fbTrack

Ekonomia

Plan Paulsona odrzucony

David Boaz, współzałożyciel Cato Institute w Waszyngtonie
Rzeczpospolita
Decyzja izby reprezentantów spowodowała załamanie na Wall Street. Indeks Dow Jones zanotował największą jednodniową stratę w historii. Inwestorzy stracili orientację
Świat się tego nie spodziewał, a prezydent George Bush w tę wiadomość po prostu nie mógł uwierzyć. Przygotowany tydzień temu i kilkakrotnie od tego czasu poprawiany, wart 700 mld dolarów plan ratowania finansów stosunkiem głosów 228 do 205 został odrzucony przez Izbę Reprezentantów.
Mimo że nikt nie ukrywał niedoskonałości dokumentu przygotowanego przez sekretarza skarbu, jeszcze w niedzielę wieczorem wydawało się, że głosowanie jest formalnością. Liderzy obu frakcji w Izbie Reprezentantów zapewniali, że jest olbrzymi postęp w negocjacjach. W poniedziałek wieczorem okazało się, że członkowie partii – szczególnie republikańskiej – nie posłuchali swoich liderów. Uznali, że plan jest zbyt kosztowny i ryzykowny. – Amerykańscy obywatele już dawno ten plan odrzucili. Teraz to samo zrobił Kongres – triumfował przedstawiciel republikanów z Indiany Mike Pence. Rynki były zszokowane decyzją kongresmenów. Dow Jones spadł o prawie 800 punktów, co oznacza, że z amerykańskiego rynku wyparowało 1,2 biliona dolarów. Indeks Standard & Poor’s zaliczył największy jednodniowy spadek od 1987 roku – stracił 8,81 proc. i znalazł się na poziomie najniższym od października 2004 roku. Nasdaq, po spadku o 9,91 proc., wrócił do poziomów z kwietnia 2000 roku, gdy pękała internetowa bańka. Dramatycznie było też na rynku surowców: ropa w Nowym Jorku staniała o 10,5 proc., do niewiele ponad 96 dol. za baryłkę. Zyskiwały jedynie złoto i rządowe obligacje amerykańskie. – Władze muszą coś zrobić albo katastrofa będzie niewyobrażalna – komentował wieczorem podenerwowany Henry Herrmann, szef Waddell & Reed Financial Inc., spółki zarządzającej aktywami wartymi 70 mld dol.
W ślad za USA panika ogarnęła inne rynki amerykańskie. Główny indeks w Brazylii – Bovespa – stracił 9,36 proc. W ciągu dnia notowania zostały wstrzymane na pół godziny, gdy spadki na brazylijskiej giełdzie sięgnęły 10,2 proc. Dziś na odrzucenie planu Paulsona zareagują rynki europejskie. Zmiany mogą boleśnie dotknąć także polskich klientów instytucji finansowych. Już wczoraj drastycznie – najbardziej od czerwca – wzrosło oprocentowanie pożyczek na rynku międzybankowym (euribor sięgnął 5,24 proc.). Ma ono zasadniczy wpływ na oprocentowanie kredytów hipotecznych zaciąganych w obcych walutach. Dziś reakcja giełdy w Warszawie na to, co się wydarzyło w USA, może być gwałtowna. Jeśli jednak kongresmeni uchwalą nową wersję planu ratunkowego, może dojść do odbicia na giełdach i akcje mogłyby wrócić bliżej wycen fundamentalnych. Tylko gdzie teraz są fundamenty? To zależy od tego, czy dojdzie do recesji w USA i strefie euro. Na dodatek to, co się wydarzyło z Fortisem, pokazuje, że problem z upadającymi bankami ma miejsce również w Europie. Oby więc ECB był gotowy na pomoc bankom, a nie tylko na walkę z inflacją. David Boaz, współzałożyciel Cato Institute w Waszyngtonie Rz: Jeszcze wczoraj rano wydawało się przesądzone, że program ratowania sektora finansowego zostanie przyjęty. Co właściwie stało się na Kapitolu? David Boaz: Stało się tyle, że po raz pierwszy od bardzo dawna dotarł tam głos społeczeństwa. Establishment obu partii, a także główne media jednogłośnie opowiadały się za ratowaniem Wall Street. Ale dzięki nowym mediom i szybkości, z jaką ludzie mogą się dziś ze sobą komunikować, wystarczyło parę dni, by skrystalizował się potężny, oddolny opór wobec tej propozycji. Za projektem ustawy była zarówno republikańska administracja, jak i republikańskie przywództwo w Kongresie... Ale nie republikańska baza. Wyborcy zakomunikowali swym przedstawicielom w Kongresie, że są zdecydowanie przeciwni propozycji, by za miliardy dolarów ratowano z budżetu państwa instytucje z Wall Street. Gdyby do głosowania doszło jeszcze w zeszły czwartek, kto wie, może ustawa zostałaby przyjęta, bo kongresmeni nie w pełni zdawali sobie jeszcze sprawę z gniewu wyborców. Dziś są przerażeni, że w listopadowych wyborach zostaną wyrzuceni z Kapitolu. Czy taki pat w Kongresie nie oznacza jednak dla gospodarki katastrofy? Wbrew pozorom najgorsze problemy mogą być już za nami. Być może zamiast pozwalać rządowi wpompować pieniądze podatnika w rynek, lepiej pozostawić rynek samemu sobie. Niech firmy, które nie są w stanie przetrwać, zostaną przejęte przez inne, silniejsze firmy prywatne. Ludzie, którzy nie są w stanie spłacić długów, będą musieli ogłosić bankructwo. Co obecna sytuacja znaczy dla szans Johna McCaina? Przerywając kampanię, chciał się pokazać jako człowiek, który potrafi doprowadzić obie strony do konsensusu. Teraz, gdy konsensusu nie ma, McCain wygląda jak przegrany. —rozmawiał Piotr Gillert
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL