fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Kronika stulecia pisana pod londyńskim mostem

Materiały Promocyjne
Rok Polski w Wielkiej Brytanii: Po dwuletnim remoncie, który kosztował 3 mln funtów, znów można zwiedzać atelier Feliksa Topolskiego
Inauguracja Polska! Year nie jest pojedynczym wydarzeniem – to proces rozłożony na kilka "eventów". Teraz w centrum uwagi znalazł się Feliks Topolski. Polski twórca, który nad Tamizą spędził ponad pół wieku.
Przypomnę: zagospodarował przestrzeń pod dwoma przęsłami mostu kolejowego Hungerford, gdzie urządził stałą ekspozycję cyklu zatytułowanego "Topolski Century". To swoista malarska kronika, rejestrowana od 1975 roku do śmierci autora w roku 1989. Niestety obrazy, choć malowane przemysłowymi farbami na dykcie, ulegały zniszczeniu. Na konserwację brakowało pieniędzy. Pomógł je zgromadzić Rok Polski w Wielkiej Brytanii. Lokalizacja ekspozycji doskonała: tuż przy Millennium Bridge, obok centrum kulturalnego South Bank. Na otwarciu pojawił się "cały Londyn", z Borisem Johnsonem, burmistrzem Londynu, na czele. Ten jak zwykle przyjechał rowerem, bez obstawy. Na powitanie wesoło zakrzyknął po polsku: – Dobry wieczór!
[srodtytul]Malarska nawałnica [/srodtytul] Podczas wernisażu wydawało mi się, że labirynt malowideł nie ma końca. Gdzie nie spojrzeć – wysokie na kilka metrów plansze, pokryte na styk obrazami. Wizualna nawałnica. Żywioł malarski, który zdawał się przytłaczać zebranych. Dopiero w prawie opustoszałym atelier zrozumiałam koncepcję artysty. To miał być żywy komentarz do wydarzeń, które wstrząsają światem. A źródłem informacji były wiadomości telewizyjne i prasa. Topolski już w czasach przedwojennych poczuł zew reporterski. Zaczął peregrynować po Europie, potem do coraz odleglejszych zakątków globu. [srodtytul]Wojaże po świecie [/srodtytul] Jego pasja rozpoczęła w 1933 roku. Dwa lata później 27-letni rysownik z Warszawy został nominowany do roli kronikarza srebrnego jubileuszu króla Jerzego V. Od tego momentu osiadł w Londynie. Ale temperament nie pozwolił mu trwać w jednym miejscu. Podróżował niemal nieustannie, również w czasie wojny. Zawsze uzbrojony w ołówek. Szkicował najważniejsze wydarzenia, a jednocześnie dawał upust poglądom i emocjom. Pojechał do obozu koncentracyjnego w Bergen-Belsen dwa tygodnie po wyzwoleniu internowanych; uczestniczył w procesie norymberskim. Pchało go w różne strony świata. Z rysowanych zapisków stworzył księgę "Topolski's Chronicle". Składała się z 353 zeszytów; zawierała ponad 2 tysiące szkiców. Swoisty komiks, kontynuowany przez ćwierć wieku do 1979 roku. Kiedy zdrowie przestało mu dopisywać, zaprzestał wojaży, lecz nie porzucił ulubionego zajęcia. Nadal malował kroniki XX wieku – sprzed telewizora. W pracowni pod mostem oglądamy ostatni rozdział pamiętników Topolskiego. Nie jestem miłośniczką tej sztuki, jednak podziwiam improwizatorski talent autora. Trzy wielkie pomieszczenia pod przęsłami wypełniają malowidła zainstalowane na surowych drewnianych planszach. Obrazy też wydają się brutalne, szorstkie. Stanowią przeciwieństwo sztuki eleganckiej czy dekoracyjnej. Widać, że powstawały spontanicznie. Nie wszystkie są udane. Niektóre mają świeżość i siłę, inne rażą niedomyślaną koncepcją i chaotyczną kreską. Jednak wszystkie cechuje szczerość, niekiedy granicząca z naiwnością. Na przykład trudno zrozumieć sympatię Topolskiego dla Mao, gdy jednocześnie entuzjazmował się działalnością Nelsona Mandeli. Nie miał też nic przeciwko brytyjskiej monarchii: na zamówienie księcia Filipa zrealizował dwa monumentalne murale do sal recepcyjnych Buckingham Palace. Bo mimo konserwatyzmu, Anglicy lubią czasem zobaczyć siebie oczyma oustsidera.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA