fbTrack

Świat

Fritzl skazany na dożywocie

Josef Fritzl
AFP
Zbrodniarz uważa wyrok za sprawiedliwy. Człowiek, który przez ćwierć wieku gwałcił córkę, więził rodzinę w piwnicy i odpowiada za śmierć noworodka, resztę życia spędzi w zakładzie psychiatrycznym
73-letni Josef Fritzl, „potwór z Amstetten”, został skazany na dożywocie po zaledwie czterodniowym procesie. Ośmioosobowa ława przysięgłych podjęła decyzję jednogłośnie. Josef Fritzl został uznany za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów: zabójstwa, gwałtu, kazirodztwa, uwięzienia, wymuszenia i niewolnictwa. Wyrok jest prawomocny, ponieważ prokurator i obrońca nie skorzystali z prawa odwołania.
Podczas ogłaszania wyroku Fritzl nie zakrywał twarzy. Spoglądał prosto w obiektywy kamer i aparatów. Na pytania, czy rozumie i przyjmuje wyrok i jest świadomy jego konsekwencji– porozumiał się wzrokiem ze swoim obrońcą Rudolfem Mayerem. – Przyjmuję – powiedział spokojnym głosem. – Żałuję z całego serca. Niestety, nie mogę już niczego zmienić – stwierdził w ostatnim słowie. Mówił wolno, ocierając oczy chusteczką. Według jego adwokata Fritzl nie chce apelacji, bo uważa wyrok za sprawiedliwy. Dożywotniego zamknięcia w zakładzie psychiatrycznym żądała prokurator Christiane Burkheiser, argumentując, że „rozmiar przestępstw popełnionych przez oskarżonego jest niewyobrażalny”. – On nie może nigdy opuścić zakładu zamkniętego. To niebezpieczny psychopata. Zagraża każdemu z nas. W każdej chwili mógłby popełnić kolejną zbrodnię – ostrzegała.
Najpoważniejszym zarzutem wysuniętym wobec Fritzla było nieudzielenie pomocy jednemu z siedmiorga dzieci, które urodziły się w wyniku gwałtów na własnej córce. Noworodek się udusił, a Fritzl spalił jego ciało. Do tragedii doszło w 1996 roku. – Z premedytacją zabił swoje dziecko. Z orzeczenia sądowego wynika niezbicie, że Fritzl nie uczynił nic, by uratować noworodka – dowodziła Burkheiser, wymachując kartkami papieru. – Nieprawda. Fritzl nie był obecny w bunkrze podczas śmierci syna. Dbał o dziecko. Przyniósł nawet do bunkra wyprawkę dla noworodka – bronił oskarżonego adwokat Rudolf Mayer. Gdyby oskarżony nie został uznany za winnego śmierci dziecka, którego zwłoki spalił w piecu centralnego ogrzewania, nie dostałby więcej niż 15 lat więzienia. Wówczas istniało niebezpieczeństwo, że Fritzl mógłby niedługo wyjść na wolność, ponieważ w Austrii za dobre sprawowanie wyroki są skracane o połowę. Nawet wyrok dożywocia w więzieniu o normalnym rygorze bywa skracany do 15 lat. Teoretycznie zatem morderca z Amstetten – skazany na dożywocie – mógłby wyjść na wolność po 15 latach, w wieku 88 lat. Dlatego adwokat Rudolf Mayer sugerował, że Fritzl nie wiedział, iż dziecko umiera. Jednak Burkheiser, powołując się na orzeczenie biegłego, dowiodła, że było inaczej. – Fritzl wiedział, że dziecko ma nieregularny puls. Sinieje. Przestaje oddychać. Mimo to nie zabrał go do lekarza – argumentowała. Ośmioosobowej ławy sędziowskiej nie przekonały argumenty obrońcy, który wnioskował o ułaskawienie oskarżonego, przypominając, że Fritzl przyznał się do winy i wyraził skruchę. Sędziowie zdecydowali, że dewiant resztę życia spędzi w zakładzie psychiatrycznym. Psychiatra sądowy Reinhard Haller ujawnił, że po ogłoszeniu wyroku Fritzl poprosił o pomoc psychologa. – Istnieje duże ryzyko, że może próbować odebrać sobie życie – powiedział. Na razie skazany pozostanie w więzieniu w Sankt Pölten. Potem zostanie przewieziony do zamkniętego zakładu psychiatrycznego Wien- Mittersteig. Po specjalistycznych badaniach eksperci orzekną, czy można wobec niego zastosować jakąkolwiek terapię i czy rzeczywiście chce on się jej poddać. – Z takiego zakładu wyjścia już raczej nie ma. Choć po nowym orzeczeniu biegłych jest to teoretycznie możliwe – przyznał Reinhard Haller. [ramka][b]W Polsce proces trwałby latami [/b] Gdyby sprawa Fritzla toczyła się przed polskim sądem, na wyrok czekalibyśmy o wiele dłużej. – Nasza procedura jest irracjonalna – komentuje prof. Piotr Kruszyński z Uniwersytetu Warszawskiego. – Wszystkie dowody trzeba ustalić procesowo, a potem sąd i tak je powtarza. To strata czasu. Przypomina też, że w wielu sprawach przesłuchuje się masę niepotrzebnych i nic niewnoszących do sprawy świadków, choć wystarczyłoby kilku istotnych. Nie mówiąc już o ekspertyzach biegłych, które u nas trwają miesiącami. Fakt, że Fritzl przyznał się do zarzuconych mu przez prokuratora czynów, wpłynął z pewnością na czas trwania procesu. Tam pomógł go skrócić do kilku dni, u nas mógłby może do kilku miesięcy. Nie wszyscy jednak tak pesymistycznie oceniają polski wymiar sprawiedliwości. – Myślę, że i u nas mogłoby się to udać, ale za jakiś czas – ocenia prof. Zbigniew Hołda z Uniwersytetu Jagiellońskiego. I na przekór słowom prof. Kruszyńskiego chwali polską procedurę karną. Ale jego zdaniem brakuje dobrej organizacji pracy sądów, sędziowskiej etyki i etosu pracy. [i]—a.ł.[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL