Finanse

Historia światowych krachów

W 1998 r. tzw. kryzys rubla doprowadził m.in. do zawieszenia przez Rosję obsługi zadłużenia na 90 dni. Decyzja ta wywołała prawdziwą panikę tak na rynkach finansowych jak i wśród Rosjan
Rzeczpospolita
Większość dotychczasowych zawirowań na rynkach miała rodowód w Ameryce. Tak jest też z kryzysem, którego jesteśmy świadkami. Jednak to także w USA zawsze dotąd zaczynało się ożywienie
Obecny kryzys, jak na razie dotyczący głównie sektora finansowego, nie zmienił się jeszcze w globalną recesję, chociaż kolejne kraje ujawniają swoje kłopoty. Wiadomo już, że w Europie w recesji znalazła się Dania oraz Irlandia i Hiszpania, które swój szybki wzrost gospodarczy zawdzięczały głównie jednemu sektorowi – budownictwu – oraz rynkowi nieruchomości. Kiedy ten się załamał, załamała się cała gospodarka. Poważne kłopoty gospodarcze mają już także Włosi i Francuzi.
Natomiast w przypadku Stanów Zjednoczonych opinie ekonomistów są podzielone. Połowa z nich twierdzi, że ten kraj jest już w recesji, reszta, że dopiero się do niej zbliża. Nie ulega jednak wątpliwości, że już nie tylko sektor finansów ma problemy, ale również i całe branże – pierwsze ucierpiały budownictwo i motoryzacja, które dodatkowo nękane są przez wysokie ceny surowców. Jedno jest pewne: większość kłopotów gospodarczych na świecie zaczęła się na rynku amerykańskim. Podobnie zresztą tam zawsze zaczyna się światowe ożywienie gospodarcze.
Także i teraz wzrost gospodarczy w Stanach Zjednoczonych jest wyższy niż w Unii Europejskiej. Tyle że podobno najgorsze jeszcze przed nami. Największa dotąd w historii zapaść gospodarcza, która zaczęła się 29 października wielkim krachem giełdowym nazywanym czarnym czwartkiem, ogarnęła cały świat. W większości krajów zakończyła się tak naprawdę na początku II wojny światowej. Upadło wówczas 5 tys. banków, a tylko w USA 9 mln osób straciło wszystkie oszczędności. Władze nakazywały zamykanie banków, tak aby nie wycofywano z nich depozytów, doprowadzając kolejne instytucje finansowe do upadku. Ucierpiał światowy handel, drastycznie spadły wpływy podatkowe, firmy odnotowały spadek zysków, a potem zaczęły się bankructwa całych miast uzależnionych od wielkich zakładów przemysłowych. Nie było kraju, który nie odnotowałby załamania w budownictwie. Ceny artykułów rolnych spadły o 40 – 60 proc., a najbardziej ucierpiały rejony wiejskie i uzależnione od jakiejś jednej gałęzi przemysłu, jak np. górnictwo. Nie brakowało jednak optymistów, którzy twierdzili, że kryzys skończy się szybko. John D. Rockefeller już o krachu na Wall Street powiedział wtedy: – Nadeszły dni, kiedy wiele osób straciło nadzieję na poprawę, ale w ciągu 93 lat mojego życia depresje gospodarcze przychodziły i odchodziły. I czasy prosperity zawsze wracały, więc wrócą i tym razem. Rządy w poszczególnych krajach tworzyły plany ratunkowe dla gospodarki. W wielu z nich doszło do zmian w opcji rządzącej, najczęściej z lewicy na prawicę. W niektórych uwierzono demagogom – przykładem są Niemcy i Adolf Hitler. Rozpoczął się od embarga na sprzedaż ropy krajom, które poparły Izrael podczas wojny z Egiptem (Yom Kippur). Kraje OPEC wykorzystały to do czterokrotnego podwyższenia cen ropy, a to z kolei spowodowało zapaść gospodarczą na rynkach krajów rozwiniętych. W USA właściciele aut o parzystej końcówce numeru rejestracyjnego mogli jeździć we wtorki, czwartki i soboty, nieparzystych – w poniedziałki, środy i piątki, niedziela była dla wszystkich. Tym razem także amerykańska polityka gospodarcza miała swój udział w wywołaniu kłopotów na świecie. Wprawdzie to decyzja OPEC spełniła rolę zapalnika, ale prezydent Richard Nixon odziedziczył gospodarkę o niemrawym tempie rozwoju przy stale rosnącej inflacji. Już dwa lata wcześniej mówiono o zagrożeniu stagflacją. Nixon uwolnił kurs dolara, uniezależniając go od ceny złota, pozwalając na spadek notowania. 15 sierpnia 1971 r. zawieszono nawet wymienialność waluty amerykańskiej, by ostatecznie zdewaluować ją o 8 proc. w stosunku do ceny złota. Kolejna dewaluacja nastąpiła w 1973 r. To z kolei spowodowało spadek zaufania do gospodarki na całym świecie, zwłaszcza w krajach producentów surowców, które zawsze są notowane w dolarach. W Ameryce podczas kryzysu ucierpieli przede wszystkim bezrobotni i starsza część społeczeństwa, a także osoby dopiero zaczynające pracę. W Europie kryzys zakończył 30 lat trwałego rozwoju. Obronną ręką wyszła Japonia. Protesty przeciwko szachowi Rezie Pahlawiemu i jego ucieczka z Iranu oraz przejęcie władzy przez Chomeiniego zniszczyły irański przemysł naftowy. Gwałtownie wzrosły ceny. Mimo zwiększenia produkcji przez Arabię Saudyjską ropy było zbyt mało. Znów doszło do racjonowania benzyny na najbardziej rozwiniętych rynkach świata. Przed stacjami benzynowymi ustawiały się wielokilometrowe kolejki.Recesja lat 80. Zaczęło się od krachu w czarny poniedziałek 19 października 1987 roku. Pierwsza załamała się giełda w Hongkongu, potem seria spadków przewaliła się przez całą Europę. Dow Jones spadł wówczas o 22,6 proc. Jest to największy w historii spadek cen akcji, a został on spowodowany paniczną wyprzedażą przez akcjonariuszy, którzy pozbywali się papierów, bo... inni również to robili. Zaczęło się od Tajlandii, gdzie nagromadziła się spekulacyjna bańka na rynku nieruchomości. Rząd uwolnił wtedy kurs waluty, który dosłownie w ciągu kilku dni spadł z 25 do 57 bahtów za dolara. Władze w Bangkoku zrobiły to jednak po wielodniowych kosztownych próbach ratowania tajskiej waluty. Kryzys rozprzestrzenił się na całą Azję, a Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Amerykanie apelowali do Chińczyków, aby choć oni powstrzymali się ze zdewaluowaniem pieniądza, bo wówczas pozostałe kraje azjatyckie nie wydobyłyby się z kryzysu przez kilkanaście lat. W czterech krajach ASEAN (Tajlandia, Malezja, Filipiny i Indonezja) stosunek zadłużenia zagranicznego do PKB wzrósł do ponad 160 proc. Uchowały się Tajwan, Chiny, Indie, Brunei i Wietnam. Poważne błędy popełnił wówczas w doradzaniu MFW, a Azjaci praktycznie sami się uratowali niezwykłą dyscypliną finansową, kończąc programy pomocowe przed terminem i zwracając pieniądze funduszowi. Program stabilizujący gospodarkę azjatycką miał wartość 40 mld dol. i był wówczas rekordowy. Jak to często zdarza się podczas kryzysu, doszło do zmian we władzach. Po 30 latach rządzenia do ustąpienia został zmuszony prezydent Indonezji Suharto. Wyraźny wzrost PKB zanotowano w Azji ponownie w roku 1999. Ale kryzys azjatycki spowodował drastyczny spadek cen surowców. Inaczej nazywany kryzysem rubla. Rozpoczął się 17 września, a Rosja okazała się praktycznie jedynym krajem, który tak poważnie ucierpiał z powodu kłopotów Azjatów, ponieważ 80 proc. wartości rosyjskiego eksportu stanowiły surowce, ropa zaś, której ceny drastycznie spadły, była głównym towarem eksportowym. Drugi powód to notoryczne unikanie płacenia podatków przez producentów surowców energetycznych i przedsiębiorstwa przemysłowe. Trzeci to nieoczekiwanie wysokie koszty pierwszej wojny w Czeczenii. Upadł wtedy Inkombank, jeden z największych banków w Rosji, a pod koniec roku rząd Borysa Jelcyna miał kłopoty z wypłatami emerytur. Rosja otrzymała z MFW pomoc w wysokości 22,6 mld dol., ponieważ poważnie obawiano się, że kryzys rozprzestrzeni się świecie. Nie powstrzymało to ucieczki inwestorów z tego kraju, a Rosjanie zostali zmuszeni do zawieszenia obsługi zadłużenia na 90 dni. To z kolei spowodowało panikę na rynku. Pierwszymi ofiarami poza Rosjanami byli mieszkańcy republik bałtyckich, które wpadły w recesję. Gwałtownie zmniejszył się także import z Białorusi i Finlandii, która była na granicy recesji, gdyż wiele przedsiębiorstw w tym kraju, podobnie jak i w Polsce, produkowało głównie na rynek rosyjski. Oprócz tego poważne kłopoty gospodarcze miały Kazachstan, Uzbekistan, Ukraina i Mołdawia. Ostatecznie Rosję uratował wzrost cen ropy naftowej w latach 1999 – 2000. Doprowadziła do niego fascynacja „dot.comami”. Bańka narastała przez lata 1999 – 2000, aby wreszcie w marcu 2000 r. pęknąć. Filozofia rozwoju „dot.comów” polegała na przejmowaniu jak największej liczby klientów, nawet jeśli wiązało się to ze stratami, a obowiązująca zasada była określana jako „rośnij albo znikaj”. „Dot.com” mógł wejść na giełdę i pozyskać pieniądze, nawet jeśli przez kilka lat swojego istnienia nie odnotował zysku. Czasami nawet nie był wymagany jakikolwiek przychód. W Europie z kolei operatorzy telekomów wygrywali przetargi, płacąc miliardy dolarów, których nie posiadali, za licencje na wykorzystanie technologii, których mogli nigdy nie wykorzystać. To z kolei spowodowało gigantyczne zadłużenie. Rynek otrzeźwiał, kiedy okazało się, że sprzedaż Internetu na Boże Narodzenie 1999 roku poszła fatalnie. Złe wiadomości dotarły do inwestorów w marcu 2000, kiedy ujawnione zostały wyniki. Nazwa zaś „dot.com” została zmieniona na „dot.bomb” albo „dot.compost”. W 2001 roku bańka całkiem oklapła.Większość akcji spółek internetowych została wycofana z obrotu, a rynek stracił zaufanie do nowej ekonomii, i to nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i w Azji. Bańka dała jednocześnie początek recesji w Europie, którą pogłębiły zamachy terrorystyczne z 11 września 2001 roku w Nowym Jorku. Drastyczne spowolnienie gospodarcze potrwało do końca 2002 roku.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL