fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Sprzedaż spadła o 20 – 50 procent

Ceny wywoławcze mieszkań z drugiej ręki
Rzeczpospolita
Ceny lokali w mijającym roku były niższe niż w 2007 r. nawet o 20 procent. W stolicy można było już kupić lokal za mniej niż 200 tysięcy złotych. Dłużej jednak, bo nawet pół roku, trzeba było czekać na nabywców
– Ciekawy, choć dla wielu rozczarowujący. Z optymistycznym zakończeniem, bo przywracającym wiarę w istnienie niewidzialnej ręki rynku – tak mijający rok ocenia pośrednik Jacek Kriese, szef stołecznego biura Okazja.
[srodtytul]Spodziewane ożywienie[/srodtytul]
Rok temu w Warszawie nie było mowy o mieszkaniach do 200 tys. zł. Dziś bez problemu takie znajdziemy. – Dzięki temu, że cena metra lokalu spada i zaczyna się mieścić w ustawowych normach, stołeczni klienci mogą ubiegać się o państwowe dopłaty do kredytów – zauważa pośrednik.Według niego sytuacja optymistycznie rokuje na przyszłość. – Ruch w nieruchomościach wprawdzie nadal jest niewielki. Sądzę jednak, że wiosną rynek się ożywi. W niepewnych czasach lokata w nieruchomości zawsze stanowiła fundament inwestycji. Atrakcyjne ceny już są. Jeżeli banki przygotują przemyślane kredyty, korzystne dla obu stron umowy, na rynku pojawi się dawno niewidziany popyt – prognozuje.
Według pośredniczki Katarzyny Liebersbach-Szarek z krakowskiej agencji Nieruchomości Łobzowskie 2008 rok nie był najgorszy w dekadzie.– Bywało gorzej – mówi pośredniczka. – Niewątpliwie jednak ucierpieli klienci, którzy na fali wielkiego wzrostu cen podpisywali umowy przedwstępne, na przykład na zakup domów czy większych mieszkań. Liczyli, że w tym roku będą mogli sprzedawać nieruchomości w cenie obowiązującej w 2007 roku – zauważa.
Większość się przeliczyła.
– Nie dość że w tym roku bywały trudności ze sprzedażą, to jeszcze ceny dosyć mocno spadły. Do tego dołączyły kłopoty z kredytowaniem – wylicza Liebersbach-Szarek.
[srodtytul]Zwlekają z kupnem[/srodtytul]
– W zależności od lokalizacji, roku budowy i standardu lokalu sprzedaż spadła o 20 – 30 procent. Dla sprzedających był to rok dużo mniej satysfakcjonujący. Malejący popyt wydłużył czas sprzedaży nawet do pół roku. Pojawiła się konieczność sprzedaży za cenę znacznie niższą od ofertowej. Spadek cen wyniósł średnio ok. 20 procent – podaje Grażyna Licke, pośredniczka z wrocławskiej agencji LG Nieruchomości.
Korzystali na tym kupujący, którzy mieli w czym wybierać. Skutecznie mogli negocjować obniżenie ceny. – Trudno dziś jednoznacznie stwierdzić, jak będzie wyglądał rynek w nowym roku. Jeśli bankowa polityka przyznawania kredytów hipotecznych nie ulegnie złagodzeniu, nie należy spodziewać się wzrostu popytu. Spodziewane spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego także nie pozostanie bez wpływu na poziom sprzedaży – dodaje.
Marek Radwański z agencji Arkady Nieruchomości w Toruniu cofa się z kolei do 2007 roku, oceniając, że wysoki wzrost cen nieruchomości nie całkiem odzwierciedlał wtedy ich rzeczywistą wartość.
– Zdawaliśmy sobie sprawę, że taka sytuacja nie jest normalna i nie będzie trwała wiecznie. I od marca tego roku rzeczywiście następuje spowolnienie. Przeszacowane nieruchomości znajdują nabywców z coraz większym trudem. Ich ceny powoli spadają – opisuje sytuację Marek Radwański. – Panika na rynkach finansowych w październiku spowodowała znaczący spadek liczby transakcji – o 20 – 50 procent. Ceny nieruchomości są jednak ciągle za wysokie, a kupujący odkładają decyzję kupna, również ze względów pozaekonomicznych. Trzeba czasu, żeby sytuacja wróciła do normalności, przy założeniu, że nie nastąpi jakieś zdecydowane pogorszenie stanu gospodarki – podsumowuje pośrednik z Torunia.
Marek Kiełpikowski, szef bydgoskiej agencji Arenda, ocenia, że 2008 rok był jednym z lepszych w ostatniej dekadzie. Jego firma zamknie go podobną liczbą transakcji jak 2007 rok, chociaż wysokość przychodów spadła. – Sytuację na rynku zmieniło zaostrzenie polityki kredytowej. Lokomotywą były kredyty walutowe na 100 procent wartości nieruchomości, które odchodzą do historii – przypomina pośrednik.
[ramka][b]Urszula Słowik - prezes Instytutu Rynku Nieruchomości[/b]
– Był to rok, w którym obserwowaliśmy jedynie konsekwencje wcześniejszych spekulacji i nadmuchania rynku.Trudno było zresztą spodziewać się czegoś innego, jeśli na przykład deweloperzy testowali możliwości rynku, wykorzystując jedynie mechanizm podnoszenia ceny, bez odniesienia do samego projektu, lokalizacji i kosztów. Podobnie zresztą jak na rynku wtórnym, gdzie skądinąd trudno już liczyć na sprzedaż wszystkiego i za każdą cenę.Rynek nieruchomości ma tę przewagę nad innymi, że zjawiska na nim zachodzące nie mają tak gwałtownych reakcji. Co więcej, właściwość tego rynku i samych nieruchomości powoduje, że nawet (a może szczególnie) w sytuacji, gdy obserwujemy korekty czy symptomy kryzysu, nie oznacza to, że dotyka on wszystkich.
Kto ma szanse nie poddać się temu trendowi? Ten, kto w miarę szybko wyciągnął naukę z lekcji. Wygrywać będą te podmioty, które w swoich strategiach zakładają zmienność rynku i oczekiwań klientów.
—aig[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA