fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Infrastruktura na kredyt?

Rząd zapewnia, że nie będzie cięć w infrastrukturze i że ma być ona kołem zamachowym gospodarki w kryzysie. Praktyka stawia jednak duży znak zapytania. Na drogach „zaoszczędzono” 9,7 mld zł.
Środki te mają być pozyskane w IV kw. z emisji obligacji przeprowadzonej przez BGK na rzecz Krajowego Funduszu Drogowego. Przez fundusz ma także przechodzić cała unijna kasa.
Konieczna będzie jednak restrukturyzacja finansowa funduszu, by tym zadaniom sprostać. Budowanie na kredyt to nic nadzwyczajnego i jest nawet wskazaną formą postępowania, odciążającą budżet państwa. Tyle tylko, że jest to metoda sprawdzalna w normalnych czasach. Rząd chce więc przymusić OFE do wykupu obligacji drogowych. Prawnicy muszą odpowiedzieć, czy taka ingerencja w działalność gospodarczą nie łamie konstytucji. Przymus wykupu rodzi też obawy o oprocentowanie obligacji, a więc opłacalność takiej operacji dla przyszłych emerytów.
Deficyt pieniądza na rynku stwarza także niebezpieczeństwo niepozyskania środków z emisji albo przez Skarb Państwa (potrzeby pożyczkowe w tym roku to 155 mld zł), albo przez BGK, albo przez samorządy, które wiele rzeczy finansują z obligacji komunalnych. Alternatywą są instytucje finansowe takie jak Europejski Bank Inwestycyjny, skąd premier Tusk przywiózł obietnicę pozyskania 4 mld euro. Ale muszą być dobre projekty. Na więcej pewnie nie mamy szans, bo nie tylko Polska ma apetyt na tanie kredyty. Francja i Niemcy chcą olbrzymiej pożyczki dla motoryzacji. Cięcia inwestycji zapowiedziano w infrastrukturze kolejowej. Odkładanie przetargów i przegląd inwestycji wywołały już panikę wśród wykonawców. Zgadzam się, że część projektów jest przewymiarowana i oparta na nierealnych prognozach ruchu, jednak zapowiedź rezygnacji z 30 proc. inwestycji wywołuje szok. Są tam tak niezbędne projekty jak modernizacja linii Zabrze – Kraków. Według informacji PLK na prace w latach 2007 – 2013, wyceniane uprzednio na 27 mld zł, wskutek ich niedoszacowania brakuje aż 29 mld zł. Wcześniejsze wyliczenia TOR wskazywały, że zabraknie ok. 9 mld zł. Jak można się pomylić o 110 proc., skoro koszty spadają, a wartość pomocy z UE rośnie? Minister infrastruktury dziurę finansową w całym programie „Infrastruktura i środowisko” szacuje na 130 mld zł. Ratunkiem – mgławicowym – mają być kolejne kredyty w EBI. Ale w takiej wysokości nie są one dla Polski osiągalne. [i]Adrian Furgalski, dyrektor w Zespole Doradców Gospodarczych TOR[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA