fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Muzyk pełen namiętności i emocji

Polsko-francuski dokument „Piotr Anderszewski – Podróżujący Fortepian” Brunona Monsaingeona wygrał Festiwal Programów Audiowizualnych w Biarritz. W niedzielę o 22.50 pokaże go TVP 2
Bohater opowieści jest nietuzinkowym artystą, jego fortepianowe interpretacje ujmują słuchaczy nie tylko perfekcją wykonania, ale i emocjonalnością.
Film o Piotrze Anderszewskim to kino drogi. Rozpoczyna się w Polsce, gdy pianista wsiada samotnie z niedużą walizeczką do wagonu kolejowego, który staje się jego domem na czas trasy koncertowej. W zaimprowizowanym tam mieszkaniu, wyposażonym oczywiście w fortepian, muzyk dzieli się przemyśleniami na temat swojej pracy, opowiada o tym, co go fascynuje, czego się obawia. Jest synem Węgierki i Polaka. Rodzice nie byli muzykami, ale dzieciom zaszczepili miłość do niej. Starsza siostra Dorota uczyła się gry na skrzypcach, Piotr – na fortepianie. Pamięta, że po raz pierwszy usłyszał Mozarta w kościele św. Krzyża w Warszawie, było to „Requiem”. Uważa go za jednego z najdoskonalszych kompozytorów, mimo zmieniających się fascynacji muzyką Beethovena, Bacha, Chopina.
– Grać można tylko coś, co się kocha. Naprawdę kocha – mówi Piotr Anderszewski z przekonaniem. Unika artystycznych kompromisów. W filmie zobaczymy fragment jednego z paryskich koncertów, po zakończeniu którego tak się zwrócił do oklaskującej go publiczności: – Nie jestem dziś zadowolony z drugiej partity, więc zagram ją jeszcze raz. To trwa 18 minut, więc jeśli chcecie państwo pójść do domu... to nie ma problemu! W Budapeszcie zagrał koncert Schumanna w tamtejszej Akademii Muzycznej i cieszył się ze spotkania ze swoją babcią. Ale i z Warszawą Anderszewski czuje się silnie związany. – Łączą mnie z nią stosunki pełne namiętności – wyznaje. Mieszkał w Warszawie, Budapeszcie, Lyonie, Strasburgu, Los Angeles, Londynie, Paryżu, Liz-bonie. Opowiada o zmieniających się nastrojach miejsc, fascynacji nieznanym, próbie dotknięcia nieskończoności. – Przekazywanie prawdy w sztuce polega na zyskaniu pewnej władzy nad publicznością, na tym, że budzi się w niej marzenia. Ale wszelka władza jest złudzeniem, a dobry artysta jest z konieczności iluzjonistą. Myślę, że mam szczerą naturę – sztuka kłamstwa nie przychodzi mi łatwo. W mojej profesji to upośledzenie, ale także moja siła.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA