprawę ewakuacji personelu dyplomatycznego i cudzoziemców. Termin wyjazdu został ustalony na 21 września. To właśnie z personelem dyplomatycznym został wywieziony materiał filmowy nakręcony w oblężonej Warszawie przez amerykańskiego operatora Juliana Bryana. Zmontowany z tych materiałów film pt. „Oblężenie” ukazał światu prawdziwy obraz hitlerowskiej agresji. 17 września II Rzeczpospolitą zaatakował sowiecki agresor. Tego dnia od rana Luftwaffe bombardowało Warszawę. Zniszczonych i uszkodzonych zostało wiele domów, o godz. 11.15 na wieży Zamku Królewskiego zatrzymały się wskazówki zegara. Prof. Stanisław Lorentz, dyrektor Muzeum Narodowego, wraz z grupą pracowników rozpoczął akcję ratowania najcenniejszych eksponatów Zamku. 18 września pierścień okrążenia odciął Palmiry od Warszawy, od tego dnia ustały dostawy amunicji ze składów w Palmirach. Tylko dzięki determinacji oficerów sztabu gen. Czumy oraz warszawskich kolejarzy udało się sprowadzić do miasta wszystkie stojące na bocznicach pociągi z amunicją. Tego dnia gen. Rómmel przeniósł swoje dowództwo z ulicy Rakowieckiej, będącej cały czas pod ostrzałem artylerii niemieckiej, do gmachu PKO przy ulicy Świętokrzyskiej. Od 18 września do Warszawy zaczęły przebijać się oddziały Armii „Poznań” po bitwie nad Bzurą. [srodtytul]Egzekucja stolicy[/srodtytul] 21 września gen. Johannes von Blaskowitz, dowódca niemieckiej 8. Armii, zarządził przygotowanie generalnego szturmu Warszawy na 25 września. W tym czasie wciąż do miasta przebijały się polskie jednostki walczące nad Bzurą. W mieście coraz częściej dochodziło do przerw w dostawach prądu, zaczęło również brakować wody. Nad Warszawą unosiła się łuna pożarów. Coraz bardziej tragiczna stawała się sytuacja ludności cywilnej – zaczęło brakować żywności i lekarstw. 25 września od godziny 7 Luftwaffe rozpoczęło zmasowane ataki bombowe na Warszawę. Samoloty bombardowały wszystkie obiekty w mieście, nie oszczędzając kościołów, szpitali czy zabytkowych budowli. Szpitale bombardowano pomimo oznaczenia dachów znakami Czerwonego Krzyża. Płk Tomaszewski wspominał: „Bombardowanie rozpoczęły lotnictwo i artyleria nieomal równocześnie, ale bombardowano nie stanowiska bojowe naszych oddziałów, lecz głównie miasto i ludność. Niemcy postanowili terrorem wziąć Warszawę. Rozpoczęło się to około godziny 7 rano i trwało bez przerwy gdzieś do 17. Bombardowano bombami burzącymi i zapalającymi na przemian. W ciągu godziny łączność z naszymi oddziałami przestała funkcjonować, zerwana wybuchami, zniszczona pożarami. Nad Warszawą otworzyło się piekło. Tuż obok mego schronu był schron oficera straży pożarnej, rejestrującego meldunki pożarowe i wydającego zarządzenia ratunkowe. Każdy meldowany nowy punkt pożaru nanosił malutką czerwoną chorągiewką na wielkim planie miejskim. Około godziny 10 plan ten pokryty był czerwienią, zabrakło chorągiewek. Oficer pożarowy przestał pracować, był bezsilny wobec żywiołu, wobec braku wody i sprzętu”. Hitler obserwował ginącą Warszawę z wieży kościoła pod Grodziskiem. To wielkie bombardowanie wyrządziło w mieście ogromne straty, zginęło lub zostało rannych wielu mieszkańców, zniszczonych zostało bezpowrotnie wiele zabytków oraz kwartałów mieszkalnych. Równocześnie samoloty zrzucały ulotki, w których ostrzegano mieszkańców Warszawy, że za każdego poległego żołnierza niemieckiego zostanie rozstrzelanych 20 Polaków. [srodtytul]Nie proszę o pomoc. Żądam pomsty...[/srodtytul] 26 września do szturmu na miasto ruszyły czołgi i piechota. Niemcy zdobyli parowozownię na Ochocie. Dowództwo polskie nie dało jednak za wygraną i pod wieczór odbiło zajęty obiekt. Dokonali tego żołnierze dowodzeni przez por. Pacaka-Kuźmirskiego. Wobec braku prądu radiostacja Warszawa II na falach krótkich nadała ostatnie przemówienie prezydenta Starzyńskiego: „Dzisiaj Niemcy wystrzelili na Warszawę dziesięć wagonów amunicji, możecie do cholery wystrzelać dziesięć razy więcej, a Warszawy i tak nie zdobędziecie, gdyż nic nie jest w stanie złamać ducha naszego oporu. Po raz ostatni odwołuję się do naszych sojuszników. Już nie proszę o pomoc. Na to już nie czas. Żądam pomsty. Za spalone kościoły, za zniszczone zabytki, za łzy i krew niewinnie mordowanych, za mękę rozrywanych bombami. […] Niech wszystkie stacje radiowe, a zwłaszcza stacje francuskie, które nas słyszą, powtórzą światu: Warszawa broni się, Warszawa walczy. Jeszcze Polska nie zginęła”. Tego dnia wieczorem odbyło się posiedzenie komitetu obywatelskiego przy Dowództwie Obrony Warszawy. Wszyscy uczestnicy spotkania poza prezydentem Starzyńskim opowiedzieli się za zakończeniem walk. W niedługim czasie na odprawie zwołanej przez gen. Rómmla w dowództwie Armii „Warszawa” uczestniczący w niej oficerowie uznali, że dalszy opór w sytuacji, gdy większa część kraju została opanowana, był już bezcelowy. Rozmowy z Niemcami na temat kapitulacji załogi Warszawy miał prowadzić gen. Kutrzeba oraz płk dypl. Aleksander Pragłowski. [srodtytul]Kapitulacja i zarzewie oporu[/srodtytul] 27 września wieczorem na Polu Mokotowskim wylądował samolot z mjr. dypl. Edmundem Galinatem, który od marszałka Rydza-Śmigłego dla gen. Rómmla przywiózł rozkaz nakazujący utworzenie na terenie kraju konspiracyjnej organizacji wojskowej mającej na celu dalszą walkę z okupantami. Tego dnia w podziemiach PKO na Świętokrzyskiej odbyła się narada, na której gen. Michał Karaszewicz-Tokarzewski otrzymał rozkaz utworzenia organizacji konspiracyjnej. Nowo powołana organizacja przyjęła nazwę Służby Zwycięstwu Polski. Następnego dnia o godz. 13.15 w fabryce Skoda na Rakowcu został podpisany akt kapitulacji Warszawy. Tego dnia ze względu na brak amunicji oraz zaopatrzenia skapitulował również Modlin. 1 października oddziały niemieckie całkowicie zajęły Warszawę. O godz. 17. radiostacja Warszawa II nadała ostatni komunikat mówiący o wejściu do miasta sił nieprzyjaciela. Audycję zakończyła „Warszawianka” i słowa „Niech żyje Polska”. Cztery dni później w Alejach Ujazdowskich odbyła się defilada oddziałów niemieckich. Szykowany na 5 października przez polskie podziemie zamach na Hitlera nie doszedł do skutku. W wyniku bombardowań miasta we wrześniu 1939 roku zniszczeniu uległo około 10 procent zabudowy Warszawy. 17 października Ministerstwo Propagandy Rzeszy wydało zarządzenie zakazujące publikowania jakichkolwiek danych na temat zniszczeń Warszawy we wrześniu 1939 r. [i]Zbigniew Wawer - historyk wojskowości, autor programów i filmów dokumentalnych o II wojnie światowej, ostatnio wydał dwie prace poświęcone bitwie o Monte Casssino[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL