fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Rumuńscy postkomuniści idą po władzę

Mircea Geoana, lider rumuńskiej Partii Socjal-demokratycznej, w niedzielny wieczór był przekonany o zwycięstwie
PAP/EPA
– To najważniejsze wybory od 20 lat – grzmiał lider socjaldemokratów, obiecując Rumunom złote góry. Prawicowy rząd stracił zaufanie narodu, bo nie zareagował szybko na kryzys gospodarczy
W przedwyborczych sondażach socjaldemokraci szli łeb w łeb z centroprawicową Partią Demokratyczno-Liberalną prezydenta Traiana Basescu. Dopiero na trzecim miejscu znalazła się prawicowa Partia Narodowo-Liberalna obecnego premiera Calina Popescu-Tariceanu. – Postkomuniści idą po zwycięstwo. Nie sądzę, by ktokolwiek zdołał ich powstrzymać. Jest bardzo prawdopodobne i niebezpieczne, że wygrają te wybory – mówił wczoraj „Rz” Cristian Parvulescu, popularny rumuński komentator.
Była godzina 15. Głosy oddało do tego czasu zaledwie 20 procent Rumunów. I choć z okazji wyborów rząd zaoferował darmowe przejazdy kolejowe i autobusowe dla młodych ludzi, nikt w Rumunii nie oczekiwał wysokiej frekwencji. Jak pokazywały niemal wszystkie sondaże, zaufanie do rumuńskich polityków jest dziś najniższe od rewolucji w 1989 roku.
– Ludzie nie ufają politykom. Niechęć jest ogromna. Teraz dochodzi frustracja i rozczarowanie wywołane kryzysem – tłumaczy Parvulescu.
Kryzys finansowy całkowicie zdominował rumuńskie wybory. Kraj, który przez ostatnie lata rozwijał się w zawrotnym tempie, nagle znalazł się na progu recesji. Przez ostatnie trzy lata rumuńska gospodarka kwitła, odnotowując 8-procentowy wzrost rocznie. Rosły pensje, wprowadzono 16-procentowy podatek liniowy, nauczyciele mieli w październiku dostać 50 procent podwyżki.
I nagle przyszedł kryzys. Koncern Renault-Dacia, który ma fabrykę w Rumunii, do 7 grudnia wstrzymał produkcję. Podobnie producent stali ArcelorMittal. Do końca roku w całym kraju pracę może stracić 30 tysięcy ludzi. Rząd wstrzymał do kwietnia podwyżki dla nauczycieli. – Ludzie boją się jutra. Tymczasem władze nie zareagowały szybko na kryzys. To był błąd i na tym stracili – mówi Parvulescu.
Sytuację i nastroje wykorzystał 50-letni lider postkomunistów, być może kandydat na przyszłego premiera kraju, Mircea Geoana. Każdemu Rumunowi, który zdecyduje się wrócić z emigracji, obiecał wypłacić 20 tysięcy euro. Nie zapomniał też o biednych mieszkańcach małych miasteczek i wsi, gdzie niewiele się zmieniło od XIX wieku. Mówił o większych podatkach dla bogatych i dwukrotnym zwiększeniu płacy minimalnej.
– To najważniejsze wybory od 20 lat. Z powodu kryzysu finansowego będą miały wpływ na losy Rumunii przez następnych 20 lat – przekonywał.
– Ufam mu, bo obiecał pomóc emerytom takim jak ja – mówiła Reutersowi 74-letnia Aurelia Stancescu. Jednak nawet jeśli socjaldemokraci wygrają, trudno im będzie stworzyć większościowy rząd. Nie wiadomo też, jak zachowają się partie premiera i prezydenta. Obie mogą uzyskać razem nawet 50 procent głosów, ale – choć zbliżone programowo – nie żyją w zgodzie. Kiedyś przyjaciele, dziś Popescu-Tariceanu i Basescu to najwięksi wrogowie. Do ostatniej chwili premier nawoływał: – Wybierzcie taką drogę, która pozwoli uczynić z Rumunii siódmą gospodarczą potęgę UE.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA