Biznes

Szkolenie za granicą

Każdego roku ok. 100 tys. osób zdaje egzamin na zawodowe prawo jazdy
Rzeczpospolita, Robert Przybylski RP Robert Przybylski
Osoby wchodzące do zawodu kierowcy autobusów od 10 września muszą przejść obowiązkowe szkolenia. W Niemczech, Czechach i na Litwie przeprowadzą je szybciej i o połowę taniej niż w Polsce
Zgodnie z unijną dyrektywą 2003/59 WE dotychczasowi zawodowi kierowcy będą musieli w najbliższych pięciu latach odbyć szkolenie zawodowe trwające 36 godzin, natomiast każdy świeżo upieczony kierowca, który chce prowadzić autobus, od 10 września musi mieć zaliczone szkolenie zwane kwalifikacją wstępną. Za rok taki sam obowiązek będzie dotyczył także młodych kierowców samochodów ciężarowych.
W Polsce Ministerstwo Infrastruktury w wydanym rozporządzeniu wymaga odbycia 280 godzin szkoleń, a więc maksymalnej liczby, natomiast w sąsiednich krajach szkolenie trwa tylko 140 godzin, czyli minimalną dopuszczoną przez dyrektywę liczbę. Kwalifikacja wstępna niezależnie od kraju, w którym była wystawiona, ważna jest w całej Unii. Dlatego niemieckie i litewskie firmy zachęcają polskich kierowców do uczestnictwa w szkoleniach, które są o połowę tańsze niż w Polsce. Czeskie ośrodki proponują kursy kosztujące około 3 tys. zł, gdy w Polsce kandydat na zawodowego kierowcę będzie musiał zapłacić prawie 8 tys. zł, czyli dziesięć razy więcej niż za obecnie dopuszczający do pracy za kółkiem certyfikat kwalifikacji zawodowych.
Szef Ośrodka Szkolenia warszawskich Miejskich Zakładów Autobusowych Henryk Chrościcki szacuje, że prowadzone w jego zakładzie kursy kwalifikacji wstępnych będą trwały ok. trzech miesięcy. – Prawodawca ustalił, że godzina lekcyjna trwa 60 minut, co dodatkowo wydłuża zajęcia i podnosi ich cenę – dodaje Chrościcki. Departament Transportu Drogowego Ministerstwa Infrastruktury spóźnił się z opracowaniem rozporządzeń dotyczących przygotowania instruktorów i ośrodków szkoleń. Rozporządzenie określające sposób szkolenia zawodowych kierowców, w tym program prowadzony w ośrodkach szkolenia zawodowych kierowców i doskonalenia techniki jazdy samochodem (ODTJ), ukazało się dopiero 2 lipca tego roku! – Nie było wiadomo, jak ODTJ ma wyglądać, a nikt nie zainwestuje kilkudziesięciu milionów złotych w obiekt, który może okazać się nieprzydatny – mówi dyrektor szkoły bezpiecznej jazdy Test and Training Jerzy Kucharko. W rezultacie – jak zauważa Bohdan Szuszkiewicz ze Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych – nie ma instruktorów, programów szkoleń, torów i płyt poślizgowych. Dyrektor Departamentu Transportu Drogowego w Ministerstwie Infrastruktury Andrzej Bogdanowicz uspokaja, że do końca września trafi do Sejmu znowelizowana ustawa o transporcie drogowym, która wprowadzi skrócone, 140-godzinne szkolenia wstępne. Ma także pomysł na szybkie zwiększenie liczby instruktorów, których – przyznaje – w maju było dziewięciu w całej Polsce. Spośród instruktorów nauki jazdy, których jest 10 tys., zostanie wyłonionych na podstawie prostych egzaminów („to tylko formalność”) 500 osób potrzebnych dla prowadzenia kursów na kwalifikację wstępną dla kategorii D (autobusy) oraz 2 tys. dla kategorii C (ciężarowe). Przedstawiciele Polskiego Stowarzyszenia Motorowego, którego członkowie od kilkunastu lat zajmują się szkoleniami z doskonalenia techniki jazdy samochodem, uważają, że jest to zaprzeczenie intencji ustawy, która miała podnieść umiejętności instruktorów i kierowców, a w obecnym kształcie służy jedynie wyciskaniu dodatkowych opłat od branży transportowej. Nie wiadomo, kto ma płacić za drogie kursy kwalifikacji wstępnych. Dotychczasowe opłaty za kwalifikacje zawodowe wynosiły 750 zł w przypadku kierowców autobusów i 350 zł dla kierowców ciężarówek. Bogdanowicz pociesza przewoźników, mówiąc, że w latach 2007 – 2013 UE przeznaczyła najwięcej pieniędzy właśnie na szkolenia. Procedury są co prawda skomplikowane, ale znacznie łatwiejsze do przejścia dla stowarzyszeń przewoźników lub ZMPD. Powinny one ubiegać się o dofinansowanie szkoleń kierowców zebranych w kilkusetosobowe grupy. Właściciele firm transportowych uważają, że zawód kierowcy mechanika powinien pojawić się także w programach szkoleń. MEN na wniosek Ministerstwa Infrastruktury takie klasy powinno stworzyć. Bogdanowicz dodaje, że dla wielu szkół organem założycielskim są samorządy, przedsiębiorcy powinni więc na swoim lokalnym szczeblu naciskać na otwarcie klas o profilu technik transportu i technik pojazdu. Zauważa także, że przewoźnicy muszą dokładać starań, aby kierowcy nie uciekali na Zachód. Podobne jak w Polsce zastrzeżenia do dyrektywy 2003/59 WE pojawiają się w całej Unii Europejskiej. Unia Międzynarodowego Transportu Drogowego (IRU) wskazuje, że państwa członkowskie późno zaczęły wprowadzać nowe regulacje, koszty egzaminów są zbyt wysokie (do 6 tys. euro w Belgii), brakuje harmonizacji w programach szkoleń i poziomie egzaminów. – W rezultacie przewoźnicy i młodzi ludzie wybierający zawód kierowcy muszą pokonać kolejną niepotrzebną barierę – mówi Michael Nielsen, delegat IRU przy UE. A na koniec za biurokratyczną mitręgę i tak zapłacą konsumenci, czyli my wszyscy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL