Motoryzacja

Sebastian Vettel: Złote dziecko Formuły 1

Sebastian Vettel
Reuters
Tydzień temu na torze Monza nie tylko wygrał pierwszy wyścig w karierze, dopisał 10 punktów do klasyfikacji generalnej i zyskał sławę, ale stał się jednocześnie najmłodszym zwycięzcą Grand Prix Formuły 1
Po sukcesie 21-letniego kierowcy Scuderii Toro Rosso-Ferrari Niemcy odzyskali nadzieję, że ktoś jest w stanie zastąpić siedmiokrotnego mistrza świata Michaela Schumachera. Media zgodnie obwieściły narodziny nowej gwiazdy.
„Süddeutsche Zeitung” uznało wynik Vettela za „niespodziankę dekady”. „Tuttosport” nazwał młodego kierowcę „złotym dzieckiem Monzy”, a „Gazzetta dello Sport” porównała go do Alaina Prosta, zwycięzcy ostatniego deszczowego wyścigu na tym włoskim torze, w 1981 roku. „Times” i „Marca” nie mają wątpliwości, że ten chłopak pisze nową historię F1.
W Niemczech czekano na ten dzień dwa lata. Po przejściu Schumachera na sportową emeryturę zapanował okres bezkrólewia, który skończył się po 53. okrążeniu Monzy. Niemieccy kibice znów mogli zobaczyć swojego człowieka na najwyższym podium i usłyszeć hymn. – Kiedy zobaczyłem flagę w biało-czarną szachownicę, zrozumiałem, że wygrałem. To najlepszy dzień w moim życiu – opowiadał Vettel, który w lipcu ubiegłego roku zajął w Toro Rosso miejsce Amerykanina Scotta Speeda. Już jest typowany na następcę Schumachera. – Dopiero zaczynam karierę i takie porównania są nie na miejscu – twierdzi nowy idol niemieckiej młodzieży. Starszy kolega jest jednak pełen uznania dla Vettela. – To, co zrobił we Włoszech, to absolutnie pierwsza klasa. Nie popełnić żadnego błędu w tak trudnych warunkach, zdominować wyścig od startu, i to w samochodzie, który nie jest najszybszy – nie krył podziwu Schumacher oglądający przebieg wydarzeń w garażu Ferrari. – Znam go od dziecka, razem graliśmy w piłkę. Sebastian ma potencjał, by zostać mistrzem świata, ale do tego wiedzie długa i wyboista droga. Obu kierowców łączy przyjaźń i miłość do futbolu. Schumacher dostrzegł wielki talent Vettela, gdy ten jeździł na jego torze kartingowym w Kerpen, i pierwszy przedstawił nastoletniego chłopaka właścicielowi Toro Rosso Gerhardowi Bergerowi. – Wprawdzie jesteśmy małym teamem, ale atmosfera jest tu fantastyczna. Od ubiegłego roku zrobiliśmy wielki postęp – przyznaje Vettel, który w przyszłym sezonie będzie zdobywał już punkty dla Red Bull Racing. Pierwszy raz o Vettelu zrobiło się głośno w 2006 roku, gdy w Stambule wziął udział w piątkowych treningach i został najmłodszym kierowcą w historii weekendu Grand Prix. Miał wówczas 19 lat i 53 dni. Nietrudno przewidzieć, że teraz większość ekip będzie dokładniej obserwować jego rozwój. Dyrektor BMW Sauber Mario Theissen już zapowiedział, że będzie miał go na oku. – Chciałbym mieć każdego zwycięzcę u siebie. Rok temu było jeszcze za wcześnie, by posadzić go na stałe za kierownicą naszego bolidu, był niedoświadczony i nie mogliśmy ryzykować – wyjaśnia. Vettel testował bolidy i czekał na swoją szansę. Zadebiutował w GP USA, ale tylko dlatego, że Robert Kubica odpoczywał po wypadku na torze w Montrealu. Dojechał na ósmym miejscu i został oczywiście najmłodszym kierowcą, który zdobył punkty. Miesiąc później trafił do Toro Rosso i bił kolejne rekordy. W Japonii był najmłodszym liderem wyścigu, w Chinach przekroczył metę czwarty. Vettel, wygrywając GP Włoch, miał 21 lat i 73 dni, wyprzedził m.in. Hiszpana Fernando Alonso, Brytyjczyka Lewisa Hamiltona, Fina Kimiego Raikkonena, Kubicę i Schumachera. I choć zwycięzcy są coraz młodsi, to wśród dziesięciu najmłodszych widnieją nazwiska czterech kierowców, którzy dawno skończyli kariery. Dlatego ich osiągnięcia nabierają szczególnego znaczenia. Jeden z nich to dwukrotny mistrz świata (1972, 1974). Brazylijczyk Emerson Fittipaldi, syn prominentnego dziennikarza motoryzacyjnego i komentatora radiowego Wilsona Fittipaldiego Sr i polskiej emigrantki Józefy Wojciechowskiej, miał 23 lata, gdy zadziwił świat Formuły 1, wygrywając GP USA. Był skazany na ściganie. Rodzice po II wojnie światowej brali udział w wyścigach. Emerson zaczynał od kartingu. Razem ze starszym bratem Wilsonem Jr, który przecierał szlaki w F1, zbudowali własne samochody i wygrywali wszystko, co się dało. Współpraca układała się wzorowo, więc postanowili firmować rodzinny interes także w F1. Emerson u szczytu sławy zdecydował się na bardzo ryzykowny krok. Były kierowca Lotusa i McLarena, w których odnosił największe sukcesy, przeniósł się do nowego zespołu brata – Copersucar, sponsorowanego przez potężny brazylijski koncern cukrowniczy. Sfrustrowany brakiem wyników, w 1980 roku zrezygnował z występów. Jeszcze przez dwa lata pomagał bratu w zarządzaniu zespołem, potem startował w innych seriach. W 1997 roku rozbił się prywatnym samolotem. Przeżył, nawrócił się na chrześcijaństwo i skupił na prowadzeniu rodzinnej farmy cytrusowej oraz sprzedaży akcesoriów samochodowych. Biznesem po zakończeniu kariery zajął się też Troy Ruttman. Amerykanin do dziś jest trzeci na liście najmłodszych triumfatorów (22 lata), chociaż odkąd wygrał Indianapolis 500, wyścig zaliczany w latach 50. do klasyfikacji F1, minęło już 56 lat. To było zresztą jedyne jego zwycięstwo w karierze. Nigdy później nie stanął nawet na podium. Bruce McLaren, nowozelandzki kierowca, technik i wynalazca, pierwsze zwycięstwo odniósł w 1959 roku. 22-latek okazał się bezkonkurencyjny w GP USA. Gdy był dzieckiem, doznał poważnej kontuzji biodra, lewą nogę miał krótszą od prawej, ale uraz nie przeszkodził mu w rywalizacji ze zdrowymi przeciwnikami. Później na najwyższym podium stawał jeszcze trzykrotnie. Mimo sukcesów na torze przeszedł do historii jako założyciel jednego z najbardziej utytułowanych teamów. Bolidy McLarena na cześć Nowej Zelandii wyróżniają się logo „speedy Kiwi”. Imię tragicznie zmarłego twórcy zespołu nosi szkoła w West Auckland, w jego rodzinnej miejscowości – gdzie rodzice mieli warsztat, w którym spędzał cały swój wolny czas – powstało muzeum. Jest również stypendium dla kierowców, a ostatnio nakręcono o nim nawet film. Ostatni z grona najmłodszych zwycięzców, Belg Jacky Ickx miłość do sportów samochodowych odziedziczył po ojcu, dziennikarzu motoryzacyjnym. W 1967 roku zadebiutował w Formule 1, a dwa lata później trafił do Ferrari i w wieku 23 lat wygrał GP Francji. Startował równocześnie w 24-godzinnych wyścigach w Le Mans. Osiem lat temu został honorowym obywatelem tego francuskiego miasta. Jest sędzią głównym GP Monako. Interesuje się sztuką, kolekcjonuje obrazy. Za tydzień pierwszy w historii nocny wyścig w Singapurze. Czy Vettel potwierdzi w Azji swoją wartość? – Nie zamierzam pojechać tam jako bohater i supergwiazda. Twardo stąpam po ziemi i nie oczekuję, że kolejne zwycięstwo przyjdzie mi lekką ręką – mówi Vettel.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL