fbTrack

Styl życia

Wysypisko talentów w sieci

Rzeczpospolita, Tomasz Wawer Tom Tomasz Wawer
Gwiazdy Internetu. Ich popularność w społeczności internetowej będzie rosła. Internauci wykreowują je sami. Po co to robią?
– Czeka nas plaga talentów i osób z gatunku freak, czyli dziwolągów – przepowiada prof. Wiesław Godzic, autor książki "Znani z tego, że są znani. Celebryci w kulturze tabloidów". Zauważa, że już teraz liczy się nie jakość internetowej strony czy bloga, ale strategie, dzięki którym przekonuje się do ich odwiedzenia. – Bo współczesnym znakiem ostracyzmu jest fraza: "Skreślam cię z mojej listy adresowej!" – wyjaśnia.
Piotr Siuda, socjolog z UMK w Toruniu, mówi nawet o dwóch rodzajach internetowych celebrities. Takich jak GagaZ, rzekomo piosenkarka, a w rzeczywistości gwiazda stworzona na potrzeby promocji środka na zgagę. I drugi rodzaj – osoby wykreowane przez samą społeczność internautów. Ostatnim takim przypadkiem jest Gracjan Roztocki, 44-letni cukiernik z Krakowa, którego piosenki i teledyski, samodzielnie napisane i nagrane, obejrzało kilkaset tysięcy użytkowników sieci.
[srodtytul]Gwiazda YouTube[/srodtytul] Gracjan jest artystą – pisze piosenki, fotografuje, maluje – lecz, jak sam przyznaje, gdyby nie Internet, to nikt by się pewnie o jego pasji nie dowiedział. – Swoją twórczość uprawiam już ponad 20 lat, ale dopiero teraz jestem rozpoznawany – mówi "Rz". Wszystko zaczęło się od teledysku na YouTube. Był tam i zachód słońca, i Gracjan śpiewający nago. – Chciałem pokazać kontakt człowieka z naturą, jej piękno, a także zjawiskowość ludzkiego ciała. Również to, że zwykli ludzie potrafią zrobić coś fajnego – tłumaczy artysta. Kiedy przyszedł czas na kolejne filmiki, Gracjana zaczęto rozpoznawać na ulicy. Choć, jak sam przyznaje, prawdziwą sławą stał się dopiero po występach w Interia. tv i kilku programach telewizyjnych, jak "Szymon Majewski Show" czy reklama Media Markt. – Taka forma autopromocji będzie stale zyskiwała na znaczeniu – przekonuje Grażyna Białopiotrowicz, specjalistka ds. kreowania wizerunku. Jak zauważa, to od jej stylu będzie zależało, czy popularność potrwa długo czy krótko, jak to było w przypadku Krzysztofa Kononowicza. Tu, zdaniem prof. Wiesława Godzica, mieliśmy do czynienia z symulacją sławy będącą przejawem krytycznej i cynicznej postawy użytkowników sieci. – Internauci muszą mieć wentyl bezpieczeństwa, poprzez który bezceremonialnie chłoszczą prymitywne zjawiska, postaci niepotrafiące być wobec siebie krytyczne – tłumaczy prof. Godzic. [srodtytul]Celebryta, czyli każdy [/srodtytul] Na angielskiej Wikipedii figuruje prawie 60 nazwisk twórców i zespołów, które zasłynęły dzięki filmikom zamieszczanym na YouTube. Wśród skeczy komediowych prawdziwe rekordy popularności bije Fred Figglehorn, sześcioletni chłopiec grany przez 15-letniego Lucasa Cruikshanka z Nebraski. Nagrania nastolatka obejrzało kilka tysięcy użytkowników sieci. Niesłabnącą popularnością cieszy się również 21-letnia Mia Rose, anielska piosenkarka portugalskiego pochodzenia. Publikuje amatorskie filmy wideo, w których śpiewa przy akompaniamencie gitary akustycznej. Obecnie jest jednym z najpopularniejszych muzyków w tym serwisie. Zdaniem Grażyny Białopiotrowicz Mia to doskonały przykład osoby promującej siebie poprzez swój talent i pasję. – Dzięki temu jej atrakcyjność na rynku będzie rosła, a sama artystka stanie się osobą nie tylko popularną, ale i cenioną – przepowiada. Przyznaje, że choć Internet jest doskonałą formą autopromocji, trzeba być ostrożnym. – Warto pamiętać, że na sukces składają się przynajmniej trzy czynniki: prezentacja pasji, czyli tego, co chcemy zaoferować odbiorcy, zgodność treści przekazu z osobą ją prezentującą, czyli naturalność i własny styl, oraz ewolucja talentu i wytrwałość w jego prezentowaniu. Takie podejście gwarantuje aż 80 proc. sukcesu – przekonuje Białopiotrowicz. Jak zauważa Tomasz Grzyb, psycholog społeczny, nie każdy może zostać gwiazdą Internetu. – Takie osoby mają zwykle zwiększoną potrzebę doznań czy pragnienie bycia zauważanym – tłumaczy. Podkreśla, że internetowa promocja ma często walor terapeutyczny. Pozwala wyróżnić się z tłumu i myśleć o sobie w kategoriach osób bardziej atrakcyjnych. [srodtytul]Chwilowa sława?[/srodtytul] Piotr Siuda pytany o to, czy internetowe celebrities pełnią istotną rolę w społeczności webmasterów, odpowiada twierdząco. – Ponieważ społeczność internetowa nie jest obciążona społeczno -ekonomicznymi barierami czy hierarchią, potrzebuje spoiwa, czegoś, co trzymałoby uczestniczących w niej ludzi razem. Czymś takim może być wykreowana przez użytkowników sieci gwiazda, o której członkowie będą mogli rozmawiać czy wymieniać się jej zdjęciami – tłumaczy. Jednak, jak podkreśla Tomasz Grzyb, zainteresowanie internautów może być dla gwiazdy niebezpieczne. – Jeżeli Internet jest dla kogoś narzędziem leczenia kompleksów, to podobna motywacja często staje się przyczyną poniżania i deprecjonowania gwiazdy przez użytkowników sieci – wyjaśnia. Jak pokazuje przykład Gracjana Roztockiego, fascynacja internautów nie gwarantuje jeszcze sukcesu zawodowego. – Na początku zgłaszały się różne osoby, ale jakoś potem rezygnowały. Do tej pory nikt nie wydał mi płyty ani nie zorganizował wystawy fotograficznej czy malarskiej – skarży się artysta. Dodaje, że po cichu liczy na to, iż ktoś w końcu na poważnie zainteresuje się jego sztuką. [srodtytul]Bliżej gwiazd[/srodtytul] Dostęp do Internetu ma obecnie nawet co drugi Polak – wynika z ubiegłorocznych badań CBOS, w których do korzystania z sieci przyznawało się 48 proc. dorosłych użytkowników. Jak czytamy w interpretacji badań, dla wielu osób świat wirtualny jest ciekawszy niż realny. Dzieje się tak dlatego, że społeczności wirtualne oferują dostęp do osób i form aktywności inaczej nieosiągalnych. Taki stan rzeczy, zdaniem Piotra Siudy, gwarantuje sukces gwiazdom Internetu. – Użytkownicy będą zabiegali o to, żeby w ich życiu pojawił się ktoś znaczący. Ktoś, z kim mogliby się identyfikować i kto poprawiałby ich samopoczucie – tłumaczy. A sieć czyni gwiazdy bliskimi jak nigdy dotąd. – Można je podziwiać, pośmiać się, wysłać e -mail. Są bowiem bliżej niż w telewizorze. Bliżej niż w gazecie. Są od nas o jedno kliknięcie myszki.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL