Wiadomości

Prezydent powinien być z opozycji

Rzeczpospolita, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Widać, że PO rzuca apetyczne kąski różnym grupom społecznym, żeby każdy powiedział: to są mili goście – ocenia Andrzej Olechowski, były lider tej partii
Rz: Jak pan ocenia efekty rocznego sprawowania władzy przez Platformę Obywatelską i PSL?
Andrzej Olechowski: Podoba mi się styl rządzenia. W porównaniu z nienawistną polityką, jaką uprawiała poprzednia ekipa, ta zmiana jest zdecydowanie na plus. Dobrze oceniam też kierunki głównych reform: finansów, rynku pracy. Czasami tylko irytuję się, że coś nie idzie tak szybko, jak powinno.
A co się panu nie podoba? Niektóre szczegóły – na przykład termin podpisania umowy o tarczy antyrakietowej. Jeżeli warunki wynegocjowane przez rząd były w dniu podpisania dokładnie takie same jak przed miesiącem, a tak twierdzi prezydent Lech Kaczyński, to zrobiono ogromny błąd, wstrzymując podpisanie umowy. W efekcie finał negocjacji przypadł na apogeum kryzysu zaufania do Rosji. A to niechcący potwierdzało tezę rosyjską, że tarcza jest wymierzona właśnie w ten kraj. Z kolei w gospodarce nie podoba mi się słabe tempo prywatyzacji i sposób, w jaki Skarb Państwa wpływa na przedsiębiorstwa, w których jest znaczącym udziałowcem. Nie przypadła panu do gustu nominacja Jacka Krawca na szefa PKN Orlen? Zmartwiło mnie to, że moja partia odchodzi od zasady, która była niemal doktryną, czyli od konkursów na ważne stanowiska w spółkach z udziałem państwa. Polityka kadrowa w sferze publicznej powinna być przejrzysta i jednakowa dla wszystkich. Pozbawiona nepotyzmu i wpływów politycznych. Przykro mi, że mój rząd nie realizuje tej zasady, tylko podąża typowo polską ścieżką, traktując stanowiska w spółkach Skarbu Państwa jak łupy polityczne. Znam zbyt wiele osób na wysokich stanowiskach w spółkach Skarbu Państwa, aby uczciwie bronić twierdzenia, że polityka kadrowa jest otwarta i bezstronna. Sądzi pan, że od początku było wiadomo, iż prezes PKN Orlen wybrany w konkursie nie przetrwa na stanowisku całej kadencji? Tego nie wiem. Wydaje mi się jednak, że prezes wybrany w konkursie nie był tym, którego chciał Skarb Państwa, i w związku z tym został wypchnięty z firmy. Czy zgadza się pan z pomysłem odbierania emerytur byłym esbekom? Dostrzegam jak wszyscy tę niesprawiedliwość, że byli esbecy dostają o wiele wyższe emerytury niż ludzie, których prześladowali. Jednak jako minister finansów nauczyłem się, że nikomu nie można odebrać raz przyznanych świadczeń czy przywilejów. A wśród składanych propozycji nie widzę rozwiązań, które nie zostałyby zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny. Dlatego boję się, że cała ta historia ma mało wspólnego z rzeczywistością, a dużo z piarem. Widać wyraźnie, że PO rzuca apetyczne kąski różnym grupom społecznym, żeby każdy powiedział: to są mili goście. Nie sądzę jednak, by zdecydowała się zaproponować rozwiązania, które nie przejdą próby Trybunału. Politycy Platformy tego nie wiedzą? Ależ wiedzą, tak samo jak wszyscy inni politycy, którzy wrzucają do publicznej debaty jakiś temat tylko po to, żeby sobie o nim porozmawiać. Przecież wiadomo, że codziennie trzeba o czymś mówić. Jak długo można rozmawiać o wprowadzeniu euro czy reformie finansów, skoro mało kto się na tym zna? A w sprawie odbierania przywilejów esbekom parę osób może się wypowiadać. Czy dyskusja na temat zmiany konstytucji i przesunięcia pełni władzy do jednego ośrodka – rządu lub prezydenta – to też jest tylko takie czcze gadanie? Oczywiście. W Sejmie jest akredytowanych ponad tysiąc dziennikarzy. Są trzy stacje telewizyjne, które przez całą dobę informują o polityce. Zmiana konstytucji to idealny temat do długich debat, zwłaszcza że przy okazji można podenerwować przeciwnika politycznego. A przeciwnik rozeźlony prędzej popełni jakiś błąd. Czy potrzebna jest nam taka zmiana? Jestem temu przeciwny. Silne państwa zrobiły swoim obywatelom wiele krzywd. Dlatego chcę państwa z dobrymi zabezpieczeniami przed dowolnością i sobiepaństwem. Powiem szczerze: wolę państwo, które może ulec paraliżowi, niż takie, w którym władza może wszystko. Wielu działaczy PO ma prawicowe poglądy. Ich wartości są bliskie wartościom PiS To dla pana obecny układ jest idealny? Doskonały. Prezydent powinien być z opozycji i mieć możliwość blokowania rządu. Sytuacja, że zdeterminowany lider polityczny może wszystko zrobić, jest niebezpieczna. Widzieliśmy już, co znaczy skuteczna władza i możliwość natychmiastowego wdrażania pomysłów w życie. Faszyzm, komunizm to przecież są zdarzenia raptem sprzed kilkudziesięciu lat. To znaczy, że dla nas wszystkich byłoby bezpieczniej, gdyby to Lech Kaczyński wygrał wybory prezydenckie, a nie lider partii rządzącej i premier Donald Tusk? Po tym, co powiedziałem, nie mogę zaprzeczyć. Z tym że wolałbym kogoś innego niż obecny prezydent. Nie jestem zwolennikiem obsadzania wszystkich stanowisk w państwie przez ludzi z jednego środowiska politycznego. Nie wiem, czy Donald Tusk wybaczy panu tę konstatację. Stosunek pana Tuska jest dla mnie istotny, ale własne bezpieczeństwo jeszcze ważniejsze. A doświadczenie historyczne jest takie, jak powiedziałem. Czy szef Platformy Obywatelskiej powinien kandydować na prezydenta? To nie jest kwestia tego, co powinien. Pan Tusk po prostu musi startować w tych wyborach, bo jest naturalnym kandydatem. Gdyby powiedział, że nie będzie kandydował na prezydenta, to partia chyba rozszarpałaby go na kawałki. A czy powinien walczyć o prezydenturę, pełniąc jednocześnie funkcję prezesa Rady Ministrów? A dlaczego nie? Skoro urzędujący prezydent może walczyć o fotel prezydencki, to może to również robić urzędujący premier. Czy Donald Tusk, gdyby wygrał wybory prezydenckie, powinien oddać swoją legitymację partyjną Platformy Obywatelskiej? Taki jest w Polsce obyczaj, więc by musiał. Gdyby chciał postąpić inaczej, musiałby to poważnie uzasadnić. W przypadku jego wygranej zwolniłyby się dwa kluczowe stanowiska – szefa rządu i przewodniczącego partii rządzącej. Kto powinien zostać premierem, a kto szefem Platformy? Dzisiaj hierarchia w Platformie Obywatelskiej jest określona. Wiadomo, kto jest w partii drugi, kto trzeci, a kto czwarty. Przykro mi, że mój rząd traktuje stanowiska w spółkach Skarbu Państwa jak łupy polityczne Drugi jest wicepremier i szef MSWiA Grzegorz Schetyna, ale kto jest trzeci? Ja nie wiem, a pan wie? Może racja. Sam do końca nie wiem, kto jest trzeci. A więc zapewne musiałoby dojść do rywalizacji o fotel przewodniczącego partii. Chciałbym, żeby to była rywalizacja merytoryczna. Bardzo żałuję, że Platforma zarzuciła ideę prawyborów, bo w takiej rywalizacji wyłaniają się ludzie o silnych cechach przywódczych i charyzmatycznej osobowości. Aparat partyjny rzadko wyłania takich liderów. A na kogo by pan głosował w wyborach lidera partii? Szukałbym wśród liberalnych polityków, których dzisiaj niestety trudno w Platformie dostrzec, bo to nie jest modna czapka. Nurt prawicowo-konserwatywny rzeczywiście dominuje w PO. Niektórzy uważają nawet, że Platforma zaczyna wchodzić w buty Prawa i Sprawiedliwości. Wielu działaczy Platformy ma prawicowe poglądy. Wartości, które wyznają, są bliskie wartościom PiS. Zresztą PO tylko na samym początku była centrowa. Później zaczęła się przepoczwarzać w takim kierunku, żeby być kompatybilna z PiS, stać się drugą połówką pomarańczy. Wtedy w Platformie zaszły istotne zmiany ideowe, które zaprowadziły ją na prawą stronę sceny politycznej. I nie zaskoczyło pana, że z ust Donalda Tuska padło tak radykalne hasło jak chemiczna kastracja pedofilów? Przypuszczam, że powiedział to w ramach dystrybucji owych smakowitych kąsków dla różnych grup społecznych. Mam nadzieję, że premier traktuje to wyłącznie jako temat do rozmowy, ale sam nie wierzy, że to jest najlepsze rozwiązanie problemu pedofilów. Przecież to absurd. Chemiczna kastracja nigdy nie zostanie w Polsce wprowadzona. Czy sądzi pan, że PO chciałaby wcześniejszych wyborów? Gdybym był przywódcą partii blokowanej przez prezydenta, to bym do tego dążył. Ale sukcesu nikt nie zagwarantuje. Już w poprzednich wyborach okazało się, że elektorat w Polsce jest agnostyczny. Nie przywiązuje się do żadnej religii. W ciągu trzech tygodni może przejść z prawosławia na islam... Odradzałby pan liderowi PO ryzyko hazardu wyborczego? Gdyby dzisiaj w miarę zgrabnie ogłoszono wybory, z krótkimi terminami, to Platforma mogłaby zdobyć większość mandatów sejmowych. Ale PO i tak rządzi przy pomocy spolegliwego koalicjanta. A przy konkretnych projektach może się dogadywać dodatkowo z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Nie doskwiera jej więc brak większości w parlamencie, tylko prezydent blokujący niektóre pomysły. PO może przełamywać weto prezydenta, jeżeli będzie rozsądnie negocjowała z SLD. Ale gdyby w wyborach zdobyła trzy piąte głosów, to by miała lepiej. Czy uważa pan, że jest miejsce na nową centrolewicę w Polsce. Zanim powstanie centrolewica, powinna powstać lewica z prawdziwego zdarzenia. A tej cały czas nie ma. Media informowały, że pan mógłby się zaangażować w nową inicjatywę centrolewicową. Nie wybieram się, a poza tym nikt mi nie składał takich propozycji. Dla liberała socjaldemokraci są akceptowanymi i dobrymi towarzyszami drogi. Ale wyłącznie sojusznikami. Ja na pewno nie będę tworzył centrolewicy. rozmawiały Eliza Olczyk i Dorota Kołakowska
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL