Służby mundurowe

Marszałek złoży wyjaśnienia?

Antoni Macierewicz uważa, że Bronisław Komorowski namawiał pułkownika Aleksandra L. do kradzieży tajnego dokumentu. Na zdjęciu w listopadzie 2007 roku
Rzeczpospolita, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Politycy PiS chcą wyjaśnić rolę Bronisława Komorowskiegow sprawie podejrzeń o handel tajnym aneksem do raportu z likwidacji WSI
Marszałek został zaproszony na posiedzenie Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, które odbędzie się we wtorek, aby złożyć wyjaśnienia w sprawie afery aneksowej.
– Mogliśmy go tylko zaprosić. Komisja nie ma kompetencji, aby wezwać marszałka Sejmu – mówi „Rz” Arkadiusz Mularczyk (PiS), wiceszef Komisji Sprawiedliwości. – Jeśli nie ma nic do ukrycia, to się zjawi. Z nieoficjalnych informacji od polityków PO wynika jednak, że Bronisław Komorowski nie ma zamiaru składać wyjaśnień przed komisją. Sam marszałek był wczoraj nieuchwytny. Wojciech Wilk (PO), wiceszef Komisji Sprawiedliwości, nie widzi powodu, by Komorowski stawiał się przed nią. – Marszałek postąpił zgodnie z prawem, a wszelkie oskarżenia wysuwane wobec niego przez PiS to zemsta polityczna – uważa.
Wątpliwości polityków PiS wzbudziła treść zeznań, jakie Komorowski złożył w śledztwie dotyczącym handlu tajnym aneksem. Prokuratura postawiła w tej sprawie zarzuty płatnej protekcji płk. Aleksandrowi L., emerytowanemu oficerowi wojskowych służb PRL, oraz dziennikarzowi Wojciechowi Sumlińskiemu. Mieli oni, powołując się na wpływy w komisji weryfikacyjnej WSI, proponować za pieniądze pozytywną weryfikację oraz dostęp do tajnego aneksu. Głównym dowodem w śledztwie są zeznania płk. Leszka Tobiasza, oficera byłych WSI, oraz dokonane przez niego nagrania jego rozmów, m.in. z płk. L. Protokół przesłuchania Komorowskiego pierwsza ujawniła „Rz”. Wynika, z niego, że marszałek Sejmu przed zawiadomieniem o sprawie organów ścigania spotykał się z płk. L. oraz płk. Tobiaszem, który poinformował go o posiadanych nagraniach. Podczas jednego ze spotkań z płk. L. wyraził „wstępne zainteresowanie” dostępem do aneksu. Według Antoniego Macierewicza (PiS), byłego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, oznacza to, że Komorowski namawiał płk. L. do kradzieży tajnego dokumentu. – Mamy do czynienia z wyrażeniem zgody na popełnienie przestępstwa, a więc na współudział lub namawianie do przestępstwa. Wydaje się, że można czy też nawet należałoby zarzucić to panu marszałkowi Komorowskiemu – mówił wczoraj w „Salonie politycznym Trójki” Macierewicz. Mariusz Kamiński, rzecznik Klubu PiS, sugerował z kolei w środę, że Komorowski mógł naruszyć prawo także w inny sposób. – Mimo kilku spotkań z oficerami oferującymi mu ściśle tajny aneks w sprawie WSI marszałek nie złożył do prokuratury oficjalnego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa – podkreślał. O wyjaśnienie tej sprawy szef Klubu PiS Przemysław Gosiewski zwrócił się kilka dni temu do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego.Komorowski twierdzi, że nie złamał prawa, o sprawie zaś powiadomił ministra Pawła Grasia i SKW, a potem ABW. Marek Domagalski Marszałek zrobił wiele, ale niepotrzebnie ominął prokuraturę Droga do przestępstwa wydaje się daleka, ale sejmowi prawnicy powinni doradzić marszałkowi zawiadomienie prokuratury. Przepisy są jasne. Zgodnie z art. 304 § 2 kodeksu postępowania karnego instytucje państwowe, które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, mają obowiązek niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub policję. Nie ma wątpliwości, że ciąży on na osobach kierujących owymi instytucjami. Dodajmy, że każdy obywatel – a więc tym bardziej marszałek Sejmu – dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa, ma społeczny obowiązek zawiadomić prokuratora lub policję. W przypadku najcięższych przestępstw (np. szpiegostwa) przekształca się to w obowiązek prawny. Niewykonanie go to przestępstwo, w przypadku urzędnika, np. marszałka – niedopełnienia obowiązków. Wiele faktów przemawia jednak na korzyść Komorowskiego. O składanych mu nielegalnych propozycjach (podejrzeniach) poinformował ministra zajmującego się służbami specjalnymi (zapewne ze względu na charakter przestępstwa). A gdy usłyszał, że jest to sprawa ABW, powiadomił jej szefa, a agencja zajęła się sprawą. Przed sądem te czynności najpewniej zostałyby potraktowane jako wywiązanie się z obowiązku doniesienia, choć formalnie marszałek pominął organy do tego powołane. Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: p.nisztor@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL