fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Jenson Button dobry na deszcz

Jenson Button wygrał w Kuala Lumpur trzeci wyścig w karierze
PAP/EPA
Grand Prix Malezji. Robert Kubica miał kłopoty już na starcie, a na drugim okrążeniu jego BMW Sauber przestał jechać
Drugi wyścig sezonu i drugie zwycięstwo Jensona Buttona – kierowcy zespołu Brawn Grand Prix. Robert Kubica wciąż nie ma na koncie ani jednego punktu. Rywalizację na torze koło Kuala Lumpur przerwała ulewa.
Rozpoczynano ściganie na suchym torze, choć na niebie gęstniały groźne burzowe chmury. Przed startem inżynierowie wymieniali z kierowcami uwagi na temat pogody, przekazując na bieżąco odczyty z meteorologicznych ekranów.
[srodtytul]Silnik dziwnie brzmi[/srodtytul]
Tylko Kubica musiał się skupić na znacznie poważniejszym problemie. – Silnik dziwnie brzmi – meldował na okrążeniu rozgrzewkowym swojemu inżynierowi Antonio Cuquerellemu. Polak później przyznał, że chciał jeszcze przed startem zjechać do garażu, ale zespół polecił mu ustawić się na polu startowym.
Nic w ten sposób nie zyskano, bo jednostka napędowa niemal natychmiast odmówiła posłuszeństwa, a konsekwencje startu uszkodzonym samochodem mogły okazać się bardzo poważne. Gdy gaśnie pięć czerwonych świateł, 20 maszyn, przyspieszających od zera do 200 km/h w czasie czterech sekund, pędzi do pierwszego zakrętu, walcząc o jak najlepszą pozycję. Gdy w środku tego zamieszania jeden samochód nie rusza z miejsca, od groźnej kolizji dzielą zawodników milimetry i ułamki sekund.
Na szczęście wszyscy kierowcy zdołali ominąć stojący na szóstym polu startowym biało-granatowy samochód Kubicy, a on sam po chwili zdołał ruszyć z miejsca i żółwim tempem – jak na warunki Formuły 1 – potoczył się za uciekającym peletonem. Kiedy kończył pierwsze okrążenie, rywale byli już daleko z przodu.
Przejeżdżający po prostej startowej samochód Polaka zamiast świdrującego uszy ryku 700 koni mechanicznych wydawał z siebie niemrawy warkot. Jeszcze przed końcem drugiego okrążenia Kubica zjechał na pobocze, a z tylnej części jego wyścigówki zaczęły wydobywać się płomienie. Drugi wyścig sezonu, znów zero punktów i ostatnia pozycja w klasyfikacji mistrzostw świata – nie o takim początku tegorocznych zmagań marzył kierowca BMW Sauber.
Pasjonującą walkę o punktowane miejsca, ostatecznie przerwaną przez tropikalną burzę, Kubica musiał obserwować z garażu. A było na co patrzeć – po rakietowym starcie z czwartego pola prowadzenie objął Nico Rosberg w Williamsie, a lider klasyfikacji mistrzowskiej Jenson Button po drugim z rzędu starcie z pole position spadł na trzecie miejsce, wyprzedzony jeszcze przez Jarno Trullego w Toyocie. Pierwsza trójka błyskawicznie odjechała reszcie stawki.
[srodtytul]Za mokro i za sucho[/srodtytul]
Deszcz nieuchronnie wisiał w powietrzu, a w okolicach Kuala Lumpur pojęcie delikatnej mżawki praktycznie nie istnieje – tutaj albo jest sucho, albo leje jak z cebra. Oszukać los próbowali stratedzy z Ferrari, którzy podczas pierwszego tankowania Kimiego Raikkonena zagrali va banque i założyli byłemu mistrzowi świata deszczowe opony. Jednak przez kilka kolejnych okrążeń tor pozostawał suchy i biedny Fin tracił pozycję za pozycją, jednocześnie zdzierając niemiłosiernie bardzo miękkie gumy.
Rosberg i Trulli zjechali na tankowanie odpowiednio cztery i dwa okrążenia przed Buttonem, ale Anglikowi to wystarczyło. Mocno przycisnął i po swoim tankowaniu znalazł się na czele. Po dwóch kolejnych rundach długo oczekiwany deszcz wreszcie wmieszał się do rywalizacji. Spodziewając się istnej nawałnicy, większość zawodników założyła ogumienie w pełni deszczowe. Jedynie Timo Glock, który po kiepskim starcie z trzeciego pola spadł na ósmą lokatę, zdecydował się na opony przejściowe, o płytszym bieżniku. To był strzał w dziesiątkę i kierowca Toyoty przebijał się błyskawicznie do przodu, bo wbrew zapowiedziom deszcz kropił dość niemrawo – było za mokro na gładkie opony, ale zbyt sucho na ogumienie w pełni deszczowe.
Kiedy Glock wyprzedził już wszystkich poza Buttonem, kierowcy zaczęli ponownie zjeżdżać na pas serwisowy, aby zmienić zdarte do cna deszczowe opony. Znów wszyscy dali się oszukać pogodzie – założyli ogumienie przejściowe i jak na złość parę minut później nad torem rozpętała się burza.
Wielkim wygranym na pogodowej loterii okazał się Nick Heid-feld, który tylko raz odwiedził boksy po opony deszczowe i pozostał na nich do samego końca, czując, że opady mogą się w każdej chwili nasilić. Jednak nawet on nie był w stanie utrzymać się na torze, kiedy zaczęło lać. Pobocza toru Sepang zwiedzali także inni kierowcy, aż po krótkiej chwili dyrekcja wyścigu wypuściła do akcji samochód bezpieczeństwa.
[srodtytul]Czerwona flaga[/srodtytul]
Po asfalcie lały się strugi wody, a widoczność była gorsza z minuty na minutę, bo wyścig rozpoczął się zaledwie dwie i pół godziny przed zachodem słońca (by kibice w Europie nie musieli wstawać rano).
Sędziowie wreszcie podjęli jedyną słuszną decyzję i wywiesili czerwoną flagę, przerywając zmagania kierowców z aurą. Jeszcze przez 50 minut trwały dyskusje, czy zawody powinny zostać wznowione. W tym czasie kierowcy mokli na prostej startowej. Jedynie Kimi Raikkonen nie zamierzał brać przymusowego prysznica – po prostu poszedł do garażu, przebrał się i zakończył w ten sposób swoje niedzielne zajęcia. W momencie przerwania wyścigu na czele jechał Button, a za nim znajdowali się Glock i Heidfeld. Jednak w sytuacji, w której zawody nie zostają już wznowione, pod uwagę brana jest kolejność z przedostatniego ukończonego okrążenia – a więc puchar za drugie miejsce odebrał Heidfeld, który tuż przed wywieszeniem czerwonej flagi został wyprzedzony przez Glocka.
Jedno nie ulegało wątpliwości: druga z rzędu wygrana Buttona stała się faktem. Co prawda Anglik zgarnął za zwycięstwo pięć punktów zamiast dziesięciu (przejechano 31 okrążeń, a więc mniej niż 75 procent zakładanego dystansu 56 rund, wobec czego kierowcom przyznano połowę należnych punktów), ale i tak zwiększył przewagę w mistrzostwach do pięciu punktów. Drugi jest jego kolega z ekipy Brawn Rubens Barrichello.
[ramka][srodtytul]Grand prix Malezji[/srodtytul]
1. J. Button (W. Brytania, Brawn GP-Mercedes) 1:10.59,0922. N. Heidfeld (Niemcy, BMW Sauber) strata 22,700s3. T. Glock (Niemcy, Toyota) 23,5004. J. Trulli (Włochy, Toyota) 46,1005. R. Barrichello (Brazylia, Brawn GP-Mercedes) 47,3006. M. Webber (Australia, Red Bull-Renault) 52,3007. L. Hamilton (W. Brytania, McLaren-Mercedes) 1.00,7008. N. Rosberg (Niemcy, Williams-Toyota) 1.11,500... R. Kubica (Polska, BMW Sauber) nie ukończył wyścigu.Klasyfikacja MŚ kierowców 1. Button 15 pkt2. Barrichello 103. Trulli 8,54. Glock 8; 5. Heidfeld 4; 6. F. Alonso (Hiszpania, Renault) 4; 7. N. Rosberg (Niemcy, Williams-Toyota) 3,5; 8. S. Buemi (Szwajcaria, Toro Rossoi) 2; 9. Webber 1; 10. Hamilton 1; 11. S. Bourdais (Francja, Toro Rosso) 1; 12. A. Sutil (Niemcy, Force India) 0; 13. F. Massa (Brazylia, Ferrari) 0; 14. G. Fisichella (Włochy, Force India) 0; 15. K. Nakajima (Japonia, Williams-Toyota); 16. S. Vettel (Niemcy, Red Bull); 17. N. Piquet (Brazylia, Renault); 18. K. Raikkonen (Finlandia, Ferrari); 19. R. Kubica (Polska, BMW Sauber); 20. H. Kovalainen (Finlandia, McLaren-Mercedes).Klasyfikacja konstruktorów1. Brawn 25 pkt2. Toyota 16,53. BMW Sauber 4 Renault 45. Williams-Toyota 3,56. Toro Rosso 37. Red Bull-Renault 1,58. McLaren-Mercedes 19. Force India, 10. FerrariNastępny wyścig - GP Chin (19 kwietnia).
[srodtytul]Powiedzieli[/srodtytul]
[b]Robert Kubica. BMW Sauber[/b]
Kiedy ruszałem do okrążenia rozgrzewkowego, zorientowałem się, że mam problem techniczny. Brakowało mocy, a z silnika dochodził dziwny hałas. Pytałem przez radio, czy aby na pewno mam jechać na pole startowe, bo start uszkodzonym samochodem był wielkim ryzykiem. Tak faktycznie było, gdyż nie mogłem ruszyć z miejsca, praktycznie w ogóle nie było mocy. Miałem szczęście, że wszyscy mnie ominęli. Potem jechałem spacerowym tempem, niczym samochodem Formuły 3 – nie dało się jechać szybciej niż 240 km/godz. Czułem, jakby brakowało przynajmniej połowy cylindrów w silniku. Pytałem zespół, czy mam zjechać do boksu, ale zanim podjęli decyzję, samochód się zapalił i to był koniec. Pech, lecz w następnym wyścigu powinno być lepiej.
[b]Jenson Button. Brawn GP, zwycięzca GP Malezji[/b]
Co za szalony wyścig! Start miałem bardzo kiepski, źle rozgrzałem opony i spadłem na trzecie miejsce. Potem udało się przebić na prowadzenie, ale z kolei pojawił się problem przy doborze opon. Tutaj z reguły jak już pada, to bardzo konkretnie. Wybraliśmy w pełni deszczowe ogumienie, a potem zobaczyłem, jak szybko Glock jedzie na przejściowych. Zjechałem na zmianę, po chwili się rozpadało i musiałem wrócić do boksu po opony deszczowe. Warunki były bardzo trudne, nie było widać toru. Kilka razy prawie wypadłem na pobocze, nie mogliśmy się nawet utrzymać za samochodem bezpieczeństwa. To już chyba wchodzi mi w nawyk – druga wygrana z rzędu za samochodem bezpieczeństwa!
[b]Nick Heidfeld. BMW Sauber[/b]
Dobór opon nie był optymalny, bo także zdecydowaliśmy się na w pełni deszczowe. Kiedy zespół poinformował mnie, że spodziewają się nasilenia opadów, odpowiedziałem, że moim zdaniem szybciej by się jechało na ogumieniu przejściowym. Kiedy już miałem zjeżdżać na zmianę, rozpadało się na dobre. Jakieś 200 metrów przed zjazdem na pas serwisowy zdecydowałem, że pozostanę jednak na torze. Na początku oszczędzałem deszczówki i niektórzy rywale jechali szybciej ode mnie, ale miałem nadzieję, że jak rozpada się na dobre, to będę mógł dłużej wytrzymać na torze. Tylne opony były zupełnie zdarte, zrobiły się z nich slicki.
[b]Mario Theissen. szef zespołu BMW Sauber[/b]
Tak jak się spodziewaliśmy, wyścig był bardzo chaotyczny. Dla Roberta skończył się już właściwie przed startem, bo silnik nie reagował na wciskanie gazu. Po pierwszych analizach wszystko wskazuje na to, że powodem była usterka w układzie pneumatycznym. Zapowiadany deszcz sprawił, że zatankowaliśmy samochód Nicka dużą ilością paliwa. To pozwoliło mu pozostać na torze do momentu, kiedy zaczęło padać. Zmienił opony w idealnym momencie i dzięki temu uzyskał fantastyczny wynik. W Australii pechowo straciliśmy pozycję na podium, a tutaj dopisało nam szczęście. Robert oczywiście ma prawo być rozczarowany, ale mam nadzieję, że w dalszej części sezonu będzie lepiej.
[srodtytul]Opinia[/srodtytul]
[b]Krzysztof Hołowczyc kierowca rajdowy, Orlen Team[/b]
Wyścig był trudny do oglądania dla wszystkich. Wyniki, poza sukcesem Jensona Buttona, były przypadkowe, nawet na najwyższych miejscach. Najwięcej na zamieszaniu spowodowanym przez oberwanie chmury zyskał Nick Heidfeld, który wcale nie jechał nadzwyczajnie, ale dzięki taktyce zespołu BMW Sauber zajął doskonałą pozycję. Było w tym trochę szczęścia, lecz decyzje jego ekipy były dobre, zwłaszcza jeśli porównać je z działaniem zespołu Ferrari, który zrobił krzywdę swojemu kierowcy.Emocjonalnie oddaliłem się od wyścigu od chwili, gdy Robert Kubica został na starcie. Znając go, od razu wiedziałem, że coś się musiało stać z autem. Oczywiście szkoda mi, że po dwóch startach polski kierowca nie ma punktów, wszyscy czujemy niedosyt, ale jeszcze sporo wyścigów przed nami. Mam też wrażenie, że zespół Kubicy jednak nie odstaje tak bardzo od obecnych liderów, i z niecierpliwością czekam, co orzeknie FIA w sprawie nowych dyfuzorów. Niepokoi mnie, gdy słyszę, że to wątpliwa sprawa. Formuła 1 polega przecież na rozwoju technologii. Ograniczenie mocy i pewne zmiany aerodynamiki mają sens, ale udane nowe rozwiązania techniczne nie mogą być karane. W tle czuć żal innych ekip, że Ross Brawn, świetny inżynier i strateg, jest dziś zdecydowanie lepszy od innych. Dodatkowo ma on charakter, który jest mi bliski – to człowiek otwarty, uśmiechnięty, dlatego cieszą mnie zwycięstwa jego ekipy, także sukcesy Jensona Buttona, który miał być supertalentem, potem spisany został na straty, a dziś wreszcie ma swoje dni.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA