fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kolekcje

Hossa dla pasjonatów sztuki

Za 5 tys. zł kupimy „Pejzaż z Kazimierza” Jana Michalaka
archiwum prywatne
Pierwsza gwiazdka zaświeci niedługo dla pasjonatów sztuki. Już za 40 – 200 zł kupimy zabytkowe przedmioty, które poprawią nam nastrój podczas Świąt
Aktualne sondaże na temat optymizmu konsumenckiego dowodzą, że jego poziom w Polsce jest wysoki. Skoro więc będziemy robili intensywne zakupy, na pewno warto zajrzeć do antykwariatów i galerii, nie tylko do Internetu. Takie poszukiwanie skarbu to znakomity relaks. W każdym antykwariacie lub galerii znajdziemy dobre i tanie rzeczy, wystarczy osobiście poszukać.
W Kazimierzu Dolnym jest pewnie kilkanaście galerii. Ofertę na wysokim poziomie artystycznym znajdziemy w Galerii Brama prowadzonej w Domu Architekta przez Ryszarda Zdonka. Możemy tam kupić dzieła klasyków, np. Franciszka Starowieyskiego, Stanisława Baja.
Porównywalne obrazy w Warszawie nierzadko kosztują znacznie drożej. W kazimierskiej Galerii Dom Michalaków możemy trafić na „Pejzaż z Kazimierza” Jana Michalaka nawiązujący do najlepszych tradycji malarstwa międzywojennego (68 na 92 cm, 5 tys. zł, zdjęcie obok).
[srodtytul]Bez dedykacji dużo taniej[/srodtytul]
Mieszkańcy Przemyśla lub turyści w Galerii Grażyny Niezgody (www.niezgoda.pl) znajdą np. srebrną przedwojenną cukiernicę zamykaną na pokrywkę, na nóżkach w kształcie kulek (1850 zł). Za 49 złotych kupimy dekoracyjny talerzyk z przedwojennego serwisu Rosenthala „Maria Kwiatowa”, który efektownie ozdobi ścianę w kuchni. Za 40 zł znajdziemy tu przedwojenną srebrną łyżeczkę do cukru.
W stołecznym antykwariacie Atticus ([link=http://www.atticus.pl]www.atticus.pl[/link]), który czynny jest także w niedziele, miłośnik zegarów kupi za 160 zł pierwszy tom 12-tomowego „Zegarmistrzostwa”, franciszkanina bł. Aleksandra Podwapińskiego (1903 – 1983). Książkę wydano w 1948 roku nakładem Milicji Niepokalanej. Jest w nim odręczna dedykacja: „Z synowskim hołdem i czcią oraz pokorną prośbą o pasterskie błogosławieństwo na dalsza pracę – przesyła autor”. Książka bez wpisu kosztowałaby ok. 50 zł – informuje Michał Niesiołowski. Rasowy bibliofil w drodze badań ustali dla kogo autor napisał dedykację. I na tym przede wszystkim polega radość z takich poszukiwań i zakupów.
[srodtytul]Lekarstwo na stres[/srodtytul]
Jan Nowak-Jeziorański, wybitny kolekcjoner, powiedział w wywiadzie dla „Moich Pieniędzy”, że kiedy został dyrektorem w Wolnej Europie, lekarz zalecił mu kolekcjonerstwo jako najlepsze lekarstwo na zawodowy stres. Nowak-Jeziorański jako kolekcjoner odkrył muzealnej klasy polonika i w drodze wieloletnich badań sam ustalił ich indywidualną historię.
Jan Nowak-Jeziorański: „Nigdy nie kupowałem dzieł sztuki, żeby na tym zarabiać! Tymczasem okazało się to najlepszą inwestycją w moim życiu. Obrazy, które kupiłem, są nieporównywalnie więcej warte aniżeli wszystkie lokaty, jakie kiedykolwiek robiłem”.
W samym sercu Warszawy
w Galerii MDM czekają na nas bajecznie kolorowe szklane przyciski do korespondencji (200 zł). Na półce leży sobie wydana w 1935 roku teka z karykaturami Marszałka narysowanymi przez Zdzisława Czermańskiego. Widnieje na niej wklejony ekslibris Edwarda Raczyń- skiego (1 tys. zł). NaWarszawskim Trakcie Królewskim w oknie Galerii Art(www.galeriaart.pl) stoi pięknie oprawiony obraz namalowany tuszem przez Dobrawę Borkałę, w sam raz nadaje się do dekoracji dziecięcego pokoju (1,2 tys. zł).
W Łodzi oczywiście odwiedzamy Dom Aukcyjny Rynek Sztuki (www.ryneksztuki.lodz.pl). Tam Wojciech Niewiarowski stworzył skuteczny system promocji młodych miejscowych artystów. Niektórzy z nich wyrobili sobie już pozycję na ogólnopolskim rynku. Klienci z całego kraju kupują w Łodzi po kilkaset złotych obrazy najmłodszych malarzy do eleganckiej dekoracji apartamentów lub rezydencji.
W Szczecinie w antykwariacie Wu-El (www.antykwariat-wuel.pl) za 500 zł kupimy album „Legiony Polskie” wydany w 1933 roku przez Główną Księgarnię Wojskową. Podobne przykłady można mnożyć w nieskończoność. Prasa niestety pisze głównie lub wyłącznie o rekordach cenowych, nierzadko wydumanych. Wysokie ceny odstraszają od rynku. A obrazy, antyki lub białe kruki nie muszą być wcale drogie.
Jak wygląda rynek? Pokazały to zakończone w niedzielę 6. Warszawskie Targi Sztuki. Marek Lengiewicz z Rempeksu szacuje, że imprezę odwiedziło ok. 2 tysięcy gości. – Przy cenie stoiska 2 tys. zł dzięki sponsorom po raz pierwszy nie jesteśmy na stratach. Z imprezy nie rezygnujemy, z roku na rok jest przecież lepiej. Chyba musimy szukać nowego miejsca, bo nie byliśmy w stanie pomieścić wszystkich chętnych wystawców – informuje Lengiewicz.
[srodtytul]Poszukiwane przedmioty[/srodtytul]
Oceniam ogólnopolskie targi od dziesięciu lat. Oferta sztuki była jakościowo słabsza niż na targach krakowskich lub wcześniejszych targach w stolicy, mówią to sami wystawcy. To kolejny dowód na niską podaż. Antykwariusze zapewniają, że są klienci na drogie przedmioty muzealnej klasy. Natomiast brakuje nabywców uboższych, którzy jeszcze parę lat temu raz na rok wydawali 5 – 15 tys. zł na obraz lub pojedynczy antyk. Na targach powodzeniem cieszyły się akwarele Franciszka Maśluszczaka, za nieoprawione prace (42 na 36 cm) płacono 4 tys. zł.
Przy okazji targów niezmiennie odżyły stare problemy.
Jerzy Zieliński, wiceprezes Business Centre Club, miłośnik sztuki: – Na obrazach lub oferowanych antykach powinny być ceny. Jednego dnia zapytałem na Targach o cenę interesującego mnie obrazu. Nazajutrz ten sam obraz miał cenę istotnie wyższą... Brak cen budzi niepokój, bo wtedy można odnieść wrażenie, że cena jest dowolna. To nie po kupiecku. Moim zdaniem powinno się organizować osobne targi sztuki i rzemiosła artystycznego. Nie każdy mebel w ofercie ostatnich targów był dziełem sztuki. Kiedy dziś antykwariusze przekonują, że sztuka szczególnie nadaje się na inwestycję, powinni przedstawiać niepodważalne fakty, które może przeanalizować sam klient. Gołosłowne zapewnienia, że sztuka jest najlepszą inwestycją, nie wystarczą – mówi Jerzy Zieliński.
Problem wiarygodności cen budzi kontrowersje na codzień w antykwariatach oraz na kolejnych targach. Piszemy o tym od lat. Na ostatnich targach część antykwariuszy lub marszandów, gdy klient pytał o cenę, wręczała mu wydrukowaną listę z cenami i nazwami przedmiotów pozwalającymi na ich identyfikację. Faktem jest jednak, że nadal nie wszyscy sprzedający postępują wiarygodnie.
[srodtytul]Celnik pilnuje filiżanki[/srodtytul]
W przyszłym roku, jeśli niska podaż się utrzyma, targi będą miały sens tylko wtedy, gdy wezmą w nich udział zachodni antykwariusze. Przeszkodą jest anachroniczne prawo o ochronie dóbr kultury. Europejscy antykwariusze, z którymi rozmawiam przy różnych okazjach, obawiają się, że w praktyce mogą mieć wielkie kłopoty z przywiezieniem i wywiezieniem swoich antyków. Polska ustawa jest restrykcyjna mimo braku granic. Trzeba legalizować wywóz nawet fabrycznie wyprodukowanej przedwojennej tandetnej filiżanki. Krajowi antykwariusze sami zwykle nie mają kapitału obrotowego na import.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA