fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Między pustynią Wschodu a dżunglą Zachodu

County Museum of Art w Los Angeles
Ameryka odkrywa historię Europy – za pośrednictwem kultury. W County Museum of Art w Los Angeles (LACMA) tłumy zwiedzają monumentalny show „Sztuka z dwóch Niemiec: dwie kultury Zimnej Wojny” (do 19 kwietnia). Prawie 300 eksponatów – malarstwo, rzeźba, fotografia, instalacje i książki 120 autorów
Wystawa zbiegła się w czasie z głośnym obrazem Daldry’ego „Lektor”. Jak wiadomo, tłem powieści – i jej ekranizacji – jest Berlin, od czasów powojennych do połowy lat 90.
To nie wszystko. Nadciągają ważne rocznice: 60-lecie wprowadzenia w życie niemieckiej konstytucji (wtedy ekspozycja trafi do Norymbergi) i 20-lecie upadku muru berlińskiego (wówczas będzie w berlińskim Muzeum Historycznym). Dlaczego wobec tych narodowych jubileuszy „Sztuka dwóch Germanii” ma premierę w Ameryce? Bo tam jest na nią rynek oraz fascynacja. Komunizm za oceanem odbierany jest jako egzotyka, a żelazna kurtyna – to dla Amerykanów bajka o żelaznym wilku. Czy ustrojowy konflikt miał przełożenie na sztukę? Kto ciekaw, może przekonać się na własne oczy.
[srodtytul]Dzikie dusze[/srodtytul] O Niemcach mówiono, że to nacja niestylotwórcza – w przeciwieństwie do Włochów, Francuzów, Flamandów. Za to za typowo germańską uchodzi skłonność do „udramatyczniania” przedstawień. Nic dziwnego, że pierwszym narodowym trendem okrzyknięto właśnie ekspresjonizm – ten z początku XX wieku. Inna sprawa, że tej tendencji sprzyjały klimaty przełomu wieków – pesymizm, dekadentyzm, neurozy. I oto w 1905 roku Niemcy pozbyli się wreszcie kompleksu wtórności. Dzięki ugrupowaniu Die Brücke stali się pionierami awangardowej deformacji. Nie na długo. W 1933 roku Rzesza wyparła się eksperymentatorów i „zwyrodnialców”. Ale nie udało się oczyścić z dramatyzmu niemieckich dusz. W latach 70. pojawiła się nowa dzikość, neue wilde. Znów bohaterom sprzyjały układy na kulturalnym polu: wyjałowił się konceptualizm, znudził minimalizm, przejadła sztuka ziemi i ciała. Nastąpił wielki powrót figuratywnego malarstwa. Co zaskakujące – na mistrzów „dzikości” wysforowali się artyści pochodzący z demoludów. Ci, którym udało się przebić za mur. W NRD – gnębieni dysydenci, w RFN – bożyszcza. Sztandarowe przykłady to Gerhard Richter, A.R. Penck, Georg Baselitz. Cała trójka z Saksonii; roczniki przedwojenne. Richter (ur. 1932), od lat lider plastycznych top-list, zrejterował z Drezna dosłownie w przededniu wzniesienia ściany – w 1961 roku. Najpierw udało mu się zdeponować w Zachodnim Berlinie bagaż, potem wraz z żoną „dogonili” dobytek podczas jednodniowej wycieczki za mur. Podobnym łutem szczęścia może poszczycić Hans-Georg Kern używający pseudonimu Georg Baselitz. Rocznik 1938, uciekinier z Berlina Wschodniego do Zachodniego. Znany z tego, że na obrazach stawia postaci na głowach. Trzeci dezerter ze Wschodu urodził się w 1939 roku jako Ralf Winkler. Sławę zyskał pod ksywką A.R. Penck. Tak nazywał się XIX-wieczny badacz epoki lodowcowej – nick Winklera był aluzją do zimnej wojny. Właściwie, to nie on „wybrał wolność” – zmusiły go do tego władze NRD-owskie w latach 70. Do superligi neokspresjonistów wypada jeszcze zaliczyć Sigmara Polke (rocznik 1941). Za niego z kolei decyzję o wyborze ojczyzny podjęli rodzice, którzy uciekli na Zachód w 1953 roku. Ale kapitalizm wcale nie gwarantował „lepszego” życia. Wedle oceny A.R. Pencka: „Wschód to pustynia, a Zachód – dżungla”. W obydwu sytuacjach artyści przekładali frustracje na sztukę. Niektórzy z kontestacji zrobili styl. Agresywny, drapieżny. Dziki. [srodtytul]Ekspresja we krwi[/srodtytul] W „Sztuce dwóch Germanii” niewielu jest zadowolonych. Takim wyjątkiem był Werner Tübke (ur. 1929), przedstawiciel szkoły lipskiej. Wsławił się największym na świecie muralem (długości 120 m) namalowanym na zamówienie państwa w latach 1975-87. Temat: Wojna Chłopska 1525. Stylistyka: mieszanka surrealizmu i groteski. Tübke miał za życia nieźle, teraz też robi pośmiertną karierę. Natomiast Bernard Heisig, inny słynny twórca z Lipska (rodzony we Wrocławiu w 1925 roku), prawie całe życie wojował. Miał krótki okres słabości dla socrealizmu, ale przede wszystkim rozliczał się z wojną i dyktaturami – najpierw nazistowską, potem komunistyczną. Również Anselm Kiefer potraktował niedawną historię Niemiec jako malarski leitmotif. Jeden z największych niemieckich gwiazdorów, lecz także najbardziej kontrowersyjnych, potępiał faszyzm i zbrodnię holocaustu – co podobało się na Wschodzie Europy. Podobnie nimb „dobrego” Niemca otaczał Josepha Beuysa. Najbardziej charyzmatyczna osobowość w sztuce powojennych Niemiec, choć terytorialnie i politycznie należał do RFN, był prawdziwym „socjalistą”. Rzeźbiarz, teoretyk, działacz społeczny i pedagog akademii w Düsseldorfie, ukształtował całą generację młodych gniewnych, krytycznych wobec konsumpcyjnego społeczeństwa. Większość „neuewildowców” wychowana przez Beuysa (i nie tylko) urodziła się latach 40. i 50. Dziś chodzą w glorii klasyków neoekspresjonizmu: Marcus Lüpertz, Walter Dahl, Helmut Middendorf, Rainer Fetting i szalony transwestyta Salomé (przez pewien czas partner Fettinga). Cały ten złożony układ odzwierciedla pokaz „Sztuka dwóch Niemiec”. Wątpię, żeby Amerykanie zrozumieli historyczno-polityczne niuanse, lecz może zauważą, że żelazna kurtyna miała na kulturę znacznie mniejszy wpływ, niż chciałyby władze. Bo artyści z natury są niezależni. Trudno narzucić im styl i temat wypowiedzi. Toteż wchodzą w aliaże z propagandą tylko wtedy, jeśli mają do niej przekonanie. [i]Zdjęcia są własnością County Museum of Art w Los Angeles[/i]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA