fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

„Eksperci” namawiali do brania narkotyków

Fot. Caveman 92223
Flickr
Palenie trawki jest bezpieczniejsze niż picie alkoholu, a tabletki ecstasy wcale nie niszczą zdrowia – przekonywali brytyjskich nastolatków „eksperci” obsługujący rządowy telefon zaufania. Brytyjskie władze i specjaliści są zbulwersowani.
Dziennikarze „Daily Telegraph”, podając się za nastolatków, sprawdzili, jakimi poradami służą eksperci.
Żaden nie próbował odwieść ich od pomysłu sięgnięcia po narkotyki. Przeciwnie, podpowiadali nawet, jak uniknąć odpowiedzialności za posiadanie nielegalnych używek. – Wystarczy, jeśli zatrzymany przez policję powiesz, że działka jest na twój osobisty użytek. Dzięki temu unikniesz postępowania sądowego jako diler – powiedział jeden z doradców.
Dziennikarce podającej się za 15-latkę poradzono, by – jeśli obawia się działania ecstasy – połknęła tylko pół tabletki. A jeśli nie zauważy niepokojących objawów, sięgnęła po drugą połowę.
Kiedy reporter zapytał, co ma zrobić, bo jego 13-letni kolega zaczął palić trawkę, usłyszał, że okazjonalne palenie marihuany nie jest wcale takie złe, bo nie można się od niej uzależnić. – To alkohol ma silniejsze działanie. Gdyby został uznany za nielegalny, musiałby trafić do grupy używek A, czyli tych najbardziej szkodliwych, podczas gdy trawka tylko do grupy C – przekonywał pracownik telefonu zaufania. Spożywanie napoi wysokoprocentowych zostało przedstawione przez ekspertów jako bardziej niebezpieczne, niż zażywanie narkotyków, z heroiną włącznie.
Na stronie internetowej telefonu zaufania Frank www.talktofrank.com można znaleźć też informację, że nie wszystkie narkotyki są uzależniające, a ryzyko, że po jednym razie nie będziesz mógł przestać, jest niewielkie. Sposobem na odciągnięcie przyjaciela od brania używek ma być zaś zaproszenie go na przykład do pubu.
[srodtytul] Rząd stracił kontrolę[/srodtytul]
Rady pracowników telefonu zaufania wzbudzają tym większe kontrowersje, że powstał on z inicjatywy rządu. Uruchomiony w 2003 roku miał być elementem strategii działania przeciw uzależnieniom młodzieży i informować o zagrożeniach związanych i korzystaniem z używek.
– Jeśli instytucja rządowa powołuje do życia taką organizację i zleca jej wykonanie jakiegoś zadania, nie może tracić nad nią kontroli – powiedział „Rz” Jakub Śpiewak z Fundacji Kidprotect.pl – Wątpię, żeby rząd brytyjski wpadł na taki pomysł. Nie podejrzewam też Gordona Browna, by osobiście układał odpowiedzi ekspertom. Władza musi jednak wiedzieć, na co przeznacza publiczne pieniądze i reagować, jeśli są one źle pożytkowane.
– Dotrzemy do osób odpowiedzialnych za całą sprawę – obiecał rzecznik brytyjskiego rządu, przekonując, że Frank jest ważnym źródłem informacji dla młodych ludzi, którzy potrzebują porad odnośnie do narkotyków. Zaznaczył jednocześnie, że ważne jest, by zatrudnieni tam eksperci byli kompetentni.
[srodtytul] Zbyt liberalna strategia [/srodtytul]
Jedną z przyczyn stworzenia telefonu zaufania była wzrastająca w szybkim tempie liczba ludzi biorących narkotyki. Szacuje się, że w Wielkiej Brytanii sięga po nie już prawie 5 milionów ludzi. – Powodem jest tracenie przez instytucje takie jak rodzina, szkoła czy Kościół wpływu wychowawczego i poczucie bezradności – tłumaczył „Rz” profesor socjologii w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie Kazimierz Krzysztofek. – Brytyjczycy zdecydowali się jednak na bardzo liberalne rozwiązanie. Pozwalają dzieciom samodzielnie podejmować decyzje, podczas gdy w kwestiach narkotyków czy alkoholu powinny być one ubezwłasnowolnione.
Zdaniem rozmówców „Rz” istotne jest też kierowanie do dzieci jasnych i czytelnych przekazów. – Niewłaściwe jest mówienie, że alkohol jest gorszy niż narkotyki. Obie używki są dla dzieci złe – podkreślił Jakub Śpiewak. Podobnie uważa Mary Brett, rzeczniczka organizacji dobroczynnej Talking About Cannabis, która określa odpowiedzi ekspertów mianem „skandalicznych”. – Młodzi ludzie powinni usłyszeć logiczne argumenty przemawiające za tym, że narkotyki nie są dla nich przeznaczone. Branie narkotyków może wywołać psychozę u tych, którzy mają do tego skłonności genetyczne. Dlaczego takich informacji nie przekazali dzieciom eksperci? – ubolewa.
„Każdy narkotyk stosowany podczas, gdy mózg się jeszcze rozwija, może powodować poważne zaburzenia w jego prawidłowym funkcjonowaniu” – podkreśliła zaś na łamach „Daily Telegraph” dr Zerrin Atakan, specjalistka z londyńskiego Instytutu Psychiatrii. Badania dowodzą, że palenie marihuany przed ukończeniem 18 lat może prowadzić do zaburzeń mózgu w obszarach odpowiedzialnych za pamięć, koncentrację, podejmowanie decyzji i umiejętności językowe.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA