fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służba zdrowia

Milion złotych za strajk

We wrześniu 2008 roku pielęgniarki ze Szpitala im. Barlickiego w Łodzi odeszły od łóżek pacjentów. Na zdjęciu narada protestujących
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Dyrektor szpitala żąda od związku pielęgniarek rekompensaty za nielegalny protest. Odzyskane pieniądze chce dać tym, którzy nie odeszli od łóżek pacjentów
W szpitalu im. Barlickiego, jednym z największych w Łodzi, pielęgniarki protestowały we wrześniu 2008 r. Pierwszego dnia odeszły od łóżek pacjentów na godzinę, potem stopniowo wydłużały protest o kolejne godziny. Ich obowiązki przejmowali lekarze i te koleżanki, które nie strajkowały.
[wyimek]Dyrektor chce przeznaczyć pieniądze na nagrody dla tych, którzy nie zostawili pacjentów[/wyimek] Protestujące żądały podwyżek: do 2,5 – 3 tys. zł. Ostatecznie pieniądze dostały tylko te siostry, które zarabiały najmniej. Cała akcja trwała dwa tygodnie.
– Musieliśmy odroczyć planowe zabiegi, przyjmowaliśmy pacjentów tylko z zagrożeniem życia i dlatego otrzymaliśmy mniej pieniędzy z Narodowego Funduszu Zdrowia – mówi „Rz” dyrektor szpitala Piotr Kuna. – Według naszych wyliczeń straciliśmy milion, o zwrot którego zwrócimy się do związku pielęgniarek. Jeśli nie zawrzemy ugody, wystąpimy na drogę prawną. O jego planach napisała w sobotę w łódzkim dodatku „Gazeta Wyborcza”. [srodtytul]Ile są warte pielęgniarki[/srodtytul] – Odkąd jestem przewodniczącą związku, nie spotkałam się z taką sytuacją – mówi Dorota Gardias, szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych (OZZPiP), tego samego, przeciw któremu dyrektor chce złożyć pozew. – W służbie zdrowia takiego pozwu do tej pory nie było. To precedens – dodaje Maria Ochman z „Solidarności”. – Ciekawe są wyliczenia dyrektora. Jeśli rzeczywiście przerwa w pracy pielęgniarek spowodowała straty na milion złotych, to znaczy, że ich praca jest kluczowa dla szpitala. Ich pensje powinny być proporcjonalne do tego miliona złotych. A wtedy żadnego strajku by nie było. [srodtytul]Protestowali nielegalnie[/srodtytul] Związkowcy, z którymi rozmawiała „Rz”, twierdzą, że zawsze robią wszystko, by organizowany przez nich strajk był legalny. – Gdy strajkowali lekarze, zdarzało się, że dyrektor oddawał sprawę do prokuratury czy sądu. Ale wszystkie sprawy przeciw nam zostały umorzone – mówi Krzysztof Bukiel, szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Prokuratura uznała, że protest w szpitalu im. Barlickiego był nielegalny. W referendum, w którym decydowano o strajku, nie wypowiedziała się połowa personelu, tylko 37 proc. Poza tym pielęgniarki powinny zawiadomić dyrekcję o strajku z pięciodniowym wyprzedzeniem. Zrobiły to o dobę za późno. Zarzut kierowania nielegalnym strajkiem postawiono czterem osobom, ale ze względu na niską szkodliwość czynu śledczy złożyli wniosek o umorzenie. – Strajk nie zakłócił w istotny sposób funkcjonowania szpitala – mówi rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania. Innego zdania jest dyrektor Kuna. Jeśli wywalczy pieniądze, chce je przeznaczyć na nagrody dla pracowników, którzy nie zostawili pacjentów bez opieki. [srodtytul]Gdzie jest granica[/srodtytul] – Wyrok w takiej sprawie byłby precedensem, wskazówką dla dyrektorów innych szpitali. Co prawda najlepiej załatwiać konflikty ze związkami w szpitalu polubownie, ale protestujący też muszą wiedzieć, gdzie jest granica ich żądań – uważa Krystyna Grzenia, szefowa szpitala im. św. Wojciecha na Zaspie w Gdańsku. – Dyrektor odpowiada za kondycję finansową placówki, bezpieczeństwo pacjentów i wszystkich pracowników. A strajk czasem realizuje cele stawiane tylko przez jedną grupę zawodową. – W szpitalu im. Barlickiego zabrakło dialogu ze związkami. Myślę, że dyrektor zamiast wracać do przeszłości, powinien zastanowić się, jak sprostać najbliższym wyzwaniom – ocenia Dorota Gardias. Małgorzata Hirzewska, szefowa OZZPiP w szpitalu, nie otrzymała jeszcze decyzji prokuratury i dlatego nie może się do niej oficjalnie odnieść. – Według mnie strajk był legalny, a zarzuty prokuratury musi potwierdzić niezawisły sąd – mówi „Rz”. [ramka][b]Szkodą są też nieosiągnięte korzyści[/b] Pracodawca może dochodzić odszkodowania od związku zawodowego organizującego nielegalny protest. Prawo precyzuje nawet, jak je wyliczać. Nie ma też zakazu, aby przeznaczyć tak uzyskane pieniądze na nagrody dla tych, którzy byli przy łóżkach pacjentów podczas protestu.Kwestie te reguluje art. 26 ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych (DzU z 1991 r. nr 55, poz. 236 ze zm.). Przewiduje on, że za szkody wyrządzone strajkiem lub inną akcją protestacyjną zorganizowaną wbrew przepisom ponosi odpowiedzialność organizator (związek zawodowy lub komitet strajkowy). Zasady tej odpowiedzialności określa kodeks cywilny. Oznacza to – co podkreśla prof. Andrzej Marian Świątkowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego w swoim komentarzu do ustawy – że szkodą jest zarówno rzeczywista strata, jak i nieosiągnięte korzyści. W przypadku szpitala może to być zapłata za zabiegi, których placówka nie wykonała i za które nie zapłacił jej Narodowy Fundusz Zdrowia. [i]—Michał Kosiarski [/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA