fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media i internet

Rozmazuje się granica między informacją a reklamą

Nikesh Arora, wiceprezes Google
google
- Reklama dostarczona wtedy, kiedy jej potrzebujemy, jest użyteczną informacją - mówi Nikesh Arora, wiceprezes Google
[b]"Rz": Jakie urządzenie będzie za 15 lat głównym narzędziem dostępu do sieci? Telefon komórkowy, palmtop, laptop?[/b]
[b]Nikesh Arora, prezes koncernu w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki:[/b] To bez znaczenia. Przyszłość nie wiąże się z konkretnym urządzeniem. Będziemy używać tego, co w danej chwili najwygodniejsze, bo usługi będą w sieci, a nie w urządzeniu. Już teraz jest podobnie: w telefonie odbieramy maile, przeglądamy wideo, mapy, kupujemy przez sieć. Różnice między komórką a np. komputerem się zamazały. Sam jestem przykładem. W drodze do Polski, na lotnisku, uświadomiłem sobie, że zapomniałem laptopa. Zdarzyło mi się to pierwszy raz od lat. Okazało się jednak, że mając w kieszeni smartfona, mogę spokojnie poradzić sobie z wszystkimi zadaniami. Otwieram dokumenty, czytam pocztę, komunikuję się. [b]Dlaczego Google uważa, że powinniśmy przechowywać pliki, zdjęcia czy filmy w sieci, a nie np. w komputerze?[/b]
Bo koszty przechowywania danych w sieci maleją, a dostęp do nich jest coraz łatwiejszy. Niemal wszędzie mamy już dostęp do sieci za pośrednictwem operatorów komórkowych. [b]Istnieje wiele wątpliwości związanych z bezpieczeństwem danych i stabilnością działania usług.[/b] Jak często zdarza się, że nie działa pańska skrzynka e-mailowa? Raz w roku przez kilka minut?Niedostępność usług przez 1-2 proc. czasu jest poziomem akceptowalnym przez klientów. Dlatego dostawcy usług skupią się na dostarczani ich wszędzie tam, gdzie są one potrzebne. Oczywiście kwestie awaryjności też zostaną rozwiązane. [b]Jednak ostatnio np. pliki użytkowników usługi Google Docs zostały przypadkowo udostępnione niepowołanym osobom. Takie przypadki podważają zaufanie.[/b] To się zdarza od czasu do czasu. Banki rabowane są od lat, ale z nich wciąż korzystamy. Ten, kto przejmuje się doniesieniami na temat wycieków prywatnych danych z Google, powinien zadać sobie pytanie, jak często zdarza się coś takiego. Jeśli jest to problem rzędu 0,5 czy 0,1 proc., to znaczy, że jesteśmy na dobrej drodze. Zresztą sami, jako konsumenci, codziennie udowadniamy, że chcemy się dzielić informacjami o sobie, jeśli w zamian dostajemy korzyści. Ja np. od 20 lat używam karty kredytowej. Firma rozliczająca wie o mnie tyle, że mogłoby się to wydawać przerażające. Wiedzą gdzie podróżuję, co kupuję, gdzie jem, co kupiłem bliskim w sklepie na lotnisku. Godzę się na to, bo w zamian dostaję korzyści i wygodę. To samo dotyczy usług internetowych. Ich dostawcy z czasem nauczą się wykorzystywać zaufanie konsumentów w taki sposób, by dostarczać im wartość dodaną, jednocześnie nie nadużywając zaufania. To zresztą dotyczy każdego rodzaju działalności. Pod względem biznesowym Internet nie jest niczym wyjątkowym. [b]Google zarabia głównie reklamach w wyszukiwarce. Jak firma chce zarabiać na swoich usługach online?[/b] Poprzez inteligentny marketing. Reklama dostarczona wtedy, kiedy jej potrzebujemy, jest użyteczną informacją. Na przykład - idziesz spragniony przez pustynię, widzisz znak „woda do picia”. To informacja. Jeśli jednak właśnie zaspokoiłeś pragnienie, a Ciebie wciąż atakują reklamy wody mineralnej, to jest to już tylko nietrafiona reklama. Wyrzucone pieniądze. Albo np. reklama piwa w trakcie meczu w telewizji. Jaka jest szansa, że 20 mln widzów które widzi ten spot, akurat ma ochotę na piwo? Czy nie lepiej byłoby pokazać im 20 mln różnych reklam dopasowanych do ich preferencji? Stworzenie reklam które będą równe informacji, zrewolucjonizuje marketing. Granica między informacją a reklamą bardzo się rozmaże. [b]Co z firmami, które nie doceniają roli Internetu, i np. dopiero niedawno dorobiły się swojej strony internetowej? Zmiecie je rewolucja mobilnego Internetu?[/b] Nie, w takiej postawie nie ma niczego złego. W końcu jeszcze 10-15 lat temu email czy Internet też był domeną ludzi obeznanych z nowinkami, liderów technologii. Teraz każdy ma adres emailowy. Każda technologia przechodzi przez fazy – od specjalistów, fanatyków do masowego rynku. Jej status zmienia się z „fajnie byłoby to mieć”, do „trzeba to mieć”. Tak było z emailem czy telefonem komórkowym – teraz mają je wszyscy. Nie mam wątpliwości, że internetowe usługi mobilne w przyszłości staną się w podobny sposób niezbędne. Przypuszczam jednak, że niemożliwe będzie, by funkcjonować w biznesie nie adoptując ich do swojej strategii biznesowej. Konsumenci zyskają ogromną siłę, w sensie zdolności do kontrolowania przekazu, jaki do nich dociera. Konsumenci nie chcą już być bombardowani kakofonią marketingową. [b]Usługi internetowe bywają niekompatybilne. Np. nie wszystkie funkcje, jakie udostępnia np. Microsoft, są dostępne w przeglądarce internetowej Google. Przykłady można mnożyć. Czy pełne korzystanie z sieci oznacza konieczność związania się z jedną firmą? [/b] Niekompatybilność to problem krótkoterminowy. W dłuższej perspektywie usługi online zmierzają do interoperacyjności. Dziś można się zastanawiać, czy chcę mieć profil na Facebooku, Bebo czy Naszej- Klasie, bo w którymś z tych serwisów mam więcej znajomych. Absurdalne. To tak, jakby właściciele telefonów w Plusie nie mogli rozmawiać z klientami Ery. Operatorzy komórkowi już dawno zlikwidowali ten problem. To samo czeka nas portale społecznościowe, usługi online czy telefony komórkowe. Czy wyobraża Pan sobie, że za każdym razem, kiedy kupuje Pan nowy komputer, jest w nim inny system, nowe funkcje, nowy interfejs, którego trzeba się nauczyć? Właśnie tak sytuacja wygląda w telefonach komórkowych. To hamuje rozwój nowych usług. [b]Czy usługi Google pozostaną darmowe? [/b] Jak dotąd nie znaleźliśmy powodu, by kazać klientom indywidualnym za nie płacić. Ten model na razie się sprawdza.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA