fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służba zdrowia

Czy w szpitalach powstał korupcyjny system

Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Zarzuty prokuratury wobec dyrektorów. Szefowie znanych lecznic mieli brać pieniądze od firmy diagnostycznej, a w zamian zgadzać się, by prowadziła usługi laboratoryjne w ich placówkach. Łódzcy śledczy postawili już zarzuty kilkudziesięciu osobom
Dyrektor szpitala im. Jana Pawła II w Krakowie, wicedyrektor kliniki na Karowej w Warszawie, kierownik laboratorium szpitala w Ełku... W środę prokuratura postawiła zarzuty pięciu menedżerom szpitali. Grozi im do dziesięciu lat więzienia.
To część gigantycznej afery, która od prawie dwóch lat przetacza się przez służbę zdrowia: zarzuty postawiono już 42 osobom – szefom placówek, członkom komisji przetargowych i kierownikom laboratoriów. Sprawa wybuchła we wrześniu 2007 r. Zatrzymano wówczas właścicieli krakowskiej firmy laboratoryjnej Diagnostyka i powiązanych z nią spółek. Prokuratura stwierdziła, że Grzegorz G., Jacek P. i Jakub S. wspólnie z dyrektorami szpitali ustawiali warunki przetargów na usługi laboratoryjne i w ten sposób stworzyli korupcyjny system.
Ci, broniąc się, odpowiadali, że system istnieje od dawna, a kto chce prowadzić usługi w szpitalach, musi płacić. – Dyrektorzy lecznic albo to sugerują, albo wprost żądają łapówek – tłumaczyli oskarżeni. I opowiedzieli śledczym o kulisach procederu. Lista szpitali, gdzie według prokuratury dochodziło do łapownictwa, jest długa, a wciąż dopisywane są do niej kolejne. W aferze oskarżeni są znani, zasłużeni dla służby zdrowia menedżerowie, jak zatrzymany w środę Mieczysław P., dyrektor szpitala im. Jana Pawła II. – Przyjął 15 tys. zł od firmy diagnostycznej – mówi Bogumiła Tarkowska, naczelnik łódzkiego wydziału ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej. Dyrektor się broni: „Oferta, którą przedstawiła firma Diagnostyka na badanie krwi, była najkorzystniejsza. Zarzut postawiony mi przez prokuraturę jest oparty na pomówieniu osób, przeciwko którym toczy się postępowanie karne“ – napisał w komunikacie. Dyrektor szpitala w Śremie miał przyjąć 70 tys. łapówki, były wiceszef kliniki na Karowej w Warszawie 56 tys. Szef laboratorium w Ełku wykonywał fikcyjne umowy-zlecenia. Wszyscy – poza jednym, który przyznał się do przyjęcia 6 tys. zł – zaprzeczają. – Stawiamy zarzuty, gdy zeznania świadków zostaną potwierdzone przez inne dowody – wyjaśniają łódzcy śledczy. Nawet oni przyznają jednak, że udowodnienie przed sądem wielu przestępstw będzie trudne: pieniądze wędrowały z ręki do ręki, a między właścicielami Diagnostyki i dyrektorami szpitali byli pośrednicy, zwykle pracownicy laboratoriów, którym zdarzało się zatrzymywać część dla siebie. Prokuratorzy dodają, że Diagnostyka i powiązane z nią DPC Polska, DIAG System wygrywały przetargi legalnie, bo miały dobry sprzęt i konkurencyjne ceny. – W szpitalu Jana Pawła II umowę podpisano na rok i w tym czasie właściciele spółki otrzymali sygnały, że można ją przedłużyć, ale nie bezinteresownie – opowiada śledczy z Łodzi. – Tak było i w innych placówkach. Wysokość łapówek wynosiła 5 – 10 proc. zysku. Właściciele Diagnostyki zainwestowali w laboratoria i utrata zlecenia mogła dla nich oznaczać stratę finansową, więc płacili. Wydarzenia w szpitalu Jana Pawła II w Krakowie przypominają do złudzenia sytuację w Instytucie Kardiologii w Aninie z kwietnia 2008 r., gdzie według prokuratury 55 tys. zł łapówki miał wziąć Jarosław Pinkas, późniejszy wiceminister zdrowia w rządzie PiS. Usłyszał zarzuty wiosną ubiegłego roku. Także nie przyznaje się do ustawienia przetargu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA